FiM – Pani Anno …

Duchowieństwo katolickie jest grupą zawodową zaliczającą się do grona naszych najwierniejszych Czytelników.

Świadczy o tym m.in. statystyka nadsyłanych do mnie listów księży i zakonników, a nierzadko nawet mniszek. Co sprawia, że chwytają za pióro?
# Kraków. „Jestem… (tu nazwa pewnego zgromadzenia z rodziny franciszkańskiej – dop. red.). Postanowiłem napisać, bo już nie mogę znieść widoku tych okropnych bandziorów i zboczeńców w naszym gronie. Chodzi mi konkretnie o prowincjała ojca (…) oraz jego totumfackich ojców (…) z dwóch klasztorów w (…). Nie dość, że organizują »bunga-bunga« w klasztorach, to mają nawet stałe kochanki. Kłamią i oczerniają na potęgę, kradną pieniądze z tacy. Mówią najbardziej wulgarne słowa na »ch« i »k«, »spier…j« czy »pier…l się«. Nawet w Wielki Czwartek chlali wódkę. Codzienne seanse filmów pornograficznych są normą, bo prowincjał tłumaczy, że »sam Bóg przez nie przemawia«. W nowicjacie o. magister (…) codziennie puszcza takie filmy i opowiadają sobie później o obciąganiu druta i waleniu konia, cipkach itp. Podobnie w postulacie. Niech Pani przyśle kogoś do naszego seminarium pod pretekstem rozeznania powołania i sama się przekona”;
# Łomża. po jednym z artykułów otrzymałam pismo skierowane do kapłana podejrzewanego w kurii, nawiasem mówiąc niesłusznie, że był źródłem naszych informacji. Fragment: „Księże (…), to, co zeznałeś »Faktom i Mitom«, jest wyrafinowaną podłością i wymaga solidnej korekty. Wymuszanie przez Księdza Biskupa Janusza Stepnowskiego pieniędzy jest nieprawdą i Ty dobrze o tym wiesz. Samochód Audi 8 nie jest kupiony za zgodą Biskupa, tylko tak zadecydowała Diecezja. Jeśli chodzi o datki pensji katechetycznej (haracz nałożony na nauczycieli religii – dop. red.), to zarządzenie wyszło za czasów twego kuzyna biskupa Stanisława Stefanka około 4–5 lat temu. Biskup Tadeusz Bronakowski nie jest taki biedny, jak podałeś. Nic nie powiedziałeś o swoim bliskim znajomym, wysoko postawionym w Kurii przyjacielu T.B. – ciekawe dlaczego? Trzęsiecie tyłkami, bo Ksiądz Biskup Stepnowski osusza bagno, które uczyniliście, i zaprowadzi zielone pastwiska. Tego się boicie, bracia w kapłaństwie! Skończy się pajęczyna układów, draństw, kumoterstwa, samowola, życie ponad stan. Gdybyś ujawnił dziennikarzom swoje »osiągnięcia« pod rządami biskupa Stefanka, toby zemdleli. Przemyśl, Bracie, i ucałuj dłonie księdza Biskupa Stepnowskiego, zawsze jest czas na naprawienie szkód”;
# Sosnowiec. „Przekazuję Pani Redaktor treść listu, jaki w imieniu 14 księży dziekanów został wysłany na adres Nuncjusza Apostolskiego w Polsce abp. Celestino Migliore (…). Nie wiemy już, gdzie szukać ratunku i wyjścia z patowej sytuacji. Modlitwa o zmianę biskupa Grzegorza Kaszaka? Owszem, też. Ale szczęściu trzeba pomóc, stąd i apel o śmiały, dobry artykuł, który poruszy nie tylko sumienia. Dziękuję w imieniu wszystkich księży naszej diecezji. Bardzo proszę o zachowanie nazwiska i adresu do swojej wiadomości. Gdyby dotarło do biskupa, to po »ojcowskiej rozmowie« już mnie nie ma. Niby dlaczego miałaby Pani pomagać księżom, skoro jest to tygodnik nieklerykalny? A czemuż by nie?”. Inny duchowny tak oto zaprezentował nam sosnowieckie klimaty: „W pewnym momencie kanclerz kurii zarządził przerwę, prosząc, by ksiądz biskup zostawił księży dziekanów na naradę, bo czekają na niego w korytarzu dziennikarze. Wszystko wcześniej dopracowano, zaaranżowano. Prasa, to byli nasi miejscowi pracujący na co dzień w kurii redaktorzy widujący się z biskupem na każdym kroku. A nam kanclerz wyciągnął z biurka przygotowane już pismo do Nuncjusza, że wszyscy księża dobrowolnie popierają biskupa, ponieważ ataki ukazujące się w prasie są spreparowane przez wrogów i nie mają nic wspólnego z prawdą. Taki oto dokument został nam podsunięty z nakazem podpisu przez wszystkich 22 dziekanów diecezji sosnowieckiej. Zostaliśmy postawieni pod ścianą, bez żadnej możliwości manewru. Wszyscy zgodnie podpisali, spoglądając tylko, czy któryś się zbytnio nie wychyla”;
# Poznań. „Nie miałbym śmiałości ani odwagi napisać do Pani, gdyby nie fakt, że nie ma już chyba innego sposobu zakończenia oszustw, obłudy i hipokryzji ojca… (tu nazwisko szefa pewnego domu zakonnego – dop. red.), któremu urodziło się kolejne (trzecie) dziecko. Odprawia w kratkę Msze Św., zwłaszcza w okresie świątecznym, kiedy to na tydzień – dwa wyjeżdża do »rodziny« w Gdyni. On sam pochodzi z D (…) na Pomorzu, zaś w Gdyni faktycznie mieszka jego konkubina z dziećmi. Mieszkanie zostało oczywiście kupione za pieniądze zakonu”. W dalszej części listu zawiła intryga kryminalna: „Ojciec (…) oczekujący na złożenie ślubów wieczystych, został oskarżony o notoryczne kradzieże części pieniędzy z tac i innych zbiórek. Został karnie przeniesiony do innego klasztoru, mimo że kradzieży nie dokonał. Inicjatywa oskarżenia i »dowody« wyszły od tego, który kasą klasztorną władał. Jednak nie (…) był złodziejem, ale ojciec (…), który wykradał klasztorne pieniądze. Rzekomym dowodem na kradzież ma być fakt, że nowo przybyły w jego miejsce, skądinąd bardzo uczciwy i skrupulatny ojciec (…), przynosił do kasy znacznie większą sumę zebranych w kościele pieniędzy. Owszem, dochody są chwilowo większe, bo przeliczane przez najlepszego przyjaciela ojca (…), któremu jako przeor powierzył pieczę nad kasą, podkreślając na każdym kroku, że sam nie daje rady obowiązkom”;
# Sandomierz. „Zawiadamiamy Panią, że wypowiadamy posłuszeństwo Krzysztofowi Nitkiewiczowi – dla nas już tylko menagerowi, a nie biskupowi. My chcemy Biskupa – Ojca, Dobrego Pasterza, a nie urzędnika, i to w najgorszym wydaniu gniota »szkoły watykańskiej«. Poniewiera kapłanami (w Radomiu publicznie powiedział: »Mam głupich księży, jak nie kobita, to pedał«), wychwala się znajomościami z dyplomatami, kompromituje kardynałów i biskupów, a na temat Arcybiskupa Głódzia mówił, że jak przejął po nim mieszkanie w Rzymie, to przez kilka dni musiał wywozić butelki”;
# Lublin. „Robię na KUL-u doktorat i gdy przyjeżdżam na zajęcia często nocuję w akademiku przy ulicy (…), którego dyrektorem jest ksiądz (…). Kanalia i hipokryta pierwszej klasy. Świeccy studenci opowiadali mi, że domaga się od nich drogich markowych alkoholi i kilkusetzłotowych łapówek za załatwienie pokoju na kolejny rok. Ma przełożenie w Komisji Stypendialnej KUL (przyznającej miejsca w Domach Akademickich uczelni) i potrafi tak się przysłużyć, że za odmowę pieniędzy nigdzie nie dadzą miejsca. Współżyje seksualnie z zamężną pracownicą portierni. Pewnego wieczoru wyszedł ze swojego gabinetu rozczochrany z porozpinanymi guzikami pod szyją, a pani (…) siedziała w środku. Wypytywał mojego kolegę, gdzie jest otwarty najbliższy sklep nocny w okolicy. Sam ustala cennik dla osób dorywczo nocujących w akademiku. Bierze od 40 do 50 zł i bez żadnych rachunków, czyli pieniądze trafiają do jego kieszeni, zamiast do kasy KUL”;
# Gdańsk. „Gdy nasz obecny prowincjał ojciec (…) pracował jeszcze w parafii (…) i odbudowywał tam świątynię po pożarze, to równolegle zaczął budować sobie i chrześniakowi domy w P (…). Na remont kościoła zebraliśmy z różnych źródeł i dotacji ponad 10 mln zł. Niektóre materiały widniejące na fakturach jechały prosto z hurtowni do P (…). Sprawa otarła się nawet o Stolicę Apostolską, ale wszystko zatuszowano i nikt nie pofatygował się, żeby sprawdzić rachunki. Dom prowincjała przy ulicy W (…) jest wciąż jeszcze modernizowany, bo urządza tam bibki dla różnych dygnitarzy, z którymi wspólnie poluje”.
# Warszawa. „Przebywałam w domu »spokojnej starości« dla emerytowanych zakonnic. Mordercza praca przez wiele lat i słabe odżywienie doprowadziły do zwyrodnień kręgosłupa (dwie operacje), cukrzycy, gruźlicy kości i ogólnego wycieńczenia organizmu. Choć chorowałam, matka przełożona tego domu zmuszała mnie do wykonywania wszystkich prac, w tym nawet odgarniania łopatą śniegu. Kiedy poprosiłam o zwolnienie z najcięższych obowiązków, zaczęła mnie publicznie lżyć. Napisałam w końcu podanie do Matki Generalnej o rozwiązanie ślubów wieczystych oraz zabezpieczenie finansowe i zdrowotne. W odpowiedzi zostałam karnie zesłana do (…), miejsca dobrze powszechnie u nas znanego jako wykończalnia”.
# Toruń. „Pracując nad artykułem o Bractwie Świętego Piusa X, doznałem lekkiego szoku, odkrywając wyjątkowo ordynarny plagiat. Dopuścił się go pracownik naukowy Wydziału Teologicznego (…) ks. dr (…), który jest także prezesem Sądu Biskupiego Diecezji (…). Okazał się tak głupi, że w artykule o lefebrystach na łamach czasopisma »Teologia i Człowiek« nawet przecinków nie zmienił, kopiując złożoną rok wcześniej pracę magisterską swojego podwładnego pana Roberta (…). Gdy zacząłem podpytywać, o co tu chodzi, magisterka stała się jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic na uczelni. Także w sądzie czcigodny plagiator poczyna sobie nader interesująco, bowiem niektóre sprawy, zwłaszcza unieważnienia małżeństw ludzi z wypchanymi portfelami, nie występują na oficjalnej wokandzie, lecz toczą się w lewym obiegu, bez udziału innych pracowników sądu. Kto i ile za to bierze, nie wiem, ale z pewnością chodzi o bardzo duże pieniądze”.

Szanowne Siostry, Szanowni Księża, Ojcowie i Bracia zakonni – lepszego Nowego Roku 2014…

[2014] FaktyiMity.pl Nr 1(722)/2014

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: