Umarł parafianin. Kazanie było poruszające

„Prawie go nie znałem. Co miałem o nim powiedzieć?” — pyta ksiądz proboszcz z węgielsztyńskiej parafii pw. św. Józefa. Jak mówią uczestnicy pogrzebu pewnego rolnika, kazanie wygłoszone nad trumną było poruszające…

…ale nie takie, jakiego oczekiwali. Słowa tak poruszyły zebranych w kościele, że postanowili podzielić się spostrzeżeniami z redakcją WT. Jak rzadko — otwarcie, z imienia i nazwiska.

— Retoryczne pytania: „po co tu przyszliście? Po co tyle kwiatów” były nie na miejscu. Sugerowały, że zmarły na taki hołd nie zasłużył — mówi Ewa Pękala, siostra zmarłego z Kalskich Nowin. — Potem samo wspomnienie zmarłego… że rzadko pojawiał się w kościele… Albo to „podobno”, kiedy ksiądz mówił, że zmarły był ministrantem (był kilka lat!). Kondukt żałobny musiał niemal biec, bo ksiądz jechał samochodem (nie chciał iść, mimo, że większość ludzi podążała na cmentarz piechotą). Na cmentarzu natychmiast rozpoczął obrzęd, mimo że na miejsce nie dotarła cała, nawet najbliższa rodzina.

— Wszystko odbyło się zgodnie z ustaleniami, jakie poczyniliśmy z rodziną zmarłego — z wdową po zmarłym i jego siostrą — odpowiada na to ksiądz Aleksander Korczak. — O zmarłym podczas kazania nie powiedziałem nic złego, a pamiętam każde moje słowo! Inna rzecz, że generalnie nie mogłem o nim powiedzieć zbyt wiele, bo cóż można rzec o kimś, kogo się widziało może cztery razy w życiu… Nie znałem go. I niczego nie przyspieszałem. Ustaliliśmy wspólnie, by jechać, a nie iść pieszo, bo był mróz, wiał wiatr. Na cmentarzu odczekałem, aż kondukt żałobny dotrze na miejsce.

W Kurii Diecezjalnej w Ełku już jest pismo ze skargą, które wystosowała Ewa Pękala. Pismo otrzyma też do wglądu rada parafialna.

[2014.02.06]  WM.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: