FiM – Trafiła kosa …

Wiejskie wróble ćwierkają, że proboszcz z Sadkowic ma ochotę poszerzyć parafialny cmentarz. Problem w tym, że ziemia, którą sobie upatrzył, ma właściciela. Upartego.

Cezary Włodarski, rolnik z Sadkowic, ma to nieszczęście, że część jego gruntów (1,75 ha) leży tuż przy parkanie parafialnego cmentarza. Siedem lat temu, jeszcze za poprzedniego proboszcza, rada parafialna bardzo zabiegała o to, aby Włodarski oddał swoją ziemię na rzecz lokalnego kościoła. W zamian za… mosiężną tablicę dziękczynną. Rolnik nie chciał się na to zgodzić. Został zaszczuty, schudł ze stresu 10 kilo, ale ojcowiznę uratował.

Teraz znów przyszło mu o nią walczyć. A było tak: tuż przed świętem zmarłych pan Cezary razem z bratem pojechał na cmentarz, aby posprzątać grób rodziców. Zaintrygował ich odgłos pił i upadających drzew. W końcu zorientowali się, że ktoś wycina akacje tuż za parkanem nekropolii, a więc… na działce Włodarskiego. Zatrząsł się z gniewu właściciel, bo  żadnej wycinki nikomu nie zlecał. Okazało się, że drzewa tnie Marcin S.
– S. twierdził, że pracuje dla księdza proboszcza i wycina drzewa na jego ziemi. Zaczęła się pyskówka, bo Włodarski powiedział, że pole jest jego – opowiada mieszkanka Sadkowic, która była świadkiem zdarzenia.

Gdy sytuacja się zaogniła, S. zadzwonił po proboszcza. Ten przyjechał na odsiecz i oświadczył, że S. oraz jego pracownicy porządkują przyległy do parkanu teren z cmentarnych śmieci, które ludzie nagminnie wyrzucają za płot, zaś wycinka prowadzona jest jak najbardziej legalnie. Dziwne to jednak były porządki, bo pnie i gałęzie, które nadawały się do spalenia, S. pakował do wywózki na plebanię, a resztki pni i korzenie zostawiał w ziemi. Nie ruszał też śmieci.

Rolnik w końcu zakazał dalszego karczowania, a intruzów ze swoich gruntów przepędził. Kiedy już nieco ochłonął, skonstatował też, że nie ma takiej siły, która dałaby proboszczowi pozwolenie na wycinkę drzew rosnących na jego, a więc Włodarskiego, ziemi. Na wszelki wypadek zadzwonił jednak do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi. Urzędnicy potwierdzili jego przypuszczenia. – Zostałem oszukany przez księdza, który zapewniał, że wycinka jest legalna – mówi pan Cezary.

Nie bacząc na stan duchowny i inne świętości, już dzień po wycince złożył zawiadomienie na policji. Skargę na nielegalną wycinkę drzew z jego działki skierował również do wójta gminy.

Dziś widzi to tak, że położył głowę pod topór. Bo gminni urzędnicy zapewniają go, że konsekwencje będą wyciągać, ale w stosunku do… właściciela działki: – Nigdy nie pomyślałem, że coś podobnego może mnie spotkać. To mnie chce się obłożyć milionową karą?!

A o tym, że taki rachunek szykuje mu gmina, dowiedział się w nieoficjalnej rozmowie z jej wysokim urzędnikiem.

Sprawdzamy więc… W świetle obowiązującej ustawy odpowiedzialność za usunięcie lub niszczenie drzew może ponosić posiadacz nieruchomości, ale tylko wówczas, jeśli dopuścił się zniszczenia drzew, zlecił ich usunięcie lub wyraził na to zgodę.

Jeżeli natomiast drzewa usunęła osoba trzecia, bez jego wiedzy i w sposób, któremu nie mógł zapobiec, wtedy właściciel nie ponosi odpowiedzialności. Tak wynika z ustawy o ochronie przyrody (art. 88 ust. 1 pkt 2). Sprawca z kolei ponosi odpowiedzialność określoną w przepisach prawa karnego i prawa cywilnego.

Wójt Leszek Jankowski w rozmowie z „FiM” tłumaczy, że postępowanie administracyjne, które dopiero zamierza wszcząć, będzie miało na celu ustalenie, czy właściciel działki odpowiada za wycinkę i czy miał na nią zgodę. – Będziemy zbierali oświadczenia. Jeśli okaże się, że właściciel nie miał wiedzy na temat wycinki, postępowanie skończy się umorzeniem – zapewnia.

A co ze sprawcą? Otóż winowajcę, który nie jest właścicielem, mogą rozliczyć wyłącznie organa ścigania. No ale te, którym sprawę zgłosił Włodarski, jakoś się do roboty nie palą. Policja przeprowadziła oględziny, przesłuchała proboszcza i Marcina S. Ustaliła, że żaden z nich nie występował do wójta o zgodę na wycinkę, wysłuchała tłumaczeń, że drzewa są stare (wycięto 34 drzewa, w tym 12 o średnicy pnia powyżej 30 cm, reszta – poniżej 10 cm –dop. red.), że zagrażały bezpieczeństwu, że liście i gałązki spadają na groby, a w niecałą dobę od zgłoszenia za zgodą prokuratury umorzyła postępowanie, nie wyjaśniając okoliczności zdarzenia. Ksiądz i Marcin S. jako linię swej obrony podają fakt, że… nie wiedzieli, do kogo należy działka, z której wycięli drzewa.

Cezary Włodarski złożył zażalenie na to postanowienie o umorzeniu postępowania. Rozpatrzy je sąd rejonowy w Rawie Mazowieckiej. Ksiądz proboszcz Maciej Mroczkowski o wycince mówić nie chce, bo – jak wyjaśnił – z mediami nie rozmawia.

###

Kilka dni po tym, jak Włodarski dostał z policji decyzję o umorzeniu postępowania, oraz po tym, jak odbył z gminnym urzędnikiem nieoficjalną rozmowę, z której wynikało, że za wycięte drzewa będzie musiał zapłacić ponad milion złotych, w jego progi zawitał proboszcz. Za całą działkę (1,75 ha) zaproponował… 15 tys. zł. Gdy rolnik uznał ofertę za śmieszną, proboszcz podbił stawkę do 20 tys. zł. Targu nie dobili. Ksiądz na odchodne rzucił, że zawsze może się zwrócić do wójta o wskazanie terenu pod cmentarz…

Na wszelki wypadek przypominamy proboszczowi, że tuż za plebanią ma 3 ha parafialnej ziemi.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 48(717)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: