FiM – Miękkie lądowanie

Pedofile wciąż spowiadają, udzielają komunii oraz uczą religii. I jest ich coraz więcej.

Taktyka postępowania hierarchów kat. Kościoła wobec księży pedofilów polega przede wszystkim na tuszowaniu łajdactw. Dopiero gdy sprawy zajdą za daleko, czyli do mediów lub organów ścigania, biskupi oraz wyżsi przełożeni zakonni zaczynają się zastanawiać, co zrobić z tym fantem (jak podkreślają: „pojedynczym i absolutnie incydentalnym”, „o niczym nieświadczącym”, „niepozwalającym na jakiekolwiek uogólnienia i sztucznie rozdmuchiwanym przez siły wrogie Kościołowi”), żeby nie obrazić Kościoła skazaniem jego funkcjonariusza. Popatrzmy, jak to wygląda w praktyce…

###

Przed kilkoma laty diecezją pelplińską wstrząsnęła afera, kiedy to wierni pewnej parafii zbuntowali się przeciwko odwołaniu przez biskupa Jana Bernarda Szlagę ich ukochanego wikariusza, księdza Waldemara. Kuria rozegrała sprawę koncertowo: wielebni obiecali owieczkom, że duszpasterz będzie je pasł jak długo zechcą, ale gdy tylko temperatura konfliktu opadła, ks. Waldemar uciekł nocą z pilnowanej przez tubylców plebanii, po czym oddał się do dyspozycji ordynariusza. Ten w nagrodę za bezwzględne posłuszeństwo skierował podkomendnego do prestiżowej parafii w T. Dał mu tam lokum, status wolnego strzelca zwolnionego z codziennych obowiązków wikariusza oraz posadę szefa ważnego kościelnego stowarzyszenia.
– To wydarzyło się 2 lata temu. Po mszy dla młodzieży ksiądz Waldemar podał mi na karteczce swój
numer telefonu i poprosił o kontakt w bardzo pilnej sprawie. Gdy zadzwoniłem, zaprosił mnie do swojego mieszkania na plebanii. No i, niestety. Poszedłem… – wspomina szczenięce lata licealista z T.

Okazało się, że wielebny chciał… dać mu pieniądze. Kilkadziesiąt złotych. Ot, tak po prostu i niczego w zamian nie oczekując.
– Wziąłem, co miałem nie brać, skoro w domu bieda piszczała. Po tygodniu to samo: „Przyjdź, mam dla ciebie kasę”. Gdy już mnie przyzwyczaił do siebie i uzależnił od łatwych pieniędzy, zażądał przytulanek, obiecując, że za nie zapłaci więcej. Odmówiłem, więc schował „stówkę” z powrotem do portfela. „Nie chcesz, to nic nie dostaniesz” – powiedział. Przy kolejnej wizycie zgodziłem się na to przytulanie. Nie ma co ukrywać, że uległem pokusie, bo przecież była to dla mnie, dzieciaka, fura pieniędzy – zauważa nastolatek.

Krok po kroku i sukcesywnie podnosząc stawki, ks. Waldemar doprowadził wreszcie chłopca do homoseksualnej prostytucji.
– Po jakimś czasie przytulanie przestało mu wystarczać, więc przeszliśmy do fazy całkowicie rozbieranej, a po kilku razach – lekko upojony alkoholem nawet nie zauważyłem kiedy – do łóżkowej. Czułem się strasznie, ale sprawy zaszły zbyt daleko, żebym mógł o nich opowiedzieć rodzicom bądź policji. Nie umiałem pokonać wstydu… – dodaje chłopak.

Zaszczepiona mu smykałka biznesowa obróciła się w końcu przeciwko wielebnemu nauczycielowi. Oto nastolatek zdecydował się na jeszcze jedno pożegnalne spotkanie i starannie je udokumentował, po czym zaoferował przełożonym pedofila prawo pierwokupu tego multimedialnego spektaklu.
– Wiem, że to był szantaż, ale bez większych oporów wypłacili mi dużą kwotę, której nie chciałbym precyzować. Mogę powiedzieć tylko tyle, że o wiele większą, niż mógłbym sobie wyobrażać. Pieniądze na zamknięcie mi ust dał ksiądz Waldemar, ale w pertraktacjach bezpośrednio uczestniczył proboszcz z T. Mówił, że na polecenie samego biskupa, który za jego pośrednictwem zobowiązuje mnie do zachowania w tej sprawie najściślejszej tajemnicy – ujawnia „FiM” nastolatek.

###

Księdzu Waldemarowi na razie się upiekło, ale los księdza Piotra z archidiecezji krakowskiej wisi na włosku, bowiem rodzice chłopca, który gościł w ośrodku rekolekcyjnym prowadzonym przez wielebnego, są już – mimo bardzo silnych związków z Kościołem – zdeterminowani do złożenia wizyty w prokuraturze.
– To wydarzyło się po raz pierwszy w 2007 r., gdy nasz syn miał 14 lat. Wysłaliśmy go w wakacje na rekolekcje. Nie znaliśmy wcześniej ks. Piotra i dopiero podczas odwiedzin u dziecka zauważyliśmy, że ten człowiek zachowuje się bardzo dziwnie. Sprawiał wrażenie nawiedzonego, obdarowanego szczególną mocą i łaską, a momentami nawet nienormalnego, bo utożsamiał się z Chrystusem Królem. Syn był podczas tych odwiedzin jakiś nieswój, podenerwowany i wylękniony. Dopiero po kilku miesiącach wyznał, co tam przeżył – wspomina matka chłopca.

Nastolatek twierdził, że był obmacywany i onanizowany przez ks. Piotra oraz namawiany do seksu oralnego. Nie on jeden zresztą…
– Byliśmy z mężem święcie przekonani, że syn z jakichś nieznanych nam powodów kłamie i bardzo surowo go za to ukaraliśmy. Czas pokazał, że podjęliśmy fatalną decyzję. Zamknął się w sobie, miał do nas ogromny żal i tak już zostało… Po roku znajoma opowiedziała nam o podobnej historii ze swoim 13-letnim dzieckiem. Dopiero wtedy uwierzyliśmy, ale było już za późno. Mówiąc otwarcie: dzięki ks. Piotrowi i naszej wierze w świętość kapłanów straciliśmy syna, który wciąż nie może nam wybaczyć, jak źle go potraktowaliśmy, kiedy nas najbardziej potrzebował. Bardzo się od nas odsunął i jedyną korzyścią z całej sytuacji jest to, że przestał chodzić do kościoła. Pisaliśmy o tej sprawie do kardynała Stanisława Dziwisza, ale ks. Piotr nadal działa i cieszy się wolnością oraz opinią wybitnego i świętego duszpasterza. W tej sytuacji pozostaje nam tylko prokuratura. Syn wydaje się coraz bliższy decyzji o złożeniu zeznań i jeśli ją ostatecznie podejmie, to lada dzień złożymy zawiadomienie o przestępstwie – twierdzi kobieta.

###

Ksiądz Jacek z archidiecezji szczecińskiej jest obecnie wikariuszem parafii w N. Przybył tu z placówki w Gryfinie, wzbudzając ogromne zainteresowanie lokalnych mediów, którym opowiadał o swoich dotychczasowych sukcesach duszpasterskich oraz obiecywał, że nie spocznie w N. na laurach, bowiem „Pomorze Zachodnie to teren misyjny”, w odróżnieniu od jego rodzinnego Podkarpacia, gdzie „wiara przekazywana jest z dziada, pradziada”.

I oto dowiedzieliśmy się przed kilkoma dniami, że ks. Jacek okropnie ślini się na widok młodziutkich chłopców, a jedną z matek tylko obawa przed oskarżeniem o szkodzenie „świętemu Kościołowi” i fama o „plecach” wielebnego w kurii metropolitalnej powstrzymują przed pójściem do prokuratury, żeby opowiedzieć, po czym głaskał jej syna…

Sprawdziliśmy, jak i skąd ks. Jacek trafił do N. Okazało się, że drogą bardzo okrężną, a w ogóle to jest naszym starym dobrym znajomym…
# Będąc jeszcze wikariuszem parafii w Warnicach i nauczycielem religii w jednej z pobliskich szkół, został oskarżony i skazany wyrokiem Sądu Rejonowego w Choszcznie (uprawomocnionym orzeczeniem Sądu Okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim z 18 września 2001 r.) na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz pięcioletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela za molestowanie seksualne małoletniego chłopca. Miedzy innymi poprzez onanizowanie dzieciaka z pouczeniem o konieczności dochowania tajemnicy, której nadał rangę spowiedzi (por. „Erotoman w sutannie skazany” – „FiM” 41/2001);
# Jeszcze w trakcie procesu kuria schowała ks. Jacka w Kamieniu Pomorskim, gdzie w dalszym ciągu spokojnie nauczał religii w tamtejszej szkole;
# Po wyroku przerzucono go do Dobrej Nowogardzkiej. W charakterze… katechety. Mimo prawomocnego sądowego zakazu!
– Wprowadził w szkole kościelny terror, więc niektórzy nauczyciele zaczęli się buntować. Jeździli nawet do biskupa, żeby go od nas zabrał. Sprawa w kurii upadła, ponieważ ów ksiądz miał „plecy” w osobie nawiedzonego wujka mieszkającego za granicą i wpłacającego na Kościół potężne pieniądze. Gdy zaczęliśmy mu grzebać w życiorysie, okazało się, że ma wyrok za pedofilię wobec upośledzonego dziecka. Wybuchł skandal i dopiero wówczas arcybiskup odsunął ks. Jacka od nauczania religii, a wkrótce zabrał go stąd na dobre. Pamiętam, że w listopadzie 2002 r. odbyło się w parafii oficjalne pożegnanie ks. Jacka udającego się na „roczny urlop zdrowotny” – opowiada „FiM” jeden z pedagogów;
# Pedofil wyjechał w swoje rodzinne strony na Podkarpaciu, a gdy ciągnący się za nim smród trochę wywietrzał, metropolita szczecińsko-kamieński abp Zygmunt Kamiński dał mu etat kapelana szpitala w Gryfinie, skąd po krótkiej rekonwalescencji przerzucił do zdecydowanie bardziej atrakcyjnego N., gdzie ks. Jacek całkiem już odżył…

###

Pokłosiem pamiętnej afery pedofilskiej, która siłą tsunami (prawie 14 tys. oskarżeń i ok. 2,3 mld dolarów wydanych przez kat. Kościół na odszkodowania dla ofiar zboczonych wielebnych) nawiedziła przed pięcioma laty USA, stał się… wzrost zagrożenia przestępczością seksualną w Polsce! Po odbyciu kar lub na skutek deportacji nasi rodacy w sutannach wracają do kraju i okazuje się, że są bardzo ciepło przyjmowani przez swoich biskupów oraz przełożonych zakonnych.
Przykładowo:
# Ks. Roman K., skazany w USA za gwałt na nieletniej, co – jak tłumaczył – było „terapeutyczną metodą, aby pomóc jej zapomnieć traumatyczne doświadczenia z przeszłości” – zakotwiczył w macierzystej archidiecezji warmińskiej. Abp Wojciech Ziemba mianował go wikariuszem parafii w W. (nieopodal Szczytna) i nauczycielem religii w miejscowym gimnazjum. Został niedawno odsunięty od katechezy, bo nauczyciele zaczęli przebąkiwać o jego kryminalnej przeszłości. Wikarym jednak pozostał i msze odprawia;
# Franciszkanin Andrzej S., który skorzystał z dobrodziejstwa przedawnienia zbrodni wykorzystywania seksualnego dziecka i zdołał w porę ewakuować się z Bostonu, działa teraz duszpastersko w parafii w M. (diecezja łowicka).

###

A na zakończenie zajączek wielkanocny, czyli „ogłoszenie na V Niedzielę Wielkiego Postu” parafii św. Michała Archanioła w Binarowej (diec. rzeszowska) z 29 marca 2009 r.:

„W dniu dzisiejszym rozpoczynają się Rekolekcje Parafialne. Potrwają do 1 kwietnia. Poprowadzi je ks. Andrzej S (…) z diecezji tarnowskiej”.

Wyjaśniamy, że jest to dokładnie ten sam wielebny Andrzej S. (por. „Wolna miłość” – „FiM” 11/2009), który według zapewnień ks. Jerzego Zonia, rzecznika biskupa tarnowskiego Wiktora Skworca, „został całkowicie odsunięty od duszpasterstwa do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy”. Sprawy wykorzystywanej seksualnie 13-letniej uczennicy, za którą zainkasował nieprawomocny jeszcze wyrok 5 lat bezwzględnego pozbawienia wolności…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 16(476)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: