FiM – Haracz dla proboszcza

Środek Europy, XXI wiek. Pani Anna przez miesiąc jadła tylko stary chleb, aby ofiarować księdzu dobrodziejowi żądane 500 złotych.

Pani Anna dobiega 60., prawie nie chodzi. Otrzymuje rentę – niespełna 550 zł – z tytułu częściowej niezdolności do pracy. Kobieta nie jest nigdzie zatrudniona. Wciąż towarzyszy jej pytanie, czy w tym miesiącu wystarczy na opłaty, leki, chleb… Wielkanoc pani Anny wyglądała również bardzo skromnie:
– Na stole, obok święconego jajka, chleba i soli, położyłam sobie list naszego proboszcza. Proszę uwierzyć, kiedy go przeczytałam, ja – stara kobieta – rozpłakałam się jak dzieciak. Nie jestem niewierząca – jak byłam zdrowsza, to chodziłam do kościoła. Ale skąd miałam wziąć te pieniądze dla księdza? Żeby to było dziesięć złotych, tobym dała, ale on żądał aż pięćset! Przecież ja mam tyle na miesiąc…

Pani Anna przekazała nam pismo, jakie przed Wielkanocą ks. Czesław Małysa, proboszcz parafii Wniebowzięcia MNP w Woźnikach (archidiecezja krakowska), skierował do wszystkich mieszkańców. List zaczyna się od podziękowań: „Drodzy Parafianie (…) Dziękuję Waszej Rodzinie za pełny wkład 500 zł i za przekroczenie tej kwoty. DZIĘKUJĘ za Twój wkład, bo nie liczy się to, że nie było cię stać, ale to, że CHCIAŁEŚ”.

Pani Anny nie było stać, choć chciała. Do osób takich jak ona duszpasterz skierował drugą część listu:

„A może niewiele już brakuje do tej kwoty. Postaraj się, dołóż, by dołączyć do pozostałych. Uczyń to do Wielkanocy w kopercie. Chyba że masz »złą wolę« i to Cię nie interesuje. Ale proszę Cię, miej odrobinę szacunku dla Siebie i gdy zdarzy się taka okoliczność uszanuj moją »decyzję«. A wówczas Ty i Ja będziemy w porządku”.
– Do świąt nie dałam, bo nie miałam – mówi pani Anna. – Cały maj jadłam stary chleb i przetwory z tamtego lata. Uskładałam te 500 złotych, ale musiałam dołożyć z tych pieniędzy, co to je sobie zbieram na pogrzeb. Jak bym teraz umarła, to mnie pochowają jak ostatnią żebraczkę – gdzieś pod płotem albo przy śmietniku, bo tam najtaniej.

Wielkanocna „prośba” proboszcza z Woźnik nie jest wyjątkiem. Podobne listy otrzymały rodziny w Karninie, wsi podlegającej parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Deszcznie. Proboszcz – ks. Mieczysław Pospiech – twierdzi, że potrzebuje 170 tysięcy złotych na remont kościoła. W liście rozpoczętym od świątecznych życzeń nawołuje parafian do wpłacania mamony na konto lub bezpośrednio do kościelnej kasy. Jak sam przyznaje: „(…) koszty są duże. Dlatego potrzebujemy Waszej pomocy w zdobywaniu środków finansowych z zewnątrz (Gmina, Miasto, Fundacje, Firmy itp.) jak i Waszych pieniędzy, środków transportu, materiałów budowlanych itd.”.

Dla porównania dodajmy, że mniej więcej taką sumę, jakiej domaga się proboszcz, przeznaczono w br. w budżecie gminy Deszczno na wydatki związane z ochroną zdrowia.

Co jest w tej historii najsmutniejsze? Ludzie, często chorzy, starsi, ubodzy i bezrobotni zmuszani są do odejmowania sobie od ust lub do upokarzającej żebraniny gdzie się da, aby zaspokoić księżowskie ambicje. Znajdują się pod ogromną presją lokalnej społeczności, boją się wyklęcia z ambony, plotek. Tu rządzi jedna zasada: płacz i płać!

Imię bohaterki artykułu zostało na jej prośbę zmienione.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 26(225)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: