Ksiądz odmówił potrzebującemu darów, bo ten chciał apostazji? Caritas: Nie o to chodzi, ten pan nie spełniał kryteriów dochodu

Mieszkaniec niewielkiej wsi na Podkarpaciu skarży się, że proboszcz nie wydał mu paczki z Caritasu przeznaczonej dla ubogich tylko dlatego, że chciał wystąpić z Kościoła. Duchowny o sprawie rozmawiać nie chce. A dyrektor Caritasu Archidiecezji Przemyskiej pyta: – Czy rzeczywiście chodzi tylko o tę paczkę, czy jednak o jawną walkę z proboszczem?

Mirosław Piela mieszka we wsi Nasiczne na Podkarpaciu. Utrzymuje się z niskiej renty (część idzie na alimenty). Z pracą w okolicy kiepsko. Zbiera więc grzyby, jagody, wykonuje drobne prace remontowe. Sezonowo pracuje jako przewodnik (ma odpowiednie uprawnienia). Z pieniędzmi, jak w przypadku innych lokatorów hotelu robotniczego, w którym mieszka, bywa różnie – wszystko zależy od pory roku. Najgorzej jest zimą.

Czasami dostanie coś od ludzi. Ale się nie skarży. – Znam ludzi, którzy mają o wiele gorzej.

Wysyłasz pisma, darów nie będzie

Tuż przed świętami Bożego Narodzenia pojechał do pobliskich Lutowisk. W czasie mszy proboszcz z Dwernika ks. Zenon Bieszczad mówił, że potrzebujący mogą zgłosić się tam po dary. Akurat znajomi jechali samochodem i zaoferowali się, że mogą go podwieźć.

– Stanąłem w kolejce. Paczki rozdawał proboszcz, na koniec trzeba się było podpisać. Gdy przyszła moja kolej, przywitałem się. Ksiądz na mnie popatrzył. Powiedział: „Mirek, ty darów nie dostaniesz”. Zapytałem: „Dlaczego?”. Powiedziałem, że też czuję się biedny i akurat teraz jestem w potrzebie. Ale usłyszałem: „Bo pisma do Przemyśla wysyłałeś” – opowiada.

Piela twierdzi, że proponował, iż może przynieść zaświadczenie z opieki społecznej. – Ale ksiądz zaświadczenia nie chciał. »Darów nie otrzymasz – powtórzył. I dodał: – Tak, odmawiam ci – relacjonuje Piela. – Nie jesteś katolikiem. A to są dary dla katolików « – twierdzi.

Jak Piela dowiedział się o paczkach? „Pocztą pantoflową”, bo do kościoła nie chodzi. Do kurii w Przemyślu wysłał nawet akt apostazji. – Co to za Kościół, co zamiast tym, co powinien, zajmuje się polityką i biznesem? – pyta. Podkreśla, że sensacji z tego nie robił. Zresztą procesu występowania z Kościoła nawet nie zakończył. – Bo to nie jest łatwa procedura, odpuściłem.

To nie pierwsze pismo, które mogło się nie spodobać proboszczowi. Piela podejrzewał, że już wcześniej dary bywały dystrybuowane niekoniecznie wśród najbiedniejszych, a często po znajomości. Wątpliwościami podzielił się w piśmie, jakie pół roku temu wysłał do gminy. – W efekcie na kilka miesięcy dary zostały zablokowane zarówno dla Caritasu, jak i Ośrodka Pomocy Społecznej w Lutowiskach. Ksiądz opowiadał, że darów nie będzie, bo zawinił Piela – opowiada Piela. – Tu rządzą nadleśniczy, wójt i proboszcz. Panuje wiara w nieomylność księdza. Co powie, traktowane jest jak dogmat – denerwuje się. – Niekatolik ma gorzej niż – nikomu nie ubliżając – świadek Jehowy.

A proboszcz? O sprawie rozmawiać nie chce. – Z jakiej gazety? – dopytuje. – Nie udzielam informacji – odpowiada, gdy słyszy, że z „Wyborczej”. Ale po chwili dodaje: – Wyjaśniam sprawę z dyrektorem Caritasu Archidiecezji Przemyskiej.

Szczególny przypadek Mirosława Pieli

Dyrektor ks. Artur Janiec sprawę zna. – To pierwszy przypadek, z jakim się spotykam, żeby ktoś nie otrzymał od nas darów ze względów ideologicznych – mówi. Zastrzega, że pomocy żywnościowej w ramach żywności unijnej Caritas udziela wszystkim, którzy się kwalifikują, niezależnie od wyznawanej wiary. – Muszą spełnić jeden warunek: dochody osób samotnych nie mogą przekraczać 813 zł, a osób żyjących z rodziną – 684 zł – wyjaśnia ksiądz.

– Jeżeli chodzi o pana Mirosława, jest to szczególny przypadek. Z tego, co wiem, nie przedstawił zaświadczenia o dochodach. Chciał otrzymać dary, okazując jedynie dowód osobisty. Czy rzeczywiście chodzi tylko o tę paczkę, czy jednak o jawną walkę z proboszczem? – pyta retorycznie. – Patrząc na jego czyny, sądzę, że o odwieczną wojnę z ludźmi, proboszczem, sołtysem. To bardzo konfliktowa osoba. Wysyłał na nas skargi, że źle wydajemy produkty żywnościowe. Tymczasem Agencja Rynku Rolnego podczas kontroli nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości – tłumaczy ks. Janiec.

– Ksiądz mój przypadek potraktował indywidualnie. Bo narobiłem wiele zamieszania – nie ma wątpliwości pan Mirosław. – A jeśli chciał we mnie uderzyć, mógł przecież powiedzieć: „Patrz, daję ci tę paczkę, chociaż od nas odszedłeś. Taka jest nasza wiara”.

Czy nie czuje jednak, że księdza w pewien sposób zaszantażował? – Zastanawiałem się, czy zgłosić się po te dary, czy to fair – przyznaje. – Ale jestem biedny, byłem w potrzebie, więc pojechałem. Czy komuś naprawdę się wydaje, że użeranie się z księdzem czy lokalnymi władzami sprawia mi przyjemność? Nie poszedłem, żeby robić cyrk. Po co by mi to było? Ksiądz zna moją sytuację finansową. Pomoc materialna mi przysługuje.

Dyrektora Caritasu pytam, czy jeżeli pan Mirosław przyjdzie z zaświadczeniem, otrzyma paczkę. Słyszę: – Każda osoba potrzebująca pomocy zgłaszająca się do Caritasu zawsze otrzymywała i otrzyma od nas pomoc, jeżeli przedstawi stosowne dokumenty, m.in. zaświadczenia o dochodach. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy dla 800 osób wieczerzę wigilijną oraz wydaliśmy dla potrzebujących 1500 paczek. Codziennie w naszej jadłodajni wydajemy 434 posiłki dla ubogich. Przez cały rok ludziom potrzebującym wykupujemy leki, opłacamy media, kupujemy opał na zimę. Każda osoba będąca w jakiejkolwiek potrzebie zawsze zostaje przez nas obdarowana.

Następnego dnia ks. Janiec oddzwania. – Z informacji, jakie udało mi się uzyskać, wynika, że dochody pana Pieli przekroczyły kwotę, do jakiej udzielamy pomocy – mówi.

Jak organizacja z obywatelem

Dorota Setniewska ze stowarzyszenia Klon/Jawor, monitorującego aktywność społeczną Polaków i prowadzącego portal Ngo.pl o organizacjach pozarządowych, zastrzega, że tej historii nie zna, więc trudno jej ją oceniać. Przestrzega jednak przed zbyt pochopnym ocenianiem działalności organizacji na podstawie jednostkowego przypadku. – By to zrobić, należy sprawdzić, czy wywiązują się z obowiązków, jakie nakłada na nie prawo, i co mają zapisane w statucie. W nim możemy znaleźć informacje, komu pomagają – czy tylko określonej grupie, czy niejako „ponad podziałami”, wszystkim. Jeżeli jest w nim jasno sprecyzowane komu, to mają do tego prawo – tłumaczy.

Monika Chrzczonowicz (Klon/Jawor) dodaje: – Nie lubię nagonek na organizacje pożytku publicznego. Błędy są rzeczą ludzką, a wnioski z nich płynące powinny służyć lepszej i bardziej przejrzystej działalności w przyszłości. Ogólnie wsparcie, jakiego udzielają takie organizacje jak Caritas czy WOŚP, oceniam bardzo dobrze, wypełniają dużą lukę, jeśli chodzi o bezpośrednią pomoc niesioną osobom potrzebującym – bardzo różnym osobom.

I podkreśla, że sprawozdania z działalności wszystkich organizacji są jawne, więc każdy może do nich zajrzeć. – Choć oczywiście nie każdy musi umieć je czytać. Dlatego warto, by prostym językiem organizacje komunikowały się ze społeczeństwem. I jeśli z jakichś powodów, choćby statutowych czy wypływających z zastrzeżeń darczyńców, nie mogą komuś pomóc, jasno to tłumaczyły – zachęca.

[2014.02.18] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: