FiM – Potwarz

Proboszcz pokazał nauczycielce religii miejsce w szyku. Nie złamał jej szczęki, bo uderzył otwartą dłonią…

Miasteczko Ś. w archidiecezji poznańskiej jest podzielone na dwie części. Bardziej prestiżowa podlega jurysdykcji proboszcza i dziekana ks. Tadeusza F., który przytomnie załatwił sobie pomnik JPII, dzięki czemu wszystkie imprezy z udziałem najwyższych władz gminy odbywają się właśnie u niego. Druga pozostaje we władaniu ks. Zygmunta B., też proboszcza. W zbliżonych proporcjach, choć tu granice są bardziej płynne, Ś. jest od kilkunastu dni podzielone pod względem oceny sensacyjnego pojedynku stoczonego na włościach ks. Zygmunta.

A było tak:
Żaneta P., aktywistka katolicka pracująca w miejscowych szkołach (podstawowej i gimnazjum) jako nauczycielka religii, przeprowadzała u księdza B. próbę generalną przed Pierwszą Komunią. Proboszcz dobrotliwie przyglądał się, coś tam komentował, ale nic nie zapowiadało, że zaraz nastąpi wybuch. W pewnym momencie kobieta i duchowny zaczęli rozmawiać. Kilka sekund później, na oczach dziecięcej widowni i rodziców, ks. Zygmunt wymierzył katechetce Żanecie siarczystego „plaskacza”, jak to później określały rozentuzjazmowane małolaty, a dorośli – bardziej dostojnie – „trzaśnięciem w japę”. Próbę szybko zakończono, wieści piorunem rozeszły się po całym miasteczku i rozpoczęto żarliwy spór. O co poszło? Czy jej się należało? Co teraz jemu się należy?
– B. sprawiał tego dnia wrażenie ubzdryngolonego i nawet miał kłopot z utrzymaniem pionu. Jeden z rodziców zwrócił mu delikatnie uwagę, żeby nie wygłupiał się przy dzieciach. Ośmielona katechetka dołożyła swoje trzy grosze, że powinien się leczyć. Zaczęła mu o czymś jeszcze na uboczu pyskować, a ponieważ już od dawna są silnie skonfliktowani i proboszcz szczerze tej pani nie znosi (widać było, jak narasta w nim furia), tak ją strzelił, że aż echo się rozeszło. Fatalnie to wszystko wyglądało, zwłaszcza ze względu na obecność dzieci – podkreśla przypadkowy świadek zdarzenia, niezwiązany emocjonalnie z żadną ze stron awantury.
– Rozjuszyła księdza takim charakterystycznym gestem polegającym na dotykaniu szyi kantem dłoni – dostrzegła jedna z matek.

Kluczowe dla rozwiązania zagadki, czym katechetka tak nakręciła kapłana, są prawdopodobnie jej ostatnie słowa, których niestety nikt postronny nie słyszał. Wiadomo jedynie, że pani Żaneta osobiście złożyła później w poznańskiej kurii metropolitalnej zawiadomienie o pobiciu, zaś ks. Zygmunt wyprowadził zza podwójnej gardy kontrę, że został sprowokowany uderzeniem poniżej pasa „obelżywymi zarzutami”.

Tubylcy z ogromnym zainteresowaniem oczekują na ogłoszenie werdyktu przez sędziego abp. Stanisława Gądeckiego, ale niespodzianki raczej nie będzie.
– Obstawiam remis. Proboszcz jest mimo wszystko dosyć lubiany. Będzie tłumaczył się chorobą, zaś pani P., choć bezspornie została sponiewierana oraz upokorzona, nie ma szans w pojedynku z księdzem, więc dla zachowania twarzy okaże mu tzw. chrześcijańskie miłosierdzie i wybaczy. Wszystko rozejdzie się po kościach – prognozuje nauczycielka gimnazjum.

Jak już wspomnieliśmy, kibice są w tej sprawie ostro podzieleni. Oto kilka charakterystycznych wypowiedzi:
– Proboszcz już od samego rana dawał sobie w palnik. Nawet o pogrzebie zapomniał i trzeba było pilnie sprowadzać wikariusza. Mam nadzieję, że jego czas już tu minął.
– Był trzeźwy jak widelec. Jest człowiekiem schorowanym, a zachwiania równowagi są objawem nękającej go od lat cukrzycy.
– Łobuz, nie ksiądz! Damski bokser, który nawet nie umie przeprosić.
– Pani Żanetka wszędzie go obgadywała, więc wreszcie nie wytrzymał. Sama też potrafiła szarpać dzieci na religii, a przedszkolaki boją się i płaczą na jej widok. Wielka katechetka po szkole rolniczej!
– Co to za duszpasterz, który wyzwał ojca dziecka od najgorszych, gdy ten zwrócił mu uwagę, żeby nie siał zgorszenia!
– Ona chyba nawet nie wie, gdzie w samochodzie jest hamulec, bo ludzi na pasach potrąca.

Dyskusja staje się coraz bardziej urozmaicona, ale skończmy, bo zaczyna dotykać nawet najbardziej prywatnych, a nawet intymnych sfer życia pani Żanety i księdza Zygmunta… W rozmowie z dziennikarzem „FiM” duchowny poszedł w zaparte:
– Nic nie wiem o żadnym spoliczkowaniu. To są paskudne plotki – oświadczył.
– Ale przecież są świadkowie…
– Musiało im się coś przewidzieć. Proszę mi ich tu przyprowadzić – zamknął temat, odkładając słuchawkę.

Z odpoczywającą na wakacjach nauczycielką religii nie udało nam się, niestety, skomunikować.

Ta pozornie błaha historia nie jest żadnym lokalnym ewenementem. Zaprzyjaźniony z „FiM” wikariusz spod Łowicza mówi:
– Wiem, że jeden z katechetów, taki nawiedzony wyznawca Rydzyka, donosi na mnie do proboszcza i kurii. O wszystkim. W pokoju nauczycielskim opowiada, z kim rzekomo sypiam, gdzie mnie widziano… Prędzej czy później nakładę gnojowi po ryju, bo nerwy mi już puszczają.

Pani Jadwiga, była nauczycielka religii w diecezji legnickiej, widzi sprawy tak:
– Zrezygnowałam, ponieważ wizytacje szkolne proboszcza były nie do zniesienia. Ja traktuję swoją wiarę serio, a musztrował mnie przy dzieciach człowiek bez żadnej moralności, zainteresowany wyłącznie nabijaniem kasy. Szkoda zdrowia.

I pieniędzy na religię w szkole…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 28(645)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: