Afera pedofilska na Dominikanie. Jak prokuratura doprowadziła do zatrzymania ks. Wojciecha G.?

Historia polskiego duchownego, oskarżonego o molestowanie nieletnich chłopców z parafii Juncalito na Dominikanie, zaczęła się kilka miesięcy temu od emisji reportażu lokalnej telewizji. Od tego momentu działania prokuratury prowadziły do zatrzymania księdza – doszło do niego dziś rano w podkrakowskiej miejscowości.

O polskich duchownych, którzy mieli wykorzystywać nieletnich chłopców na Dominikanie, zrobiło się głośno po emisji reportażu w miejscowej telewizji – jego bohaterem był były nuncjusz papieski abp Józef Wesołowski. Wcześniej miejscowa społeczność dowiedziała się też o podejrzeniach wobec ks. Wojciecha G., proboszcza z miasteczka Juncalito.

Duchowny przyjechał na Dominikanę w 2006 r., proboszczem w Juncalito został dwa lata później. Był bardzo szanowany przez miejscową społeczność: pracował z ministrantami, organizował zagraniczne wycieczki dla chłopców, założył też grupę amatorskiego ratownictwa górskiego.

O szczegółach afery poinformował we wrześniu 2013 r. tygodnik „Newsweek”, którego dziennikarzom udało się dotrzeć do rzekomych ofiar obu duchownych. – Opowiedział, że na plebanii musiał się przebierać w damskie stringi. Że ksiądz się przy nim masturbował. Że kazał mu tańczyć w żółtym bikini, kazał masturbować siebie, robił zdjęcia komórką, kilka razu doszło do seksu analnego. Raz, żeby go zmusić do posłuszeństwa, ksiądz przyłożył mu pistolet do głowy. Mówił, że ma kontakt z Bogiem – cytowała w rozmowie z „Newsweekiem” zeznania ministranta prokurator Luiza Liraznzo.

Ks. Wojciech G. organizował wycieczki dla ministrantów – podróżowali m.in. do Polski

Po ujawnieniu zeznań ofiar duchownego prokuratura 27 maja wydała zgodę na rewizję w domu księdza w Juncalito. W mieszkaniu przeszukanym pod nieobecność księdza znaleziono wtedy m.in. bieliznę erotyczną, dziesięć paszportów i środki odurzające, a także ponad 80 tys. pornograficznych zdjęć na komputerze należącym do Wojciecha G.

Jak opisywał „Newsweek”, ks. Wojciech G. był znany na Dominikanie również z organizowania wycieczek dla ministrantów, alumnów i młodych chłopców – zabierał ich m.in. do Włoch czy Polski. O dokonaniu rewizji na plebani dowiedział się właśnie podczas jednego z wyjazdów. Zostawił wtedy na lotnisku we Włoszech dwóch towarzyszących mu chłopców i zaczął się ukrywać.

Nie wrócił do Juncalito, w rozmowach z dziennikarzami z Dominikany zaprzeczał wszelkim oskarżeniom. Przez kilka tygodni w tajemnicy przebywał w domu swoich rodziców w podkrakowskiej Modlnicy, poszukiwał go też Interpol. Policja nie mogła go jednak zatrzymać nawet wtedy, gdy w końcu ustalono miejsce jego pobytu – nie było ku temu podstaw prawnych. Polska nie ma podpisanej umowy ekstradycyjnej z Dominikaną, duchowny mógł być więc sądzony tylko w Polsce.

„Jeżeli przepraszam, to za moją naiwność. Nie skrzywdziłem tych dzieci”

Współpracę z dominikańskimi śledczymi zadeklarowała w październiku polska prokuratura. Prokurator generalny Andrzej Serement zwrócił się wtedy z prośbą o przekazanie Polsce materiałów związanych ze śledztwem – istniała obawa, że nieletni byli wykorzystywani także na terenie kraju, podczas wycieczek organizowanych przez ks. Wojciecha G. Pod koniec września śledztwo w sprawie ks. Wojciecha G. wszczęła warszawska prokuratura okręgowa – należało tylko poczekać na dokumenty, których dostarczenie obiecała dominikańska strona.

Początek października przyniósł też pierwszą konfrontację ks. Wojciecha G. z mediami – udzielił wtedy specjalnego wywiadu telewizji TVP Info. – Jeżeli przepraszam, to przepraszam za moją naiwność i brak odpowiedzialności w tym, że za bardzo tym ludziom zaufałem. Nie skrzywdziłem tych dzieci. A jeżeli je skrzywdziłem, to tylko w takim wymiarze, że być może za bardzo zaufałem – wyjaśniał duchowny. Sugerował też, że oskarżenia i dowody w jego sprawie sfabrykowali ludzie, którym nie podobało się to, co robił na Dominikanie.

Pierwsza część dominikańskich akt dotarła do Polski w listopadzie

W sprawie ks. Wojciecha G. zeznawała również Alicja Ortega, dziennikarka telewizji Noticias SIN z Dominikany. Kilka dni później TVP Info ustaliła, że duchownego obciążają zaznania ośmiorga dzieci, zabezpieczono też zdjęcia i filmy z pornografią dziecięcą. Choć nie ma na nich twarzy księdza, świadkowie rozpoznali go na niektórych fotografiach „po charakterystycznych dłoniach i klatce piersiowej”. Tej informacji nie potwierdziła ani nie zdementowała jednak prokuratura.

Na początku listopada dominikańscy śledczy poinformowali, że przesyłają do polskiej prokuratury akta w sprawie ks. Wojciecha G. Według aktu oskarżenia duchowny molestował siedmioro dzieci z parafii, w dokumentach mówiono też m.in. o gwałcie i innych czynnościach seksualnych.

Część dokumentów dotarła do prokuratury 6 listopada – był to dysk twardy i 650 kart w języku hiszpańskim. Resztę akt dostarczono w połowie stycznia 2014 r. Ich dosłanie było potrzebne w toku prowadzonego śledztwa, a część materiałów wymagała doprecyzowania.

Wojciech G. został dziś zatrzymany przez policję. Jutro usłyszy zarzuty

18 stycznia dominikańscy śledczy zakończyli zbieranie dowodów i formalnie oskarżyli ks. Wojciecha G. o napaść seksualną. Dziś rzecznik prokuratury okręgowej Przemysław Nowak poinformował o zatrzymaniu Wojciecha G. w podkrakowskiej miejscowości w związku z prowadzonym śledztwem.

– Jutro w prokuraturze okręgowej będzie przesłuchany, usłyszy zarzuty i zostanie podjęta decyzja o ewentualnym zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu bądź innych środków – powiedział w TVP Info prokurator Nowak. Duchowny zostanie teraz przetransportowany do Warszawy.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadziła śledztwo ws. podejrzenia seksualnego wykorzystywania dzieci przez dwóch polskich duchownych na Dominikanie od końca września. Dotyczyło ono przestępstwa pedofilii, za co w Polsce grozi do 12 lat więzienia. Drugim wątkiem postępowania jest przestępstwo utrwalania treści pornograficznych z dziećmi, zagrożone pozbawieniem wolności do dziesięciu lat.

[2014.02.17] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: