FiM – Apostołowie nietrzeźwości

Wkrótce sierpień… W Kościele katolickim tradycyjnie obchodzony jako miesiąc bez alkoholu. Przyda się bardzo wielu duchownym, którzy słyną z niewylewania za koloratkę.

Kariera księdza Wojciecha P. z diecezji zamojsko-lubaczowskiej w kościelnych strukturach jest burzliwa. Tuż po święceniach kapłańskich w 2006 roku trafił jako wikariusz do parafii Bartłomieja Apostoła w Goraju. Od razu zaliczył wpadkę, bowiem po kilku głębszych (niemal promil alkoholu we krwi) wjechał samochodem w znak drogowy. Wówczas w sądzie w Biłgoraju sprawę umorzono. Kościelnym zwyczajem księdza Wojtka przesunięto jednak za karę na inną placówkę. Trafił jako wikariusz do parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Moniatyczach. Tutaj objął przy okazji wakujące akurat stanowisko katechety. Jednak ani uczniom, ani ich rodzicom nie podobało się pedagogiczne podejście ks. Wojciecha. Czara goryczy przelała się, kiedy podczas jednej z lekcji wyzwał ucznia od debili, a na dokładkę – trzymając go za fraki – kazał kolegom z klasy okładać go po głowie. Dzieci o wyczynach księdza opowiedziały dyrekcji, a ta nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. Młody duchowny ukorzył się przed sądem, przeprosił rodzinę chłopca, a sprawę umorzono. Z parafii został jednak zwolniony i wysłany na roczny urlop zdrowotny. Kiedy poczuł się już lepiej, zainstalowano go w Oleszycach, gdzie pracował jako pomocnik duszpasterski. W roku 2009 dekretem biskupa Wacława Depy wysłano go na placówkę w S., gdzie do dziś pełni funkcję wikarego i uczy religii w miejscowej podstawówce.

Niczego się chyba jednak na swych błędach nie nauczył, a i żal za grzechy widać jakiś słaby. Na początku lipca br. ksiądz Wojciech P. znowu najpierw sobie łyknął, a później wsiadł za kółko. Już na starcie, przy cofaniu, skasował stojący za nim samochód. Z miejsca wypadku uciekł. Traf chciał, że numery z tablicy rejestracyjnej spisali świadkowie zdarzenia. Niedługo później do drzwi plebanii zastukała policja.

Księdza Wojtka przetestowano na okoliczność trzeźwości, no i okazało się, że ma we krwi aż 2,44 promila. – A to oznacza, że prowadząc swoją osobówkę, był pod wpływem, bo nawet gdyby na biegu łyknął coś mocniejszego na rozdygotane nerwy, nie osiągnąłby takiego wyniku – tłumaczy jego oburzony parafianin.

Bardzo starano się występek księdza wikarego zatuszować. S. liczy niewiele ponad 5 tys. mieszkańców, a jednak sprawa została tak ładnie wyciszona, że niewielu słyszało o „wpadce” swego duszpasterza. Ci, którzy słyszeli, mówią, że bardzo się o to postarał sam proboszcz.

Zamojska kuria twierdzi, że wyciągnie konsekwencje wobec swojej czarnej owcy. Dotkliwa kara, jaką zapowiada rzecznik kurii ksiądz Adam Firosz, to odsunięcie wikarego od obowiązków duszpasterskich. Oficjalna decyzja jeszcze jednak nie zapadła, bo w kurii wszyscy są zajęci instalowaniem nowego biskupa (Wacława Depę zastąpił ks. bp Marian Rojek) i nie mają głowy do pijanych księży.

Okoliczności krótkiej podróży wikarego wciąż bada policja. Nadkomisarz Joanna Kopeć informuje, że sprawa nie została jeszcze przekazana do prokuratury.

To tylko jeden z mnóstwa podobnych przypadków, bo jazda po kielichu to najwyraźniej księżowskie hobby. Oto garść ich wyczynów:
# Proboszcz Zygmunt K. z Ochotnicy Górnej spowodował wypadek samochodowy – miał promil alkoholu we krwi. Nikt nie ucierpiał, bo ks. K. wjechał w budynek. Odpowiedzialności uniknął, bo kilka dni później powiesił się w łazience na plebanii.
# Ksiądz Sławomir W. to szef Sekcji Młodzieżowych Organizacji Katolickich drohiczyńskiej kurii biskupiej oraz wikary Trójcy Przenajświętszej w Dziadkowicach, obecnie z parafii urlopowany. Kiedy nie wyrobił na zakręcie i zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka samochodem, miał we krwi aż 3,17 promila! W wyniku wypadku 8 osób trafiło do szpitala, a jeden z pasażerów wikarego nie przeżył. Ksiądz Sławomir, który z wypadku wyszedł ze zmiażdżoną miednicą, podczas rozprawy przepraszał i zapewnił także, że za wszystkich poszkodowanych i ich rodziny odprawił mszę. Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał księdza na 5 lat twardej odsiadki.
# Ksiądz Józef B., wikariusz parafii NMP Królowej Rodzin w Białymstoku, nie zatrzymał się do policyjnej kontroli. Najpierw uciekał swoim oplem, a potem pobił policjantów i groził zwolnieniem ich z pracy. Badanie krwi, na które duchowny został przymusowo dowieziony do szpitala, wykazało, że w księżowskich żyłach płynęło 1,65 promila alkoholu. Kościelnym zwyczajem trafił na kilkumiesięczny urlop. Sąd skazał go tylko na 1 rok i 2 miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata.
# Ksiądz Wojciech R. ze Słomowa miał 1,2 promila alkoholu, kiedy potrącił 11-latkę. Ponieważ dobrodziej przed sądem przyznał się do winy i zechciał dobrowolnie poddać się karze, wyrok był bardzo łagodny – roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, 1200 zł grzywny oraz 300 zł na rzecz Fundacji św. Krzysztofa, która pomaga dzieciom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych.
# W Brzezinach pod Kaliszem proboszcz Stanisław S., kanonik i honorowy obywatel gminy, wjechał w tył ciężarówki. Chociaż nikt nie ucierpiał, ks. Stanisław trafił do sądu. Za to, że miał 0,6 promila w wydychanym powietrzu. Zapewniał, że to mszalne.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 29(646)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: