FiM – Wystąp i zostań

Odciąć się od instytucji, a jednak wciąż pozostawać w jej szeregach – taki cud możliwy jest tylko w Kościele.

Temat  ochrony  danych  osobowych  uznał  za stosowne  poruszyć na corocznym spotkaniu rejonowym z proboszczami  i wikarymi  diecezji gliwickiej (o kwestiach finansowych tam omawianych pisaliśmy przed tygodniem) jej ekonom – ksiądz Bernard Koj.  Dotarliśmy  do nagrania z tej  narady.  „Jest  duża  nagonka, a będzie  jeszcze  większa  w kontekście tzw. wystąpień z Kościoła. Musimy też mieć na uwadze prawo cywilne  i tych  wszystkich,  którzy  tego prawa tam strzegą. GIODO i tak dalej” – ostrzegał ksiądz Koj.

A dalej tłumaczył już obrazowo: pan X wypisuje się z Kościoła. Następnie  za pół  roku  wraca  i prosi o świadectwo  ślubu,  tłumacząc,  że mu potrzebne. Proboszcz dokument mu wypisuje (bo oczywiście wciąż ma pana X w bazie swoich parafian, co oznacza,  że  wciąż  przetwarza  jego dane – dop. red.). Pan X – wyjaśnia ksiądz  Koj  – idzie  prosto  do sądu, gdzie pozywa proboszcza o to, że ten posługuje  się  jego  danymi,  czego robić  nie  powinien. I gotowa  przegrana sprawa o przechowywanie danych  osób,  które  nie  są  członkami Kościoła.  A takich  spraw – jak  informuje  ekonom  diecezji  – jest  już w kraju kilkadziesiąt.

Co począć, żeby przypadkiem nie wdepnąć w to szambo? Najprościej i najbardziej  uczciwie  byłoby  delikwenta  z kościelnych  kartotek  faktycznie  usunąć  – zakleić,  wykreślić, wymazać  czy  – w przypadku  dokumentów  elektronicznych  – wykasować. Ta praktyka rzadko się jednak spotyka  z uznaniem  duchownych, którzy powszechnie wypisywanie się z Kościoła  obrzydzają,  żeby  nie  zachęcać pospólstwa.

Także  ksiądz  ekonom  Koj  sugeruje  swoim  proboszczom,  aby  tylko odnotowywali  w swoich  aktach,  że pan X z Kościoła wystąpił, więc… jego  danych  nie  ma.  Kiedy  więc  apostata przyjdzie i poprosi o jakikolwiek wypis, ma się dowiedzieć, że nic z tego, bo w parafialnych papierach nie istnieje:  „Jeżeli  wystąpił  z Kościoła, ma  mieć  notatkę:  »Pana  tu  nie  ma i żadnego dokumentu pan nie dostanie«.  Bądźcie  czujni  na tym  punkcie! I tego się twardo trzymać” – radzi duchowny.

A że faktycznie „pan” jest, to już inna  sprawa:  – Ja  jestem  zdegustowany tą sytuacją. Ksiądz ekonom dał nam rozwiązanie, jak ominąć prawo dotyczące  ochrony  danych  osobowych. Mam kłamać człowiekowi, że jego danych nie ma w moich kancelaryjnych papierach, skoro są? – zastanawia się jeden z proboszczów diecezji gliwickiej.

###

Właśnie dlatego o powyższe, co najmniej dyskusyjne instrukcje zapytaliśmy samego księdza ekonoma. W rozmowie z „FiM” zaprzeczył on, jakoby podczas tegorocznego spotkania rejonowego instruował  proboszczów,  jak  – mówiąc delikatnie – omijać prawo dotyczące ochrony
danych osobowych. Kwestię postępowania z apostatami też widział zgoła inaczej:
– Radził ksiądz proboszczom, aby zamiast faktycznie usuwać dane apostaty, tylko odnotowywali, że ich nie ma?
– Z księgi chrztów nie możemy go wyciąć. Możemy go tylko wykreślić. Z kartoteki tak samo.
– Skoro  można  apostatę  wykreślić z księgi chrztów, to dlaczego ksiądz zalecał proboszczom, aby jedynie robili sobie notatkę, że dana osoba wystąpiła z Kościoła?
– Musi  wykreślić. Musi być ta osoba wykreślona. To musi być trwały zapis. Tak, żeby było widać. Mówiłem tylko o księgach, mówiąc, że żadna inna dokumentacja nie może być. Musi być założona księga tzw. wystąpień z Kościoła, i tam ma być oświadczenie i podpis tego człowieka, który występuje z Kościoła.
– Tylko że o tym, podobnie jak o trwałym wykreślaniu, nie było mowy podczas  spotkania z proboszczami.
– To są tak podstawowe rzeczy, że ja nawet nie muszę o tym mówić.
– Gdyby tak było, apostaci nie mieliby żadnych problemów przy wypisywaniu się z Kościoła, a tak nie jest.
– Dla księży to są  podstawowe rzeczy. Jeżeli ksiądz tego nie wie, to się nie kwalifikuje jako proboszcz.

###

Problemy z występowaniem z Kościoła są w Polsce osławione. Księża trzymają wiernych siłą. Trudno określić, czy robią to dla satysfakcji, czy dla utrzymania status quo, zgodnie z którym katolików w Polsce ma być circa95 proc. Tak czy inaczej – wyplątanie się z narzuconych chrztem więzów łatwe nie jest, więc podejmują się tego  zadania ci naprawdę zdeterminowani. Właśnie dlatego przez lata, angażując do pomocy różne państwowe  instytucje, apostaci wywalczyli sobie prawo do tego, aby po oświadczeniu woli wystąpienia z grona członków  Kościoła  znikać z jego bazy danych albo – jak kto woli – kartotek.

Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że „autonomia Kościołów nie może być rozumiana jako pozbawienie państwa jego immanentnej cechy, jaką jest suwerenność”. To oznacza, że GIODO nawet dziś może proboszczowi zajrzeć w papiery, żeby sprawdzić, czy ma w nich porządek. A według ustawy o ochronie danych osobowych informacji o ludziach, którzy z Kościoła wystąpili, proboszcz przetwarzać ani nawet trzymać nie może.

Można by ów fakt nazwać triumfem, gdyby nie to, że przedstawiciele Kościoła nie zawsze owego prawa przestrzegają, i to w pełni świadomie.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 40(709)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: