FiM – Prawo dżungli

Według wybitnego kościelnego prawnika zobowiązania jego firmy wobec państwa powstałe w czasach PRL-u są dzisiaj nieskuteczne, bo komuna już zdechła. Natomiast windykacje zobowiązań państwa wobec Kościoła nigdy nie ulegają przedawnieniu…

Na zlecenie zespołów roboczych Komisji Konkordatowych Rządu i Episkopatu powstało podobno dzieło, które ma być podstawą do obliczeń, czy nasze państwo dostatecznie zrekompensowało już Kościołowi straty poniesione w czasach PRL, czy też może wielebnym jeszcze coś się należy. Z tego nigdzie dotychczas nieopublikowanego, ale już szumnie reklamowanego „raportu” wynika, że mimo kilkudziesięciu lat istnienia Funduszu Kościelnego oraz rabunkowej działalności Komisji Majątkowej wciąż jesteśmy rzekomo winni biskupom ponad 62 tys. ha gruntów. Wyciągając rękę po ten majątek, hierarchowie twierdzą, skądinąd słusznie, że poszczególne rządy są prawnymi spadkobiercami decyzji poprzedników, więc choćby nawet sprawcami była ekipa Bolesława Bieruta, to nie ma się co mazgaić, tylko trzeba oddawać. Na przykładzie jednego z najbardziej ordynarnych kościelnych przekrętów pokażemy, jak ten pogląd działa… w drugą stronę.

Jedyną widoczną pozostałością po Zamku Królewskim w Radomiu jest dwukondygnacyjny budynek zwany Domem Wielkim, który w okresie zaborów trafił jakimś cudem (?) w użytkowanie wieczyste kościoła farnego św. Jana. Od tego czasu mieści plebanię i niszczeje. Obiekt przy ul. Grodzkiej 10 ma wyjątkową wartość historyczną i kulturową, bo rezydowali w nim m.in. królowie dynastii Jagiellonów i właśnie tutaj uchwalono konstytucję nihil novi, uznawaną – obok zjazdu gnieźnieńskiego i Konstytucji 3 maja – za jedno z trzech najważniejszych wydarzeń państwowych w historii Polski.

W 1977 r. państwo uznało, że trzeba ten bezcenny zabytek ratować, a watykański użytkownik chętnie zgodził się wymienić kulę u nogi na coś bardziej dochodowego. 7 marca 1978 r. w Urzędzie Wojewódzkim w Radomiu podpisano dokumenty o nieodpłatnym przekazaniu Kościołowi zabytkowego obiektu z XIII wieku przy pl. Stare Miasto 13, który był kiedyś kościołem św. Wacława, ale od czasu, gdy Austriacy zajęli go w 1802 r. na magazyn wojskowy, nie spełniał już żadnych funkcji sakralnych (ostatnio mieścił się tam dział archeologiczny Muzeum Regionalnego). Władze państwowe reprezentowali wojewoda radomski Roman Maćkowski i prezydent miasta Tadeusz Karwicki, a stronę kościelną – administrator apostolski diecezji sandomierskiej bp Piotr Gołębiowski i proboszcz parafii św. Jana w Radomiu ks. Stanisław Sikorski (dziekan dekanatu radomskiego). Nazajutrz lokalna prasa zdyskontowała ów fakt propagandowo cytując słowa wojewody, że dar „jest wyrazem humanizmu państwa socjalistycznego” oraz „przykładem postępującej normalizacji stosunków między państwem i Kościołem”, za co biskup bardzo serdecznie dziękował, podkreślając, iż „obiekt ten obok funkcji sakralnej stanie się cennym zabytkiem ku pożytkowi mieszkańców i wiernych”. Władza nie była jeszcze taka głupia, żeby oddawać wielebnym nieruchomości całkiem za darmo, więc zgodnie z wynegocjowanymi wcześniej warunkami „proboszcz parafii św. Jana w Radomiu ks. Stanisław Sikorski w imieniu swojej parafii i z upoważnienia ks. biskupa Piotra Gołębiowskiego wręczył wojewodzie radomskiemu zobowiązanie przekazania na rzecz miasta za symboliczną odpłatnością zabytkowego budynku obecnej plebanii parafii św. Jana tzw. Pałacu Kazimierzowskiego” (cyt. za „Życie Radomskie” nr 57/1978).

Wykonując porozumienie, prezydent Radomia podpisał z ks. Sikorskim następujące umowy:
# 24 marca 1978 r. – o wieczystej dzierżawie nieruchomości przy pl. Stare Miasto 13 (św. Wacław nie miał jeszcze osobowości prawnej);
# w grudniu 1978 r. – o wieczystym użytkowaniu działki przy ul. Wałowej 12 (2000 mkw. tuż obok zamku), na której miała być wzniesiona nowa plebania parafii św. Jana po oddaniu starej siedziby „za symboliczną odpłatnością”. Kategoryczny warunek tej umowy stanowił, że inwestycja musi rozpocząć się w ciągu dwóch lat od daty wydania pozwolenia na budowę i zakończyć nie później niż po pięciu latach, a niedotrzymanie terminów było równoznaczne z koniecznością zwrotu działki;
# w kwietniu 1985 r. (św. Wacław był już bliski doprowadzenia do stanu sakralnej używalności) – o wieczystym użytkowaniu działki bezpośrednio przyległej do remontowanej świątyni. Nowa parafia otrzymała w sumie ponad 1800 mkw., gdy 9 czerwca 1985 r. bp Edward Materski dokonał poświęcenia odtworzonego kościoła.

Gdy zaś nastała demokracja:
# w grudniu 1998 r. (prezydentem był wówczas Adam Włodarczyk z SLD, obecnie radny miejski), choć na działce przy ul. Wałowej wciąż kompletnie nic się nie działo (od 20 lat!), ratusz przekazał ją parafii św. Jana na własność, uzasadniając 99-procentową bonifikatę „celem sakralnym”, wyrażającym się „przeznaczeniem pod budowę plebanii”, a ostatni wojewoda radomski Kazimierz Wlazło (AWS) zdążył jeszcze załatwić przyznanie aktu własności samego zamku;
# w listopadzie 2007 r. (pod rządami ówczesnego i obecnego prezydenta Andrzeja Kosztowniaka z PiS) status wieczystego użytkowania dwóch działek przy pl. Stare Miasto przekształcono na prawo własności dla parafii św. Wacława.

Podsumujmy: władza wywiązała się z ogromnym naddatkiem ze wszystkich zobowiązań, a perła polskości – Dom Wielki – pozostała w łapach Kościoła i ulega postępującej degradacji, bo świątobliwi mężowie czekają, aż dostaną z kasy publicznej pieniądze na remont.

„Obecny stan techniczny Domu Wielkiego Zamku Królewskiego, zajmowanego przez plebanię kościoła św. Jana budzi – mimo odnowionej elewacji – poważne obawy o bezpieczeństwo użytkowników, wymaga niezwłocznej interwencji (…). Tak jak państwo Jagiellonów było przykładem współpracy z Kościołem, tak też rekonstrukcja i rewitalizacja Domu Wielkiego może i powinna być wzorem twórczej współpracy samorządu miasta z Kurią Diecezjalną. Uważamy, że w odnowionym obiekcie mogą znaleźć się placówki miejskie i kościelne wpisujące się w spójny, historyczny program Domu Wielkiego, wypracowany przez specjalistów. Rewitalizacja obiektu leży więc w dobrze rozumianym interesie miasta i Kościoła” – bezskutecznie alarmowała grupa społeczników (ze znakomitymi architektami i historykami na czele) w liście otwartym z 7 stycznia 2011 r. do wszystkich możnych regionu.
– Kuria odnosi się do tej idei życzliwie, ale żebyśmy mogli przeprowadzić tu jakąkolwiek rozbudowę, potrzebna jest pełna dokumentacja, czyli duże pieniądze i plan pogodzenia działalności plebanii z innymi inicjatywami – wskazał priorytety ks. prałat Sławomir Fundowicz, kanclerz kurii radomskiej (również kierownik Katedry Prawa Administracyjnego KUL i ekspert Komisji Wspólnej, a do niedawna także członek Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów). O oddaniu obiektu nawet się nie zająknął…

###

Kolejnym ekipom rządzącym miastem i wojewodom mazowieckim (prawni spadkobiercy radomskiego) robiło się miękko w kolanach na samą myśl, żeby przycisnąć kurię o sfinalizowanie umowy z 1978 r. Dopiero w 2011 r. powstałe wówczas Stowarzyszenie „Radomskie Inwestycje” ujawniło zapomniany dług akcją na Facebooku wzywającą do oddania zamku, a w lokalnych mediach zaczęło się głośno domagać od „autorytetów moralnych” minimum przyzwoitości.

Ksiądz Fundowicz odparł, że sytuacja prawna zamku jest oczywista, bo w księgach wieczystych pozostaje on własnością parafii. „Teoretycznie Kościół mógłby się pozbyć tego majątku na rzecz na przykład miasta, ale musielibyśmy mieć pewność, co się dalej z nim stanie, za rok, za 10, za 20 lat. A tego nie wiemy, nie ma pomysłu, co miałoby w tym budynku być. Chcielibyśmy, żeby koncepcja zagospodarowania zamku niosła wielkość i świętość”– bajdurzył rzecznik diecezji. A że w ramach wymiany dóbr mieli oddać „za symboliczną odpłatnością”? „Ten fakt nie ma żadnego znaczenia. Wtedy było państwo, a teraz jest samorząd” – stwierdził prałat.

Rok później na łamach tygodnika „Panorama Radomska” ks. Fundowicz przedstawił taką oto wykładnię prawną: „Nie widzę możliwości przekazania zamku przez parafię św. Jana. Byłbym bardzo ostrożny w powoływaniu się na umowę między państwem komunistycznym a parafią. Umowa z 1978 r. nie jest skuteczna, ponieważ mówiła ona tylko na temat pewnych działań, które mają być podjęte, ale trzeba pamiętać, że działania te mogą być podjęte tylko w obowiązujących ramach prawnych. Stroną w umowie było państwo komunistyczne, a teraz stroną rozmów jest samorząd, a samorząd nie jest spadkobiercą tamtejszej władzy”.

A jak rozwiązać fakt istnienia urzędu wojewody mazowieckiego, który przejął wszystkie kompetencje radomskiego?

„Nie wiadomo, w jakim stopniu wojewoda mazowiecki poczuwa się jako następca prawny wojewody radomskiego z 1978 r. Jeśli wystąpi [o zwrot zamku] i proboszcz parafii podejmie właściwe kroki, to nad sprawą na pewno pochyli się biskup radomski i Kolegium Konsultorów, którzy na takie czynności muszą wyrazić zgodę” – tłumaczył Fundowicz.

Reasumując: umowa z 1978 r. jest nieważna, bo Kościół zawarł ją z komuną, która już dawno zdechła, a ponieważ nie ma chętnego, który by wstąpił w jej buty, nie ma już także kwestii dotrzymania zobowiązań.

„Pazerność kleru nie zna granic. Wolą, żeby zamek zawalił się na ich zakute łby, ale nie oddadzą go prawowitym właścicielom mimo podpisanej obietnicy. »Zesraj się, a nie daj się!« – to logo Fundowicz powiesił sobie chyba nad łóżkiem” – to jedna z charakterystycznych uwag, jakie radomianie wymieniają na forach internetowych…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 24(693)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: