FiM – Pasterska dola

Księża muszą coraz częściej starać się podwójnie. Już nie wystarczy dogadzać sobie. Takie czasy nastały, że trzeba dbać o owce, które się strzyże. Żeby nie odeszły.

„Misja księdza jest bardzo wyraźna w osobie pasterza odpowiedzialnego za wspólnotę, którą karmi u źródeł Eucharystią i Pismem Świętym. W ten sposób umożliwia on wiernym głębokie doświadczenie chrześcijaństwa żywego. Jest to konieczne zwłaszcza tam, gdzie trzoda jest rozproszona, gdyż nawet jeśli owce nie garną się masowo, zawsze znajdzie się ta jedna, która chce wrócić do stada, pragnie być kochana, szukana i przywoływana. I to jest właśnie powinność (…) księdza. Tak więc również w czasach ogólnego upadku ról społecznych nie widzę możliwości odejścia od tych podstawowych zadań. Wręcz przeciwnie, właśnie w sytuacji dzisiejszego kryzysu, również kryzysu społecznej roli księdza, ta misja powinna być szczególnie podkreślana” – tak definicję księżowskiej roboty określa włoski kardynał Carlo Maria Martini. Księża z Polski dwoją się i troją, żeby tę myśl godnie zinterpretować…

###

Parafia w powiecie zwoleńskim. Od kilku tygodni sama Matka Boska w postaci obrazu nawiedza tu miejscowe chałupy. Wraz z nią zeszyt i koperta. – Maryja pieniądze zbiera… Chyba na łajdactwa proboszcza – denerwuje się pan Paweł. On i pozostali mieszkańcy długo znosili wybryki swego dobrodzieja. Czara goryczy przelała się na początku lutego. – Sąsiad przybiegł na plebanię z prośbą, by ksiądz przyszedł do jego ciężko chorego syna. Przerwał libację alkoholową, więc odszedł z kwitkiem – opowiada pan Paweł.

Kuria radomska, do której mieszkańcy zwracali się z prośbą o ujarzmienie wyskokowego kapłana, spełnia swój obowiązek należycie, to znaczy udaje, że sprawy nie ma.

Nie tylko o nieobyczajność mają wierni pretensje do swoich kapłanów. Patrzą im na ręce głównie wtedy, gdy idzie o sprawy finansowe. Nadzwyczaj  na tym polu wyczuleni są parafianie z Dobrzycy (woj. wielkopolskie), po tym jak ich własny proboszcz przez lata zawłaszczał majątek działającego w strukturach parafii tartaku. – Kiedy sprawa się rypła, plebanię opuszczał w atmosferze skandalu, co nie przeszkodziło mu wywieźć całego dobytku zgromadzonego tam przez poprzedników – wspomina pani Maria. Wraz z innymi żegnała swojego duszpasterza wodą i miotłą. On zostawił im w nagrodę parafię zadłużoną na co najmniej 500 tysięcy zł. Bezpańskim owcom kuria kaliska na miejsce księdza Andrzeja Sz. (za to, że w zarządzanej przez siebie firmie nie prowadził dokumentacji finansowo-księgowej oraz zagrabił mienie znacznej wartości, został skazany na 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu) przysłała nowego proboszcza. Księdza Romana Kołbusa przyjęli z ulgą, odnowili mu plebanię, kupili meble do kuchni, złożyli się i urządzili mieszkanie. Jak już skończyli, ksiądz Roman zabrał się do… wyprzedawania majątku parafii (m. in. gruntów). Ludzi krew zalała.

„Radosnego dawcę miłuje Bóg” – tymi słowy w okresie Wielkiego Postu kokietował ludzi proboszcz Janusz Idzik z parafii Miłosierdzia Bożego w Głogowie. Mieli dawać tyle, żeby wystarczyło na „potrzeby seminarium duchownego, potrzeby diecezjalne i potrzeby mojego kościoła”. Gwoli ścisłości – kasa należy się „Jezusowi – za odkupienie na krzyżu; Bogu Ojcu – za miłosierdzie okazywane nam w spowiedzi i za utrzymywanie nas przy życiu”. Ksiądz proboszcz nie kryje, że musi uzbierać co najmniej 300 tysięcy zł, m.in. na miedzianą blachę na kościół (patrz: skan).

Właśnie pieniędzy z miedzianej blachy, która została po pracach remontowych dachu kościoła w małej miejscowości w powiecie janowskim, nie mogą się doliczyć wierni księdza Tomasza K. Było tego – jak szacują – około tony. Blacha zniknęła, proboszcza przenieśli, a jak odszedł, okazało się, że razem z nim odeszło około 60 tysięcy zł, bo do pieniędzy z blachy trzeba dodać to, co Matka Boska Fatimska uzbierała, kiedy chodziła po domach – wyjaśnia jeden z wiernych. A Matka Boska Fatimska brała na potrzeby kościoła co najmniej 50 zł od rodziny i choć miała swego utargu skrzętnie pilnować, to się jej nie udało. Ksiądz Tomasz zajeżdża czasem do wsi swoim czarnym terenowym samochodem, ale o losy parafialnej kasy nikt go zagadnąć nie śmie.

Do portfela parafian apeluje także proboszcz od Matki Bożej Królowej Polski w Mrowinach (dekanat żarowski, diecezja świdnicka). Jego poletko powstało zaledwie kilka miesięcy temu: „Nową parafię przyłączamy do dekanatu Żarów. Beneficjum proboszczowskie nowej parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Mrowinach, które niniejszym erygujemy, nie posiada żadnego majątku. Na utrzymanie duszpasterza służyć będą ofiary wiernych składane za posługi duszpasterskie. Obowiązek rozbudowy kaplicy i budowy domu parafialnego oraz ich wyposażenie, jak również utrzymanie personelu kościelnego spoczywa na parafii”– przypomniał ordynariusz świdnicki Ignacy Dec, kiedy pod koniec grudnia 2008 roku tworzył najmłodszą w diecezji parafię, a przy okazji zalecał rozbudowę istniejącej we wsi kaplicy.

Po uroczystościach na gospodarstwie został energiczny 42-letni ksiądz proboszcz Paweł Szajner. A że przed kolejną zimą chce sobie wystawić plebanię, wysyła do wiernych (ponad 2 tysiące dusz) koperty. A w nich deklaracje: „Świadomi troski o dobro i rozwój wspólnoty deklarujemy, że comiesięcznie będziemy składać ofiarę w wysokości ……. zł na cele remontowo-budowlane prowadzone przez naszą parafię. Nasza deklaracja wynika z utożsamiania się ze wspólnotą, a ponadto jest wyrazem dopełnienia przykazania: »Troszczyć się o potrzeby Kościoła«” (patrz: skan). Po obiecaną kasę w połowie każdego miesiąca pukają do drzwi członkowie rady parafialnej.

W Pleszewie lokalny prałat Henryk Szymic pokłócił się z radnymi. Konkretnie: zarzucił im brak szacunku dla swojej sukienki. Gorzkich żalów sukienkowego wysłuchali radni w ramach referatu, który duchowny wygłaszał z okazji 90 rocznicy tamtejszego samorządu. I to z ich własnej mównicy. W całym sporze poszło o to, że niektórzy radni odważyli się bezczelnie zasugerować, aby… księża nie mieszali się do polityki. Jeden z nich zdradził nam, że postanowił odejść z Kościoła.

Niełatwo mają już nawet purpuraci. Biskup Stefan Cichy, który słynie z tego, że kolekcjonuje książki z żartami, a głównie humorem kościelnym, został Honorowym Obywatelem Miasta Legnicy w atmosferze zaciekłego sporu. O walory duchownego wykłócali się sami radni przyznający tytuł. Ci z lokalnego SLD twierdzili, że cała idea, która narodziła się w obozie PO (w tej kwestii gorąco popieranej przez PiS), jest nieporozumieniem. Chociażby dlatego, że biskup Cichy ojcem diecezji jest zaledwie od kilku lat i nic w tym czasie dla miasta i mieszkańców nie uczynił (to może i dobrze…). Podobnie zresztą myślą sami mieszkańcy, którzy rzecz całą jednoznacznie komentują na miejskim forum: „Niedługo zaczną przyznawać tytuł Honorowego Obywatela Miasta facetom w sutannach już na dworcu kolejowym lub na zjeździe z autostrady. Co takiego zrobił ten pan dla Legnicy, że został zgłoszony jako kandydat do tego tytułu? Czy noszenie kolorowej sukni jest wystarczającym powodem do otrzymania tytułu HOM?”– zastanawia się Wojciech Korfanty. I oby nie okazał się prorokiem.

[2009] FaktyiMity.pl Nr 16(476)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: