Ufałem mu, był dla mnie jak ojciec…

Niewiarygodna i zarazem wstrząsająca historia byłego mieszkańca Świebodzina.

Po latach udręki, odważył się o tym mówić. Uważa, że nadszedł czas, aby tę sprawę ujawnić. – Byłem molestowany przez księdza Benedykta – proboszcza parafii pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Świebodzinie…

– Wiem, że ksiądz już nie żyje i nie ma możliwości obrony. Mnie jednak w tamtym czasie, też nikt nie dał tej szansy, nikt nie mógł mi pomóc. Nikt by mi nie uwierzył. Dziś jestem gotowy stanąć twarzą w twarz z każdym, kto zarzuci mi kłamstwo – mówi Dariusz Krokoszyński, obecnie mieszkaniec Oxfordu.

Dariusz Krokoszyński był ministrantem w parafii „św. Michała”. Jego marzeniem było zostać księdzem. Do Świebodzina przyjechał z Jasienia, gdzie wcześniej, posługę kapłańską pełnił ks. Benedykt.

Proboszcza znał od dziecka, był dla niego jak ojciec. Na plebani spędzał dużo czasu. Jego matka była tam gospodynią. Przebywał wśród księży, a kościół był jego drugim domem.

Kiedy dorastał, ksiądz Benedykt zaczął się nim szczególnie interesować. Pytał o sprawy intymne, chciał wiedzieć jak najwięcej. – Ufałem mu, był dla mnie jak ojciec, więc odpowiadałem… wyjaśnia Krokoszyński. Jak się okazało, był to początek najgorszego.

– Powiedział mi, że to nie jest grzech, że to jest taka nasza słabość. Musimy coś z naszym popędem robić. Mówił mi, że jeżeli będę miał problem ze swoim sumieniem, to mam przyjść do niego, do spowiedzi. Do nikogo innego. On mi da rozgrzeszenie i nie będzie problemu – relacjonuje Dariusz.

– Zbliżał się do mnie, dotykał moich narządów płciowych, oraz sam, w mojej obecności masturbował się – tak w piśmie do prokuratora zeznał Dariusz Krokoszyński. Jednocześnie oskarżył ks. Benedykta o „popełnienie innych czynności seksualnych”.

Doniósł także, że ks. biskup Paweł Socha oraz ks. biskup Józef Michalik wiedzieli o skłonnościach księdza Benedykta, jednak nic nie zrobili w tej sprawie, wręcz ukrywali jego czyny.

Wcześniej, korespondencję skierował do sekretarza kurii zielonogórsko-gorzowskiej, burmistrza Świebodzina i na skrzynkę pocztową Gazety Świebodzińskiej. Informacja dotarła też do innych mediów.

Dla dziennikarzy, rzecznik prasowy kurii sprawę skrócił do podania informacji o zasługach księdza Benedykta i uzyskanym tytule Honorowego Obywatela Świebodzina. Burmistrz natomiast poinformował zainteresowanego, że nie jest właściwym organem do załatwiania tego typu spraw.

– Nie dziwię się Burmistrzowi, że nic więcej nie napisał. On i jego rodzina od zawsze byli związani z parafią. To był okres, kiedy przyjeżdżały dary z zachodu i oni przy tym pracowali – zaznaczył Krokoszyński.

Historia Dariusza nie miała końca. Niczego nieświadoma matka, namawiała chłopaka na wspólne wyjazdy z księdzem Benedyktem. Mówiła, że proboszcz jest obserwowany przez służbę bezpieczeństwa, a towarzystwo chłopca będzie mu pomocne. Wtedy też dochodziło do innych czynności seksualnych.

– Kiedy poznałem dziewczynę – mówi Dariusz, obecnie moją żonę, ze strony księdza pojawiły się akty zazdrości. Wyrzucił mnie nawet z plebanii. Powiedział, że albo zerwę z nią, albo zakaże mi wstępu…

– Wiem też, że nie tylko ja byłem molestowany przez księdza. Mam nadzieję, że jak inni to przeczytają, nabiorą odwagi, aby to wyznać – dodaje Krokoszyński.

– Skontaktowałem się z Fundacją „Nie lękajcie się”, której członkowie także są poszkodowanymi przez osoby duchowne. Oni również namówili mnie bym zeznawał. Czas najwyższy zapobiegać takim sytuacjom, które i mnie się przydarzyły…

– Wiem, że czas goi rany, ale nie pozwoli o tym zapomnieć. Nigdy. To do końca życia pozostanie – kończy rozmowę Dariusz Krokoszyński.

Dariusz Krokoszyński obecnie rozważa skierowanie do sądu pozwu przeciwko kurii zielonogórsko-gorzowskiej.

– Nie liczę na finansowe zadośćuczynienie. Liczę na sprawiedliwość. Żeby sprawcy za swoje czyny ponosili karę, szczególnie ci, którym ufa społeczeństwo.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy psychologa – Patrycję Leonciuk-Frelichowską.

Problem molestowania seksualnego dzieci i młodzieży jest problemem bardzo aktualnym. Można zadawać sobie pytanie o to, dlaczego niektóre ofiary mówią o przeżytych doświadczeniach dopiero po latach, często wielu.

Jest wiele czynników, które determinują taki wybór. Wpływ mają między innymi: wiek, w którym doznano takiej traumy, gotowość otoczenia do wsparcia, relacje emocjonalne ze sprawcą, rodzaj przeżytego molestowania, konkretne cechy osobowościowe i temperamentalne ofiary. Przed przyznaniem się ofiary często blokuje wstyd oraz wiara w magiczne działanie upływającego czasu. To jest myślenie na zasadzie: „Jak miną lata, to przestanie mnie to boleć, może uda mi się o wszystkim zapomnieć”.

Tak naprawdę czas nie daj tak wiele, ponieważ te wspomnienia zostają już w człowieku i są bardzo bolesne. Często też ofiary molestowania seksualnego nie są uważnie słuchane – pokazują swoim zachowaniem, mówią o bólu – choć nie o konkretach.

[2014.02.04] Gazeta.Swiebodzin.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: