Parafia pozwana za molestowanie

W sądzie cywilnym w Koszalinie od wczoraj jest pozew przeciwko księdzu Zbigniewowi R., byłemu proboszczowi parafii pod wezwaniem św. Wojciecha w Kołobrzegu, oraz przeciwko tej parafii i diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

Marcin K., molestowany seksualnie jako 12-latek (w 2000 r.) przez księdza Zbigniewa R., domaga się 200 tys. zł zadośćuczynienia i odszkodowania oraz przeprosin w prasie. Zbigniew R. został w grudniu 2012 r. prawomocnie skazany za molestowanie Marcina K. i odbywa karę dwóch lat więzienia. Pół roku temu parafia i biskup odrzucili możliwość ugodowego załatwienia sprawy.

Marcinowi K. pomaga Helsińska Fundacja Praw Człowieka: – To będzie precedensowy proces, który może się przyczynić do rozwiązania ważnego problemu społecznego: odpowiedzialności Kościoła za poważne naruszenia ochrony praw człowieka. Gdy Kościół będzie odpowiedzialny, nie tylko moralnie, ale też materialnie – może to pomóc w walce ze zjawiskiem pedofilii wśród księży – mówi wiceprezes Fundacji Adam Bodnar.

Marcina K. reprezentuje pro bono współpracujący z Fundacją adwokat Wojciech Dobkowski.

Kościół w Polsce twierdzi, że nie ma żadnych podstaw do ponoszenia odpowiedzialności cywilnej za czyny księży, bo nie są oni, w sensie prawnym, pracownikami Kościoła.

Mec. Dobkowski pozew przeciw parafii oparł na artykule 416 kc: „Osoba prawna jest obowiązana do naprawienia szkody wyrządzonej z winy jej organu”. Według prawa kanonicznego ksiądz jest organem parafii, a parafia ma – według ustawy o stosunku RP do Kościoła katolickiego – osobowość prawną. Molestowanie Marcina K. miało miejsce na plebanii, dokąd ksiądz nakazywał mu, jako proboszcz, przychodzić. A więc molestowanie miało związek z pełnioną przez księdza funkcją.

Z kolei odpowiedzialność diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a więc biskupa, mec. Dobkowski opiera na art. 430 kodeksu cywilnego „Kto powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. Biskup powierza księdzu parafię i określone w niej obowiązki. Jest też odpowiedzialny za kontrolowanie, jak ksiądz swój urząd sprawuje. Odpowiedzialność z art. 430 to odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. W tym konkretnym przypadku oznacza to, że nie trzeba udowadniać, że biskup wiedział o pedofilskich czynach księdza i nic nie zrobił. Zasada ryzyka oznacza, że był obowiązany tak działać, żeby podobne rzeczy nie miały miejsca. Mec. Dobkowski przywołuje orzecznictwo Sądu Najwyższego, które szeroko rozumie odpowiedzialność za „czynności powierzone”. SN uznał np. odpowiedzialność Poczty Polskiej za szkody wyrządzone przez listonosza, który wyłudzał od ludzi wpłaty na fikcyjny fundusz.

W sprawie Marcina K. biskup prawdopodobnie nie wiedział o molestowaniu. Poszkodowany opowiedział o nim szkolnej psycholożce, ta zawiadomiła dyrektorkę. Na tym sprawa się zakończyła, bo matka Marcina K. zakazała im jakichkolwiek kroków. Mężczyzna poddawał się psychoterapii. Był nawet w szpitalu psychiatrycznym. W 2009 r. napisał list do biskupa, żądając zadośćuczynienia. Otrzymał przelew na 100 tys. zł. Pieniądze natychmiast odesłał, uznając je za niewystarczające.

Sprawą Marcina K. interesuje się założona w zeszłym roku przez ofiary księży pedofilów fundacja „Nie lękajcie się”. Marek Lisiński z fundacji mówi, że podobnych spraw ma ona już kilkadziesiąt i systematycznie będzie je podnosić przed sądami.

[2014.02.07] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: