FiM – Cud nad Wisłokiem

Rzeszów, 27 sierpnia Anno Domini 2002. W rządzonym przez prawicę najczarniejszym z czarnych miast wydarzył się cud niesłychany! Otóż zarząd miasta i radni… sprzeciwili się księdzu!

Radni wycofali z porządku obrad uchwałę, która mogła na cacy załatwić jednego z lokalnych przedsiębiorców. Rzeczony biznesmen za żadne skarby nie chciał się zgodzić na proponowaną przez księdza i radę parafialną zmianę planu zagospodarowania przestrzennego terenu, na którym ma swoją działkę. On, czyli przedsiębiorca, chciał tam wybudować biurowiec i parking, a niejaki Wyskiel, z zawodu ksiądz, wymyślił, żeby na działce przedsiębiorcy pobudować park. Teren jest ładny, obok kościoła (więc jakby kościelny) zwanego przez mieszkańców „U Kapusty” (od nazwiska nieżyjącego już księdza, dzięki któremu kościół wybudowano), leży u zbiegu al. Wyzwolenia i Okulickiego. Problem w tym, że nie cały teren należy do parafii. Część działek to własność osób prywatnych. Ale i na to znalazł się sposób.

W Rzeszowie sukienkowi robią, co im do głowy przyjdzie, z przyzwoleniem prawicowych władz. Doszło do tego, że rada parafialna na osiedlu Baranówka wraz z Tadeuszem Wyskielem, proboszczem od MB Różańcowej, postanowiła zagospodarować nie tylko grunt parafialny, ale także działki należące do osób prywatnych – pechowo dla swoich właścicieli sąsiadujące z kościelnymi. Fakt, iż właściciele działek nie chcieli na to przystać, to już pikuś.

Wszystko można jakoś załatwić, szczególnie jeżeli władza jest przychylna. Zaradni członkowie rady parafialnej na rozkaz proboszcza Wyskiela pobiegli w do zarządu miasta z wnioskiem o zmianę planu zagospodarowania. Wniosek podpisało kilkanaście osób. Zarząd, żeby nie podpaść komu trzeba, zlecił natychmiast sporządzenie szczegółowego planu tegoż zagospodarowania. Wkurzyło to jednego z rzeszowskich przedsiębiorców, właściciela działek położonych na rzeczonym terenie, bo kiedy kupował areał, w planie stało jak wół, że jest on (teren a nie wół) przeznaczony na parking. Mówiło o tym specjalne oznaczenie działki: KS (czyli pod komunikację samochodową lub parking). Teraz chcieli mu tu wścibić teren zielony, bo taki lepiej pasuje przy kościele. Nagle, ni stąd, ni zowąd, działka dostała symbol ZU, czyli zieleń urządzona.

A przedsiębiorca miał ambitne plany, chciał budować biurowiec, zatrudnić około 120 bezrobotnych, których w tym mieście jest nawet więcej niż księży, a przy biurowcu zamierzał wybudować parking. Ale co tam bezrobotni. Okazało się, że na tym terenie znajdują się dwie działki należące do kościoła, które rozdzielają dwie parcele, należące do osób prywatnych. Powtórzmy, że dla tych osób to prawdziwy pech!

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ruszyła urzędnicza machina. Wystarczył wniosek rady parafialnej i kilkanaście podpisów, aby przystąpiono do zmian w planie miasta. Właściciele działek protestowali, ale olano ich równo i dalej robiono swoje.

Protestowali też okoliczni mieszkańcy: – Pani, to cyrk na resorach. Ksiądz Wyskiel myśli, że wszystko może – denerwuje się mężczyzna, którego zagadnęłam na przystanku obok kościoła. – Ja tu mieszkam, ale nikt mi nic nie dawał do podpisu. Więc jakie to jest wystąpienie w imieniu mieszkańców? Podpisało parę dewotek, i tyle.
– Ja też nie podpisywałam – wtrąca się stojąca obok kobieta. – I po co to? Taka afera. Park już jest na osiedlu, a miejsc pracy brakuje. Wiem, bo mam dwóch synów po szkołach, a bez pracy.

I pewnie, pomimo protestów i atmosfery skandalu, udałoby się nadzwyczajnie całe to krętactwo, gdyby nie rzeszowscy radni. Wykazali oni bowiem niebywałą odwagę cywilną i nie dopuścili do przeforsowania uchwały o zmianach. Ciekawe, czy załapią się na kolejną kadencję. Po takim numerze, raczej wątpię w ich wyborczy sukces.

Mimo że urzędnicy pracujący przy zmianach śpieszyli się jak diabli (trudno się dziwić, wkrótce mogą stracić stołki), nic nie wyszło na razie z planów księdza Wyskiela i jego parafialnej rady. Na jak długo? Czy cuda mogą się cofać?

[2002] FaktyiMity.pl Nr 38(133)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: