Biskup postawił na swoim

Parafia w Strącznie ma od 1 sierpnia nowego proboszcza, którym został ksiądz Andrzej Sagun. W objęciu parafii musiała mu pomóc policja. Z byłym proboszczem ks. Adamem Mizerskim nie ma żadnego kontaktu. Parafianie podzieleni zostali na zwolenników i przeciwników starego proboszcza.

Dla przypomnienia: biskup ordynariusz Edmund Dajczak wydał dekret, odwołujący z funkcji proboszcza w Strącznie ks. Adama Mizerskiego. Rozpoczął się protest mieszkańców, połączony z okupacją kościoła i plebanii. Biskup w efekcie dekret uchylił, wskazując termin przejścia ks. Adama na emeryturę na dzień 31 lipca. Nowy proboszcz miał pojawić się w Strącznie 1 sierpnia i objąć tamtejszą parafię. Jest to o tyle dziwne, że informacje na zamieszczonej w internecie liście (http://www.koszalin.opoka.org.pl/zmiany2008.htm – dop. aut.) dotyczącej zmian księży w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, są sprzeczne z dekretem biskupim. Według listy, ks. Adam przeszedł na emeryturę już z dniem 1 lipca, a jego następcą został ks. Mariusz Kałas. Tymczasem parafię w Strącznie z dniem 1 sierpnia objął ksiądz Andrzej Sagun. Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że rzeczywiście ks. Kałas był przewidziany do objęcia funkcji proboszcza w Strącznie, jednak najprawdopodobniej protesty spowodowały zmianę decyzji personalnej biskupa.

Protestujący natomiast do końca liczyli na całkowitą zmianę decyzji biskupa. Mieli nadzieję, że ks. Adam Mizerski zostanie w Strącznie, co – jak twierdzą – było jego wolą. Ponieważ pierwszy dekret jako powód odwołania podawał chorobę alkoholową, ks. Mizerski (tak przynajmniej twierdzą jego obrońcy) poddał się stosownym badaniom.

– W czasie wizyty u biskupa była o tym mowa – mówi jeden z protestujących. – Ks. Adam poddał się badaniom nie w ośrodku prywatnym, tylko w jednym z wymienionych przez biskupa, zajmujących się badaniami księży. I badania nie wykazały jakichkolwiek objawów choroby.

Parafianie zostali podzieleni. Trudno powiedzieć, czy większa część była za pozostawieniem proboszcza, czy też za jego odwołaniem. Faktem jest jednak, że kiedy część szykowała się do kolejnego protestu, zaplanowanego na 1 sierpnia w obronie wyrzucanego proboszcza, inni w tym czasie zbierali na kwiaty, aby powitać jego następcę.

1 sierpnia odbyła się ostatnia msza święta, odprawiona przez ks. Adama Mizerskiego. Po jej zakończeniu przed kościołem zebrała się grupka wiernych, którzy radzili co zrobić, aby ksiądz pozostał. Wielokrotnie wcześniej zaznaczali, do nowego księdza nic nie mają, ale chcą, aby ks. Adam pozostał w Strącznie.

– Plebania budowana była z naszych składek – twierdzili zgromadzeni przed kościołem. – Jest w niej 12 pokoi. Ksiądz Adam prosił, aby pozwolono mu zostać do śmierci w jednym pokoiku, ale nie wyrażono na to zgody. Wyrzucono go i nie wskazano nawet miejsca, dokąd ma pójść. To się nie mieści w głowie. Po 23 latach bycia proboszczem wyrzucono go właściwie na bruk.

Wśród głosów zgromadzonych przed kościołem wiernych przeważał właśnie ten tok rozumowania.
Ks. Adam Mizerski zabrał resztę swoich rzeczy osobistych z plebanii i zamknął ją na klucz. Klucze odebrali mu protestujący. Dwie osoby: Krzysztof Kominek i Józef Pęczek pojechali do Wałcza do księdza dziekana Jerzego Sławińskiego. Za nimi pojechał również były już proboszcz. Wszedł na plebanię wraz z księdzem Sławińskim na kilkuminutową rozmowę. Odbyła się ona bez świadków i nie wiadomo, czego dotyczyła.

– Ksiądz Adam już znacznie wcześniej wiedział, że ma przejść na emeryturę – mówił po zakończeniu rozmowy z ks. Mizerskim ks. dziekan. – Nie wiem, dlaczego nikomu o tym nie powiedział. Każdy z nas księży ślubował posłuszeństwo biskupowi i każdy musi się liczyć z odwołaniem. Decyzję o przejściu na emeryturę ks. Adama podjął biskup, ja nie mam z tym nic wspólnego.

Zapytany, dlaczego nie pozwolono, aby ks. Adam został do śmierci na plebanii dziekan odparł, że nie wie nic o takiej propozycji.

– Nie jest tak, że księdza Adama ktoś wyrzucił na bruk. To on musi się określić, czy chce przejść do domu emeryta, który posiadamy w Kołobrzegu, czy też wybierze inne rozwiązanie. Z tego, co słyszałem, ksiądz ma mieszkanie – przekonywał ks. Sławiński.

Ksiądz dziekan nie zdołał namówić dwójki parafian do oddania kluczy.

Nowy proboszcz, Andrzej Sagun pojawił się w Strącznie 1 sierpnia. Przez część parafian został powitany kwiatami. Nie miał jednak możliwości wejścia na plebanię. Dziekan zgodnie z zapowiedzią zawiadomił policję. Funkcjonariusze odnaleźli Krzysztofa Kominka na polu i odebrali mu klucze od kościoła i plebanii.

Podczas niedzielnych mszy świętych frekwencja w Strącznie była spora, choć zgodnie z zapowiedziami, część wiernych zbojkotowała nabożeństwa.

Od autora: Temat ciągle wywołuje ogromne emocje. Stał się głośny nawet w środowisku kościelnym, o czym świadczy wiele telefonów od księży z różnych części diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej i nie tylko. Część z nich solidaryzuje się z odwołanym proboszczem. Na pewno najgorszym skutkiem decyzji personalnych jest podział wśród wiernych. Narosłe antagonizmy i wzajemne oskarżenia trudno będzie załagodzić. Może dobrym wyjściem byłoby zastosowanie się do przysłowia, aby i wilk był syty i owca cała. Gdyby ksiądz Adam Mizerski miał możliwość pozostania w Strącznie, sytuacja nie byłaby tak napięta. Stało się jednak inaczej i tym samym bardzo trudne zadanie stoi przed nowym proboszczem: pogodzenia zwaśnionych stron, przekonania ich do swojej osoby i odzyskania zaufania do księży. To zaś zostało mocno nadszarpnięte, zwłaszcza jeśli chodzi o hierarchów. Protestujący, zwłaszcza zaś ci, którzy uczestniczyli w spotkaniach z biskupem, głośno mówią, że zostali przez niego oszukani. Posłuszeństwo księży wobec biskupa to jedno, ale ono wcale nie musi iść w parze z posłuszeństwem parafian. Tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy Kościół jest dla wiernych, czy wierni dla Kościoła? Nawet najpokorniejsze owieczki czasem potrafią się zbuntować, jeśli pasterz nie umie z nimi postępować…

[2008.08.11] Pojezierze.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: