FiM – Zdeptany diament

Ludzie myślą, że angażując Kościół katolicki do uczczenia swoich prywatnych uroczystości, nadają im odpowiednią rangę. Niejednokrotnie bardzo się mylą!

W niedzielę 15 września o godz. 10.30 w kościele parafii św. Floriana w Brwinowie (archidiecezja warszawska) miała odbyć się msza z okazji jubileuszu 60-lecia małżeństwa państwa Sz. Zamówili ją już w lipcu, żeby zaklepać termin idealnie pasujący do rocznicy „diamentowych godów”. Proboszcz ks. kanonik Maciej Kurzawa szalenie się dziwił, dlaczego tak wcześnie, ale kasę (200 zł) zainkasował i datę zatwierdził. Zagwarantował, że uroczystości nie zakłócą żadne inne kościelne obrządki.

Według uzgodnionego scenariusza msza powinna być tylko dla Sz. Dwie wyeksponowane ławki przed ołtarzem, symboliczne wymienianie ślubnych obrączek, a po zakończeniu – życzenia, kwiaty… Staruszkowie chcieli w ten sposób silniej scementować swoją czteropokoleniową rodzinę, spotkać żyjących jeszcze przyjaciół, sąsiadów i znajomych. – Kiedy w ową niedzielę weszliśmy z żoną do kościoła, zaskoczył nas widok licznych pocztów sztandarowych, delegacje dzieci z okolicznych szkół. Byli też strażacy, policja, kombatanci, miejscowi dygnitarze z burmistrzem Arkadiuszem Kosińskim, notable powiatowi z Pruszkowa… Okazało się, że cały rodzinno-towarzyski scenariusz szlag trafił, bo na tę samą godzinę miasto zamówiło mszę „patriotyczną” upamiętniającą 74 rocznicę bitwy pod Brwinowem. Odprawiało ją dwóch celebransów. Jednym z nich był wikariusz ks. Arkadiusz Śledzik, a drugiego nie znam. Śledzik występował w głównej roli. Wysłuchaliśmy jego kazania o wojnie, 50-letniej rzekomo okupacji sowieckiej, poległych lub zmarłych i ani jednego dobrego słowa o nas, żyjących. W trakcie uroczystości ten drugi ksiądz podobno bąknął do mikrofonu, że msza odbywa się także w intencji jubilatów, ale nie usłyszałem, bo do ołtarza nie było szans się dopchać – relacjonuje przyjaciel rodziny Sz.

Po zakończeniu mszy jubilaci wyszli ze łzami w oczach i nie było to oznaką pozytywnego wzruszenia.
– Wyglądali na kompletnie zdruzgotanych. Wszyscy czuliśmy się okropnie, bo cynizm brwinowskich księży sięgnął kosmosu. Nic ich nie usprawiedliwia! Wyrządzili staruszkom potworną nienaprawialną krzywdę, ponieważ oni żyli tą zaplanowaną uroczystością i przygotowywali się do niej od dawna. Są zbyt dumni, żeby upomnieć się o zwrot 200 zł, ale przecież proboszcz zna ich doskonale, więc mógł wcześniej porozumieć się, żeby ewentualnie zmienić godzinę, skoro władza zażyczyła sobie własnej imprezy – zauważa jeden z gości zaproszonych przez rodzinę Sz.

Zapytaliśmy proboszcza z Brwinowa, dlaczego dopuścił do spaskudzenia ludziom niepowtarzalnego jubileuszu.
– Mnie w tym czasie nie było, ale znam sprawę. Mszę odprawiało dwóch księży, jeden w intencji bitwy, drugi w intencji państwa Sz. Że po cichu? Liczy się przecież modlitwa, a nie scenografia. Nigdy nie pozwoliłbym, żeby nie odprawić, skoro było zamówienie. Tym bardziej że taka piękna 60 rocznica zdarza się u nas niezwykle rzadko, podobna była u nas tylko jedna. Rodzinie Sz. chyba coś się pomyliło, jeśli zgłaszają zastrzeżenia – umywa ręce ks. Kurzawa.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 43(712)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: