FiM – Skrwawiony paulin

Ojciec Marek Ł., jeden z wybitniejszych przedstawicieli młodego pokolenia zakonu paulinów, został w trybie awaryjnym wycofany przez przełożonych z „Amerykańskiej Częstochowy” i sprowadzony do polskiej.

Amerykańskie media informują, że przyczyną nagłej ewakuacji mnicha z sanktuarium w Doylestown (USA) jest oskarżenie o zgwałcenie żarliwej katoliczki, matki kilkorga dzieci. Aby ukryć jej tożsamość, w aktach procesowych występuje ona jako Jane Doe. Według relacji domniemanej ofiary do zdarzenia doszło w pomieszczeniu klasztornym, gdzie kapłan miał dopuścić się gwałtu z użyciem „siły fizycznej oraz przemocy emocjonalnej i psychicznej”. Kobieta twierdzi, że poznała napastnika podczas rekolekcji organizowanych przez paulinów, w których uczestniczyła wraz z mężem dla uczczenia rocznicy ślubu. Ojciec Marek był podobno przeuroczy, częstował alkoholem, zachęcał do zwierzeń, proponował pomoc duszpasterską. Opowiedziała mu o swoim życiu, w tym również o wciąż tkwiącej w duszy zadrze pozostawionej przez doświadczoną w dzieciństwie przemoc seksualną, przebyte poronienia i kłopoty z pożyciem seksualnym. Kilka dni później zatelefonował, zapraszając ją na indywidualną konsultację poprzez złożenie szczegółowej relacji dotyczącej wydarzeń z dzieciństwa i wspólną modlitwę. Przebieg „terapii” zdecydowanie odbiegał od zapowiedzi. „Najpierw zalecał się i uwodził, aż wreszcie zaatakował. Próbowała perswazji, ale bezskutecznie. Gdy wychodziła, Marek Ł. miał rozmazaną na twarzy jej krew menstruacyjną” – ujawnili prawnicy reprezentujący Jane Doe w powództwie przeciwko archidiecezji filadelfijskiej.

Sprawa znajduje się obecnie na ścieżce cywilnej, bowiem prokuratura umorzyła postępowanie karne z braku dowodów winy. Kobieta najpierw zgłosiła problem kurii metropolitalnej, a zanim kościelna centrala zawiadomiła władze świeckie, było już za późno, żeby zabezpieczyć ewentualne ślady DNA. Śledczy rozważali możliwość przeprowadzenia przez Jane Doe kontrolowanej rozmowy telefonicznej z o. Markiem, jednak pomysł upadł, ponieważ nazbyt porywczy mąż niewiasty zdążył obiecać mnichowi zgnicie w kryminale, co było dlań aż nazbyt wyraźnym sygnałem, że złożyli doniesienie o przestępstwie. Gdy policjanci odwiedzili sanktuarium, o. Marek zasłonił się tajemnicą spowiedzi i odmówił udzielenia informacji o „poradach” udzielanych Jane Doe. Twardo jednak zaprzeczył, jakoby podczas jej odwiedzin w klasztorze doszło między nimi do kontaktu seksualnego. Niedługo później zniknął, dlatego też pozwaną jest archidiecezja. Prawnicy powódki podkreślają, że choć przełożeni zakonnika doskonale wiedzieli o jego temperamencie, to nie uczynili nic, aby „wdrożyć stosowne środki bezpieczeństwa” dla pań stykających się z nim na gruncie duszpasterskim. Silnie też akcentują fakt uniemożliwienia postawienia sprawcy przed sądem poprzez zorganizowanie mu ucieczki do Polski.

Ojciec Marek Ł. zbudował sobie w zakonie silną pozycję. Był przez kilka lat sekretarzem szefa amerykańskiej prowincji paulinów o. Józefa Olczaka, ostatnio zajmował się tam werbunkiem nowych kadr, czyli tzw. powołaniami.

W ojczyźnie włos mu z głowy nie spadł. Po krótkiej kwarantannie występował publicznie, prowadząc rekolekcje wielkopostne na Jasnej Górze, 3 maja obsługiwał jeden z punktów programu (różaniec) centralnych uroczystości z udziałem Episkopatu. Dopiero gdy wieści zza oceanu dotarły do innych mnichów i rozmazana na twarzy krew menstruacyjna stała się tematem niewybrednych dowcipów, generał zakonu o. Izydor Matuszewski przydzielił go do załogi klasztoru w Błotnicy koło Radomia. Zatelefonowaliśmy tam, żeby umożliwić oskarżonemu skomentowanie zarzutów. Słuchawkę podniósł przeor o. Jan Poteralski.
– Nic nie powiem, bo nie wolno mi udzielać o nim żadnych informacji – zastrzegł, gdy grzecznie zwróciliśmy się (bez ujawniania profesji) o przekierowanie połączenia lub poproszenie o. Marka do aparatu.
– Informacji?! Mam prywatną sprawę i chcę tylko zamienić kilka słów z ojcem. Goszczę rodaków z Ameryki, którzy pragną się z nim spotkać – łgał nasz dziennikarz.
– Mam zakaz, a poza tym jego u nas nie ma – łgał zakonnik. „Wszystko się dzisiaj zaczyna. Weszliśmy w pełnię kapłaństwa, którą Kościół daje, aby pomagać innym w zbawieniu” – powiedział najszczerszą prawdę o. Marek chwilę po tym, jak przed siedmioma laty został paulinem pełną gębą…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 23(692)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: