FiM – Miękkie lądowanie

Biskup z Torunia urządza sobie kpiny z ofiar księdza pedofila. Duchowny, znany powszechnie ze swych skłonności, nadal odprawia msze i spowiada.

Minęły zaledwie dwa miesiące od chwili, gdy ksiądz Andrzej S., (na zdjęciu) proboszcz parafii w Mszanie, zniknął. Kuria odwołała go w trybie natychmiastowym po tym, jak w TV przyznał się do molestowania swoich ministrantów. W Wielką Sobotę pojawił się w parafii ksiądz administrator. Nam o swoich perypetiach z ks. S. opowiedział jeden z byłych ministrantów („FiM” 17/2013). Mówił o dniu, w którym poszedł pomóc księdzu Andrzejowi w układaniu książek. Miał wtedy 13 lat. Ksiądz zostawił go samego. Po chwili wrócił. Ubrany był w szlafrok. Usiadł na łóżku i kazał mu podejść. Powiedział, żeby się w ogóle nie bał. – Miał na sobie słuchawki. Takie lekarskie. Powiedział, że jestem w wieku dorastania i że najwyższy czas, aby on mnie zbadał. Poza tym skończył kursy, zna się na wahadełku i zobaczy przy okazji, czy się dobrze rozwijam. Stałem jak sparaliżowany, zabetonowany. Przyciągnął mnie do siebie, zaczął rozbierać, badać słuchawkami po ciele. W końcu oświadczył, że dla pełnego obrazu muszę zdjąć majtki. Tylko na chwilę. Zaproponował, że jeśli się wstydzę, on może zdjąć pierwszy. Zobaczę przy okazji, jak to wygląda u dorosłych facetów. Opierałem się na tyle mocno, że w końcu spasował. Zapowiedział tylko, żebym nikomu nie mówił, bo jego intencje na pewno będą źle zrozumiane przez ludzi. Mówił, że i tak nikt mi nie uwierzy, zrobię z siebie pośmiewisko, a przecież on chciał dobrze. Później zawsze zaznaczał, że jeśli wszystko się wyda, to co ludzie pomyślą o moich rodzicach. Mówił, że to, co on robi, jest normalne. Dla mnie to był szok, strach. Milczałem.

Milczeli (i milczą do dziś, bo nikt oficjalnie przeciwko księdzu nie wystąpił, a prokuratura nie wszczęła śledztwa z urzędu) także inni. Nie tylko dzieci, ale również dorośli. Dopiero po naszej publikacji w redakcji rozdzwonił się telefon. Nikt nie stanął w obronie księdza. Ludzie dzwonili po to, aby dołożyć kamyczek do ogródka, w którym z ulgą grzebali pamięć o swoim byłym proboszczu.
– My tu robimy wszystko, żeby wiedzieć, gdzie tego gnoja dadzą – mówi mi społeczniczka, mieszkanka regionu. Wszyscy wiedzą, co to za człowiek – dodaje.

Skoro wszyscy wiedzą, dlaczego tak długo milczeli? – pytam innego rozmówcę.
– To mała, wiejska społeczność. Zjedliby mnie, gdybym wystąpił przeciwko księdzu – taką odpowiedź usłyszałam z ust szanowanego mieszkańca nieodległych Małek.
– Szacunek i pokorę w stosunku do księży wysysamy z mlekiem matki. Na wizytę biskupa kobiety kupują sobie nowe sukienki. Są dobierani odpowiedni ludzie, którzy mogą wręczyć biskupowi kwiaty. W takiej małej społeczności proboszcz to najważniejsza osoba, nawet ważniejsza od wójta – tak z kolei swoje milczenie tłumaczy ofiara ks. Andrzeja.

Niektórzy obstawiali, że spokojną przystań znajdzie ks. S. w Niemczech. W parafii, do której jako proboszcz często jeździł, także wraz ze swoimi ministrantami. Jak na razie ksiądz Andrzej jest jednak na polskim gruncie – we wsi N., niespełna 40 km od Mszany. Zamieszkał u swojej starej znajomej. W luźnych roboczych ubraniach wykonuje przeróżne prace ogrodowe i domowe. Gotuje dla swojej gospodyni, modli się, no i dużo czasu spędza przed komputerem. Nie przeoczył pewnie zażartych dyskusji, które toczą na jego temat byli parafianie. „On jest chory, jak każdy zbok. Winę ponoszą hierarchowie kościelni, którzy tuszują pedofilskie wyczyny i chronią księży z pedofilskimi skłonnościami. Chodzi mi o to, by swoich wyrafinowanych metod na uwodzenie 13-, 14-, 15-latków i ich molestowanie już nigdy więcej nie mógł stosować. Jeśli władze kościelne chcą, żeby był księdzem, to niech nim będzie, ale trzeba zrobić „porządek” z jajami. Jak się okazuje, księdzu one przeszkadzają”– pisze na lokalnym forum gość o nicku „z_innej_parafii”
– Ten pedofil z Mszany myśli, że Pana Boga w ciulki zrobi. Nikt tu nie pluje mu w twarz chyba tylko przez grzeczność – mówi poirytowany Jan (imię zmienione). On często widzi, jak ksiądz Andrzej swoim srebrnym autem zajeżdża do domu pani M.

Mówi, że miejscowi na razie nie podnosili larum. Doszli do wniosku, że skoro kuria i tak zapewne nic z księdzem pedofilem nie zrobi, lepiej, żeby grabił ogródek, zamiast krzywdzić dzieci. Ale mają go na oku.

I wypatrzyli, że ks. S. znów stanął przed ołtarzem. Najpierw próbował szczęścia w Bratianie, ale tamtejszy ksiądz udaremnił te wysiłki. Księdza Andrzeja przygarnął pod swoje skrzydła ks. kanonik Zenon Żmijewski, wicedziekan dekanatu Brodnica, a zarazem proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Pokrzydowie (powiat brodnicki, gmina Zbiczno). Właśnie tam, w niedzielę 26 maja, oczom zdumionych ludzi ukazał się ks. S. jako odprawiający mszę z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Później zaczął przyjeżdżać regularnie. Odprawia msze, spowiada, udziela komunii.
– Pomaga – przyznaje ks. Żmijewski i ubolewa nad ciężką dolą kolegi.

Zapytaliśmy ks. prałata Andrzeja Nowickiego, rzecznika toruńskiej kurii, czy ks. Andrzej dostał do Pokrzydowa oficjalny przydział od biskupa i czy tam pozostanie. Do czasu oddania tego numeru „FiM” do druku nie odpowiedział.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 23(692)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: