FiM – Odszczepieniec

Reporterom „Faktów i Mitów” udało się dotrzeć do najbliższego otoczenia księdza Jerzego Galińskiego, jednego z bohaterów filmu „Imperium ojca Rydzyka”. Dlaczego ten współbrat Rydzyka zdecydował się świadczyć publicznie na niekorzyść Radia Maryja?

Postać Galińskiego zaintrygowała nas, bo nieczęsto zdarza się zakonnik, który publicznie decyduje się wystąpić przeciwko przekrętom we własnym zgromadzeniu. Jego współbracia z Polski sugerowali, że jest człowiekiem dziwnym i nie pozostaje w bliskiej wspólnocie z miejscowymi redemptorystami. Dawano wręcz do zrozumienia, że nie ma wszystkich klepek. Jak jest naprawdę? Dotarliśmy do ludzi, którzy znają go od kilkudziesięciu lat, do zasłużonych działaczy Polonii w Niemczech. Według ich zgodnych świadectw, Jerzy Galiński jest człowiekiem godnym najwyższego szacunku. Przez dwa dziesięciolecia działał wśród Polaków w Monachium. Przejął niewielką, mieszczącą się wówczas w baraku, parafię polską w stolicy Bawarii. Niezwykle energiczny, przyjazny, otwarty na potrzeby nie tylko pobożnych katolików. Pod jego kierownictwem parafia zmieniła siedzibę na obszerniejszą. Od podstaw zbudował centrum kulturalne, w którym regularnie odbywały się koncerty i spotkania dla Polaków. Jego sukces był także przyczyną jego problemów – Polska Misja Katolicka w Monachium stała się w latach 80. łakomym kąskiem dla przybywających masowo z Polski księży, którzy otrzymywali sowite pensyjki. Polscy księża zaangażowali się też w radiowe duszpasterstwo Radia Wolna Europa.

O monachijską parafię Galińskiego zaczęli walczyć przybyli z Polski księża Ludwiczak i Nowak. Ten ostatni zresztą zniknął z Polski bez wiedzy przełożonych, podobnie jak Rydzyk. Z powodu ich intryg w Watykanie, Galiński musiał opuścić kwitnącą parafię i objął nową, także w Monachium. Tam dotrwał do 1991 roku, a po kolejnym konflikcie z polskimi „misjonarzami” przeniósł się do niewielkiej alpejskiej placówki, gdzie pracuje wśród wdzięcznych za jego posługę Niemców. Galiński jest człowiekiem honoru i głębokiej wiary. Wolał odejść, niż wikłać się w poniżające intrygi.

Galiński, człowiek wielkiej skromności, nie pasował do modelu polskiego księdza w Niemczech, uganiającego się za dobrymi samochodami (także na handel!) i sponsorami. Obca mu była także pogarda dla niemieckich gospodarzy, tak charakterystyczna dla polskich duchownych, którzy nie rozumieją nowoczesnego, liberalnego społeczeństwa zachodniego. Ich maryjno-gipsowo-odpustowa religijność odstaje od niemieckiej, bardziej zintelektualizowanej. Ten rozziew jest jedną z przyczyn ciągłego napięcia między episkopatem Niemiec, a polskimi parafiami. Trzeba dodać, że polskie parafie funkcjonują na ogół w budynkach należących do kościoła niemieckiego.

Zresztą buta i klerykalizm polskich duchownych w Niemczech są także przyczyną skłócenia polskich organizacji. To księża made in Poland doprowadzili do rozpadu Polskiej Rady w Niemczech, która była efektem (na krótki czas) próby dogadania się miejscowych organizacji polonijnych. Nie chcieli zaakceptować jakiejkolwiek świeckiej zwierzchności nad sobą. To dzięki nim władze niemieckie nie mają żadnego partnera reprezentującego interesy Polaków za Odrą.

Na takim właśnie podglebiu wyrosła mentalność Rydzyka, pełna odrazy dla wszystkiego, co otwarte i zachodnie (z wyjątkiem twardej waluty) i miłująca wszystko, co swojskie, czyli klerykalne i kiczowate. W większości polskich parafii w Niemczech funkcjonują biura Radia Maryja zbierające szeleszczące euro na Rydzykowe imperium. Radiomaryjna propaganda zaszczepia także tamtejszym Polakom treści niechętne Niemcom. W ten sposób przyczynia się do wyalienowania emigrantów z zachodniego społeczeństwa i komplikuje im życie. Emigracyjne parafie katolickie utrzymują kontakt z Polską poprzez prawicowe organizacje w kraju, na przykład Wspólnotę Polską Andrzeja Stelmachowskiego. Są miejscem częstych wizyt działaczy ZChN, a szczególnie Ryszarda Czarneckiego. Nic więc dziwnego, że Polska Misja Katolicka w Niemczech stała się trampoliną, z której wybijał się do Polski nikomu nieznany, ale za to pazerny i agresywny Rydzyk.

W tym kontekście postawa Galińskiego, który odważył się jako jedyny wystąpić z odsłoniętą twarzą przeciwko Rydzykowi, choć mógł się spodziewać w zamian napaści ze strony swoich przełożonych, jest godna podziwu. Pamiętajmy, że nie zdobył się na taką odwagę żaden prokurator ani policjant. Jak mówią znajomi, wystąpienie Galińskiego było poprzedzone latami przemyśleń i przewartościowań. Znamy, rozumiemy i doceniamy.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 1(148)/2003

R
eporterom „Faktów i Mitów” uda-ło się dotrzeć do najbliższego otoczenia księdza Jerzego Galińskiego, jednego z bohaterów filmu „Imperium
ojca Rydzyka”. Dlaczego ten współbrat
Rydzyka zdecydował się świadczyć publicznie na niekorzyść Radia Maryja?
Postać Galińskiego zaintrygowała nas,
bo nieczęsto zdarza się zakonnik, który publicznie decyduje się wystąpić przeciwko przekrętom we własnym zgromadzeniu. Jego
współbracia z Polski sugerowali, że jest człowiekiem dziwnym i nie pozostaje w bliskiej
wspólnocie z miejscowymi redemptorystami.
Dawano wręcz do zrozumienia, że nie ma
wszystkich klepek. Jak jest naprawdę? Dotarliśmy do ludzi, którzy znają go od kilkudziesięciu lat, do zasłużonych działaczy Polonii
w Niemczech. Według ich zgodnych świadectw, Jerzy Galińskijest człowiekiem godnym najwyższego szacunku. Przez dwa dziesięciolecia działał wśród Polaków w Monachium. Przejął niewielką, mieszczącą się wówczas w baraku, parafię polską w stolicy Bawarii. Niezwykle energiczny, przyjazny, otwarty na potrzeby nie tylko pobożnych katolików.
Pod jego kierownictwem parafia zmieniła siedzibę na obszerniejszą. Od podstaw zbudował centrum kulturalne, w którym regularnie odbywały się koncerty i spotkania dla
Polaków. Jego sukces był także przyczyną jego problemów – Polska Misja Katolicka
w Monachium stała się w latach 80. łakomym
kąskiem dla przybywających masowo z Polski księży, którzy otrzymywali sowite pensyjki. Polscy księża zaangażowali się też w radiowe duszpasterstwo Radia Wolna Europa.
O monachijską parafię Galińskiego zaczę-li walczyć przybyli z Polski księża Ludwiczak
i Nowak. Ten ostatni zresztą zniknął z Polski
bez wiedzy przełożonych, podobnie jak Rydzyk.
Z powodu ich intryg w Watykanie, Galiński
musiał opuścić kwitnącą parafię i objął nową,
także w Monachium. Tam dotrwał do 1991
roku, a po kolejnym konflikcie z polskimi „misjonarzami” przeniósł się do niewielkiej alpejskiej placówki, gdzie pracuje wśród wdzięcznych za jego posługę Niemców. Galiński jest
człowiekiem honoru i głębokiej wiary. Wolał
odejść, niż wikłać się w poniżające intrygi.
Galiński, człowiek wielkiej skromności, nie
pasował do modelu polskiego księdza w Niemczech, uganiającego się za dobrymi samochodami (także na handel!) i sponsorami. Obca
mu była także pogarda dla niemieckich gospodarzy, tak charakterystyczna dla polskich
duchownych, którzy nie rozumieją nowoczesnego, liberalnego społeczeństwa zachodniego.
Ich maryjno-gipsowo-odpustowa religijność odstaje od niemieckiej, bardziej zintelektualizowanej. Ten rozziew jest jedną z przyczyn cią-głego napięcia między episkopatem Niemiec,
a polskimi parafiami. Trzeba dodać, że polskie parafie funkcjonują na ogół w budynkach
należących do kościoła niemieckiego.
Zresztą buta i klerykalizm polskich duchownych w Niemczech są także przyczyną skłócenia polskich organizacji. To księża made in
Poland doprowadzili do rozpadu Polskiej Rady w Niemczech, która była efektem (na krótki czas) próby dogadania się miejscowych organizacji polonijnych. Nie chcieli zaakceptować jakiejkolwiek świeckiej zwierzchności nad
sobą. To dzięki nim władze niemieckie nie
mają żadnego partnera reprezentującego interesy Polaków za Odrą.
Na takim właśnie podglebiu wyrosła mentalność Rydzyka, pełna odrazy dla wszystkiego,
co otwarte i zachodnie (z wyjątkiem twardej
waluty) i miłująca wszystko, co swojskie, czyli klerykalne i kiczowate. W większości polskich parafii w Niemczech funkcjonują biura
Radia Maryja zbierające szeleszczące euro na
Rydzykowe imperium. Radiomaryjna propaganda zaszczepia także tamtejszym Polakom
treści niechętne Niemcom. W ten sposób przyczynia się do wyalienowania emigrantów z zachodniego społeczeństwa i komplikuje im życie. Emigracyjne parafie katolickie utrzymują
kontakt z Polską poprzez prawicowe organizacje w kraju, na przykład Wspólnotę Polską
Andrzeja Stelmachowskiego. Są miejscem
częstych wizyt działaczy ZChN, a szczególnie
Ryszarda Czarneckiego. Nic więc dziwnego, że Polska Misja Katolicka w Niemczech
stała się trampoliną, z której wybijał się do
Polski nikomu nieznany, ale za to pazerny
i agresywny Rydzyk.
W tym kontekście postawa Galińskiego, który odważył się jako jedyny wystąpić z odsłonię-tą twarzą przeciwko Rydzykowi, choć mógł się
spodziewać w zamian napaści ze strony swoich
przełożonych, jest godna podziwu. Pamiętajmy,
że nie zdobył się na taką odwagę żaden prokurator ani policjant. Jak mówią znajomi, wystąpienie Galińskiego było poprzedzone latami przemyśleń i przewartościowań. Znamy,
rozumiemy i doceniamy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

<span>%d</span> blogerów lubi to: