Pasterz dup wołowych

Ksiądz chciał kastrować wiernych, by nie płodzili debili.

A taki był fajny. Gdy Stanisław Parzygnat przyszedł do Mszany Dolnej, był nadzieją dla wiernych. Miał wybudować nowy kościół, zdobyć pieniądze na budowę od swojej amerykańskiej rodziny. Tak naprawdę od całkowicie polskiej, ale osiadłej w USA. Postawny był. Prawdziwy góral. I amerykański taki…

Od kilku miesięcy po Mszanie Dolnej krążyła plotka o proboszczu, który miał przegrać pieniądze w karty. Jedni mówili, że grał proboszcz sąsiedniej parafii. Inni, że to sam Parzygnat. Niezależnie od tego, kto grał, on kasę sprzeniewierzył. Ostatecznie mowa była o tym, że ks. Parzygnat z parafii Miłosierdzia Bożego w Mszanie Dolnej wykupił sąsiada hazardzistę. A że wierni w Mszanie to ludzie bardzo obowiązkowi, to i proboszcz miał sporo kasy. Na budowę nowego kościoła.

Plotka zaczęła przenikać na plebanię. Ks. Parzygnat zaczął biegać po domach i wypytywać parafian, o czym to ludziska gadają. A szczególnie, co mówią o nim. Usłyszał więc, że jest albo złodziej, albo malwersant. Tak czy siak, do kitu.

Ksiądz się wkurzył na owieczki. I jeszcze tego samego dnia na wieczornej mszy ogłosił uczucia do parafian. Oto fragment tamtego kazania: W każdy pierwszy czwartek miesiąca modlimy się o powołania kapłańskie, ale ja nie będę się modlił o powołania kapłańskie w Mszanie Dolnej, ale będę się gorąco modlił, aby dzieci rodziły się z taaakim wodogłowiem (tu uczynił zamaszysty ruch dookoła głowy) do trzeciego pokolenia, tak, będę się szczerze o to modlił. Co niektórzy powinni się zająć pryszczami na swojej twarzy albo się umyć, bo cuchną.

A tak jedna z parafianek opisała jego zachowanie później: Po mszy ks. Parzygnat wyszedł przed kaplicę i tam wykrzykiwał, wykastrować jednego z drugim, żeby się debile nie rodziły.

Przemówienie dokończył na sumie w niedzielę Palmową: Japonię dotknęła fala tsunami, a przez Mszanę przeszła obrzydliwa, ohydna fala oszczerstw. Mszanę określił jako miasto bajcarzy i plotkarzy, i że wszędzie indziej świat jest kolorowy. Młodego księdza będącego w parafii przeprosił, że trafił właśnie do tego miejsca. Nie ominął też życzeń wobec mszańskich nienarodzonych pociech. Życzył parafianom, żeby dzieci rodziły się karłowate i z wodogłowiem, mówił o cierpiących za grzechy swoich rodziców i o młodzieży pryszczatej i niedomytej. Wspominał też o wykształciuchach, czyli dupach wołowych.
– Zatkało nas, gdy usłyszeliśmy słowa, iż proboszcz nam nie przebaczy, bo on jest góralem i nie potrafi wybaczać jak Jezus. Życzeń świątecznych od parafian nie chce przyjmować i nikogo nie chce widywać, a do czasu gdy będzie w Mszanie, nie będzie odpowiadał dzień dobry ani szczęść Boże – mówi jedna z parafianek. – A jak zaczął wyczytywanie imion osób, które miały plotki rozsiewać, i mówić, że ich nazwiska znajdą się na tablicy ogłoszeń, dosłownie oniemieliśmy.

Parzygnat to „starowny” (przedsiębiorczy) ksiądz. Po pieniądze na budowę nowego kościoła chodził po domach. Po datki na dach, na krokwie, na posadzkę, na tynk itp. Jeśli ktoś datku nie dał lub dał symboliczny, proboszcz nie wyrażał zgody na ochrzczenie nowo narodzonego w tej rodzinie. A pamięć ma długą. Raz odmówił pochówku, bo zmarły nie dał na dachówkę jakiś czas temu.

Za raz po świętach ksiądz miał przyjąć błogosławieństwo od biskupa. Za taki wspaniały dar. Za świątynię. To miała być wielka uroczystość. Na mszę zapraszał burmistrz Mszany Dolnej. Ks. Parzygnat poszukiwał relikwii Jana Pawła II, bo uroczystość zbiegała się z beatyfikacją byłego papieża. Najprawdopodobniej znalazł kawałek jakiejś wydłubanej kości czy też jakieś powybijane papieskie zęby, bo był bardzo dumny. Szaty odświętne założył. Ubrał się nawet w uśmiech… Burmistrz i urzędnicza świta na mszę przyszli. Tylko parafianie poszli do innego kościoła. A na drzwiach tej parafii pojawił się wiersz napisany przez anonimowego parafianina:

Nasz Proboszczu, nasz jedyny,
Zostań z nami, tak prosimy.
My twa trzoda ukochana,
w Tobie klecho zakochana.
Jeśli pójdziesz w wielki świat,
My zginiemy z braku rad!
My tu wszystko Ci oddamy,
Bez pamięci zaufamy.
Wybaczymy błędów kupę,
I to żeś nam dawał w d…
I to żeś nas wyobrażał,
Z Ł… (imię laski) rano wstawał.
My Ci wszystko wybaczymy,
I do Bozi pomodlimy,
By takiego skurwysyna,
Nie dostała inna gmina.

Wierni z Mszany nie chcą stresować proboszcza i nie mówią mu szczęść Boże. Dobrze, że budowa kościoła już się skończyła, bo datki też by przestali dawać.

A taki był fajny. Amerykański.

[2011] NIE.com.pl Nr 21/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: