FiM – Temida nierychliwa

Upalne lato, plaża, mnóstwo apetycznych chłopców, a oskarżony o pedofilię kapłan wciąż cieszy się wolnością, bo prokurator ma urlop…

Uczestnicy toczącego się w Kołobrzegu tajnego procesu przeciwko ks. Zbigniewowi R. (48 l.) usłyszeli 3 lipca sakramentalne: „zamykam przewód sądowy”. Były proboszcz miejscowej parafii św. Wojciecha stawał przed sądem pod zarzutem wielokrotnego molestowania seksualnego Marcina K. i – jednorazowego – Piotra K. w okresie, gdy ci dorośli już dzisiaj mężczyźni byli dziećmi (odpowiednio: 12 i 14 lat). Przewodniczący jednoosobowego składu orzekającego sędzia Ireneusz Łysiak (na co dzień szef Sekcji Windykacji Należności Sądowych) zakończył w ten sposób trwające od marca 2011 r. postępowanie dowodowe, a do finału procesu pozostały już tylko wystąpienia stron, no i oczywiście wyrok. Duchownemu grozi maksimum 10 lat więzienia, bowiem inkryminowane wydarzenia zaistniały przed nowelizacją Kodeksu karnego (obecnie górny pułap kary za pedofilię wynosi 12 lat).

Kwestia definitywnego zamknięcia etapu I instancji jest na razie czystą teorią, bowiem ogłaszano już w tej sprawie wiele zapowiedzi, które okazywały się przedwczesne (proces miał się zakończyć w lutym, po czym werdykt przełożono na maj), zaś Kodeks postępowania karnego zawiera wystarczająco dużo kruczków, aby wszystko wywrócić do góry nogami, a nawet rozpocząć procedowanie od początku. Przykład: choć podczas ostatniej rozprawy przesłuchano zaledwie jednego świadka (na wokandzie widniało znane nam nazwisko psycholog zatrudnionej w szkole podstawowej, do której ponad 10 lat temu uczęszczał Marcin K.) powołanego rzutem na taśmę przez duchownego, to termin wystąpień końcowych stron sąd wyznaczył dopiero na 28 sierpnia. Powód? Prowadząca śledztwo pani prokurator zapragnęła osobiście wygłosić finalną mowę, ale zaplanowała sobie urlop, zaś innego pasującego wszystkim wolnego terminu podobno nie było. Niewykluczone, że ta zwłoka odbije się Temidzie czkawką. – Przerwa w procesie nie może trwać dłużej niż 35 dni. Po przekroczeniu tej granicy przekształca się automatycznie w odroczenie z bardzo istotnymi konsekwencjami prawnymi. Kodeks powiada, że co do zasady rozprawę odroczoną prowadzi się od początku i tylko wyjątkowo sąd może ją kontynuować. W praktyce takie wyjątki bywają regułą (poza przypadkiem, gdy nastąpiła zmiana składu orzekającego), ale wymagają już wydania postanowienia, którego trafność jest bardzo często silnym argumentem w apelacji, ponieważ stanowi daleko idące obejście ważnych zasad procesowych, co do których Sąd Najwyższy zaleca wykładnię ścieśniającą. Ich zlekceważenie może być nawet podstawą uchylenia wyroku z odesłaniem sprawy do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji – tłumaczy łódzki sędzia.

###

O wyczynach ks. Zbigniewa R. i haniebnych reakcjach kurii koszalińsko-kołobrzeskiej oraz władz diecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego napisaliśmy po raz pierwszy w styczniu 2010 r., rozpoczynając cykl publikacji pt. „Tanie dranie” („FiM” 4, 5 i 6/2010). Można by nawet rzec, że jest on „cały nasz”, bo dopiero wówczas prokuratura wszczęła śledztwo. Na dodatek potrzebowała jeszcze kilku miesięcy zastanowienia, żeby postawić plebanowi zarzuty, choć w międzyczasie podaliśmy jej na przysłowiowej tacy kolejną ofiarę. Przypomnijmy:
# Gdy Marcin dał się zwabić do mieszkania proboszcza, ten ograniczył się początkowo do masażu swojego krocza (ręką chłopca), ale z czasem było coraz ostrzej: masturbował się, a klęczący przed nim dzieciak musiał cierpliwie czekać na „finał”. Dopiero wówczas pozwalał mu odejść, żeby umył twarz… Sprawa miała szansę wyjść na jaw już po 4 miesiącach podobnych deprawacji. Marcin wpadł w nerwicę i szkolne tarapaty, a wezwany przez dyrektorkę na rozmowę dyscyplinującą nie wytrzymał napięcia. Zeznał w obecności psychologa o wszystkim, co spotkało go ze świątobliwej dłoni. Ciało pedagogiczne ograniczyło się do zawiadomienia matki chłopca, a bogobojna niewiasta… także postanowiła milczeć. Po maturze chłopak wstąpił do seminarium. Zdradził tajemnice plebanii ojcu duchownemu i prefektowi, a wkrótce rzecz stała się też znana ordynariuszowi diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Przełożeni zaordynowali klerykowi (na jego koszt!) terapię psychologiczną, a na drugim roku studiów zaczęli go publicznie poniżać, by nakłonić do dobrowolnego odejścia. Wmawiali mu: „Z pewnością będziesz kiedyś taki sam jak ksiądz Zbigniew”. Ten ostatni dostał od biskupa Edwarda Dajczaka po łapach (kara suspensy), ponieważ nie podjął nakazanego „leczenia z homoseksualizmu”. Obecnie nigdzie nie pracuje, ale dzięki zbawiennemu Funduszowi Kościelnemu wciąż płacimy za pedofila składki ZUS;
# Druga ofiara księdza Zbigniewa to Piotr. Doświadczył on molestowania w wieku 14 lat – podczas egzaminu dopuszczającego do bierzmowania. Większość klasy zdawała grupowo, a jego ksiądz R. „przepytał” indywidualnie. Wziął na kolana, żeby się chłopak nie stresował, i w pewnym momencie włożył mu łapę w majtki. Później usiłował zmusić Piotra do wzajemności. Gdy zdołał się wreszcie wyrwać z objęć proboszcza, usłyszał, że zdał, ale zostaje warunkowo dopuszczony do bierzmowania. Tym warunkiem było zachowanie wszystkiego w tajemnicy. Kilka dni później podczas spowiedzi kapłan namawiał chłopca na powtórkę…

Oskarżony zapewnił sąd, że wszystkie zarzuty są „sfabrykowane”. Przekonywał, że to Marcin nachodził go na plebanii, proponując seks za pieniądze, a Piotra nigdy w życiu na oczy nie widział. Nie wiadomo, niestety, co ma do powiedzenia w tej sprawie biskup, bowiem sąd nie dociekał, od jak dawna kuria orientowała się w niebezpiecznych skłonnościach swojego człowieka. My rzecz zbadaliśmy i wiemy: od bardzo dawna!

[2012] FaktyiMity.pl Nr 28(645)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: