FiM – „Szatan” u bram

Szaleństwo związane z terminem formalnego zakończenia odbywania kary przez najbardziej znanego w Polsce więźnia zbliża się do apogeum. W mediach trwa wyścig, kto wymyśli najbardziej porażający tytuł czy podobiznę „szatana”. Politycy rywalizują o palmę pierwszeństwa w zatroskaniu bezpieczeństwem obywateli…

Nikomu już chyba nie trzeba przedstawiać Mariusza Trynkiewicza (52 l.), ale przypomnijmy, że ten były nauczyciel wychowania fizycznego z Piotrkowa Trybunalskiego 4 i 29 lipca 1988 r. zamordował na tle seksualnym czterech chłopców. Najpierw jednego, a następnie trzech. Zbrodnię popełnił podczas przerwy w odbywaniu kary (za dwa wcześniejsze przypadki molestowania otrzymał w sumie 2,5 roku więzienia). Podczas śledztwa wyszło m.in. na jaw, że jako 10-letnie dziecko był molestowany przez księdza, co w dużym stopniu tłumaczy jego późniejsze zboczenie.

Dla lepszego zrozumienia ciągu dalszego istotne są daty:
# Trynkiewicz został zatrzymany już 11 sierpnia 1988 r.;
# w Polsce ostatnią egzekucję skazanego na śmierć przeprowadzono w kwietniu 1988 r. Kilka miesięcy później zaczęło funkcjonować ciche (nieoparte na żadnym akcie prawnym) moratorium na wykonywanie najwyższego wymiaru kary. Szczebel niżej było wówczas w kodeksie 25 lat więzienia;
# 29 września 1989 r. Trynkiewicza skazano na definitywną eliminację ze społeczeństwa;
# przyjęta przez tzw. sejm kontraktowy ustawa z 7 grudnia 1989 r. o amnestii zastąpiła wszystkie oczekujące na realizację wyroki śmierci… ćwierćwieczem pozbawienia wolności. I właśnie dzięki temu Trynkiewicz uniknął stryczka i rozpoczął odbywanie kary terminowej.

Dla ścisłości dodajmy, że po amnestii „kaes” istniał dalej i był sporadycznie orzekany, ale kary tej już nie wykonywano. Wciąż na zasadzie niepisanej „umowy”. Dopiero ustawą z 12 lipca 1995 r. wprowadzono do Kodeksu karnego dożywocie i oficjalne pięcioletnie moratorium na egzekucje, przy czym samej kary śmierci nie wykreślono, więc sądy wciąż mogły ją wyrokować. Została definitywnie zniesiona w nowym kodeksie z 6 czerwca 1997 r., którego przepisy wprowadzające stanowiły, że zarówno w toczących się procesach, jak i sprawach zakończonych prawomocnym wyrokiem jeśli najwyższa kara nie została sfinalizowana, to zastępuje się ją dożywociem. Trynkiewicza to już nie dotyczyło, bowiem jego sprawa była zamknięta.

Siedział spokojnie i nic się w mediach nie działo do czasu, aż latem 2006 r. (przebywał wówczas w Strzelcach Opolskich na oddziale dla skazanych z dewiacjami psychicznymi, gdzie spędził większość wyroku) złożył wniosek o zmianę nazwiska. „Bardzo proszę o danie mi szansy normalnego funkcjonowania po opuszczeniu zakładu karnego, bez narażania na szykany czy życie w ciągłym zagrożeniu i niepewności”– napisał. Wniosek załatwiono odmownie, ale autor od razu trafił na czołówki gazet tytułem „Potwór zmienia nazwisko”.

Później znowu ucichło. W 2012 r. władze więzienne postanowiły przenieść Trynkiewicza ze Strzelec do Rzeszowa na specjalistyczny oddział terapeutyczny. Według oficjalnej wersji w nowym miejscu miał podjąć leczenie, żeby zmniejszyć ryzyko niebezpiecznych zachowań po wyjściu na wolność. Z naszych ustaleń wynika, że po prostu podpadł, gdy pękł po odrzuceniu jego kolejnego wniosku o warunkowe przedterminowe zwolnienie i wykrzyczał sędziemu penitencjarnemu w twarz, że po opuszczeniu więzienia będzie nadal gwałcił i mordował, bo go do tego zmuszają.
– Wielu skazanych mówi sędziemu gorsze rzeczy, ale z przypadku Trynkiewicza zrobiono aferę. Bronił się przed wyjazdem. Składał odwołania, sprawa oparła się nawet o sąd apelacyjny. U nas już poukładał sobie życie, nie sprawiał kłopotów, więc nikt mu ich nie piętrzył, miał zajęcia, znał otoczenie… Długoterminowi bardzo boją się przenosin do innego zakładu, bo to oznacza likwidację całego ich dorobku. Startują od zera. Są od nowa obwąchiwani, rozpoznawani, uczą się nowych reguł gry, a nie wiadomo, na kogo trafią w celi. Jednak dyrektor zdecydowanie chciał się pozbyć Trynkiewicza, bo już czuł, co będzie, gdy do końca jego kary zostaną tygodnie. Psycholog napisał ładną opinię, sąd wniosek przyklepał i szczęśliwie pozbyliśmy się bagażu – mówi wychowawca więzienia w Strzelcach Opolskich.

Leczenie w Rzeszowie polegało na pogawędkach z psychologiem-seksuologiem, który po zakończeniu „terapii” napisał negatywną „prognozę kryminologiczno-społeczną” ze względu na „charakter popełnionego czynu” oraz – co warto podkreślić – „małe prawdopodobieństwo uzyskania wsparcia w warunkach wolnościowych”.

Wiosną 2013 r. Jarosław Gowin, jeszcze jako minister sprawiedliwości, wraz z najbliższym jego mentalności wiceministrem Michałem Królikowskim (świecki zakonnik – oblat związany z benedyktynami), wymyślili dla Trynkiewicza ustawę pozwalającą zamknąć gościa na zawsze.

Pomysłowy Gowin na kilka tygodni stał się bohaterem narodowym rozchwytywanym przez dziennikarzy, a gdy w maju wyleciał z rządu, jego dzieło kontynuował Marek Biernacki (PO), nowy minister, który dokończył je, doprowadzając do uchwalenia „Ustawy o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób”.

„Podłożyłem głowę pod ustawę, żeby Trynkiewicz nie zagrażał społeczeństwu” – chwalił się później Biernacki.

„Podjąłem się ryzyka uchwalenia tej ustawy” – zadał szefowi kłam „oblat” Królikowski.

Kuriozalny akt prawny wszedł w życie 22 stycznia 2014 r. i od tego czasu po wypełnieniu kilku stosunkowo prostych procedur teoretycznie każdego obywatela odbywającego karę pozbawienia wolności będzie można osadzić bezterminowo (aż do „wyleczenia”) w specjalnym Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym. Warunki przyjęcia nie są zbyt skomplikowane. Wystarczy, jeśli potencjalny pacjent spełnia łącznie trzy kryteria:

1. „(…) odbywa prawomocnie orzeczoną karę pozbawienia wolności lub karę 25 lat pozbawienia wolności, wykonywaną w systemie terapeutycznym”. Wyjaśnienie: według Kodeksu karnego wykonawczego w systemie terapeutycznym odbywają karę skazani za przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności popełnione w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych, ale także upośledzeni umysłowo, uzależnieni od alkoholu albo innych środków odurzających lub psychotropowych oraz skazani niepełnosprawni fizycznie;

2. „(…) w trakcie postępowania wykonawczego występowały u niego zaburzenia psychiczne w postaci upośledzenia umysłowego, zaburzenia osobowości lub zaburzenia preferencji seksualnych”;

3. „(…) stwierdzone u niego zaburzenia psychiczne mają taki charakter lub takie nasilenie, że zachodzi co najmniej wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynu zabronionego z użyciem przemocy lub groźbą jej użycia przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej, zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 10 lat”. Nie wiadomo, niestety, w jakich przedziałach musi się zmieścić prawdopodobieństwo, żeby zaliczyć je do niskiego, średniego lub wysokiego, zatem będzie można je oceniać „na oko”.

Innymi słowy: na „dobrodziejstwa” tej ustawy ma szansę załapać się każdy skazaniec (nawet złodziej roweru!) upośledzony umysłowo, niepełnosprawny fizycznie lub odbywający karę za najdrobniejsze nawet przestępstwo popełnione w związku z uzależnieniem od alkoholu bądź narkotyków, jeśli na przykład rzuci klawiszowi pogróżkę: „Ja cię, ch…u, zabiję”.

Problem z Trynkiewiczem tkwi w tym, że ma opuścić zakład karny 11 lutego, a zapisany w p. 1 warunek „odbywa karę” (czas teraźniejszy) zmusza do nadzwyczajnego pośpiechu.

Żeby zdążyć z załatwieniem formalności (prowadzone są według przepisów Kodeksu postępowania cywilnego) Ministerstwu Sprawiedliwości potrzebny jest posłuszny sąd, „niezależny” prokurator i  niestwarzający trudności obrońca (najlepiej z urzędu), który musi być na posiedzeniu, gdy będzie rozpatrywany już dawno przygotowany wniosek dyrektora zakładu karnego o ponowne zamknięcie Trynkiewicza. Kłopot powstanie wówczas, gdy skazany złoży apelację od orzeczenia o umieszczeniu w Krajowym Ośrodku lub znajdzie dobrego adwokata.

„Od rana najwięcej czasu spędzam na sprawdzaniu każdej ewentualności, która dotyczy tej sprawy” – zapewnia premier Donald Tusk.

„Dla obrony resztek swego honoru Tusk musi stanąć na uszach i na rzęsach, by ten groźny bandyta nie wyszedł na wolność” – orzekł wybitny specjalista od aresztów wydobywczych Zbigniew Ziobro.

„Nawet jeśli Trynkiewicz wyjdzie na wolność, policja jest doskonale do tej ewentualności przygotowana” – deklaruje szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

###

„Oblat” Królikowski: – Mariusz T. jest rozliczony ze społeczeństwem ze swoje czyny i jako wolny człowiek zostanie umieszczony(sic!) w ośrodku terapeutycznym. Będzie tam przebywał tak długo, jak sąd uzna to za konieczne w perspektywie efektów terapii.

Profesor Janusz Heitzman, kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii: – Ta ustawa mówi o terapii, ale chodzi o izolację. Izolacja to nie leczenie, to kara. Ma być wymierzona nie za czyn popełniony, ale za prawdopodobieństwo jego popełnienia. Ci ludzie spędzili w więzieniu długie lata. Można ich było poddawać terapii. Jeśli nie poddano, widać nie była potrzebna. Jeśli poddano, okazała się nieskuteczna, skoro chce się ich nadal izolować. Więc nie ma uzasadnienia dla dalszej terapii (…). Na wolność wychodzą osoby o zdecydowanie negatywnej prognozie: zabójcy, zaburzeni przestępcy seksualni i nic się nie dzieje. Kilka lat temu wyszedł zabójca sześciu osób na tle seksualnym. Dostał karę śmierci zmienioną na 25 lat. Odsiedział, zmienił nazwisko i żyje normalnie.

„Bestia wyjdzie na wolność”, „Powrót potwora”, „Wyjdzie i będzie zabijał”… – takimi tytułami epatują nas gazety cytujące „wybitnych znawców tematu”, choć od wielu lat żadna osoba wypowiadająca się dziś publicznie (ze „słynną psycholog sądową” mgr Teresą Gensna czele) nie widziała Trynkiewicza na oczy ani z nim nie rozmawiała. Kiedy jednak zmieniano mu karę śmierci na 25 lat więzienia, nikt nie protestował.

[2014] FaktyiMity.pl Nr 04(725)/2014

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: