FiM – Jeszcze jeden nowy „dom”

Duchowni katoliccy z radością żegnali nieboszczkę PRL. Chyba żaden z nich nie spodziewał się, że przyjdą czasy, gdy pomyśli o „komunie” z sentymentem.

W Polsce Ludowej zdobycie pozwolenia na budowę kościoła nie było łatwe, podobnie jak zgromadzenie materiałów budowlanych. Mimo to nowe kościoły powstawały. Najczęściej jako samowole budowlane, swą architekturą w ogóle nieprzypominające obiektów sakralnych (np. słynna na cały kraj „Arka Pana”, pierwszy kościół zbudowany w robotniczej dzielnicy Krakowa – Nowej Hucie). Stawiano je nierzadko pod osłoną nocy, przebudowując pomieszczenia gospodarcze lub punkty katechetyczne.

Zdeterminowani i zjednoczeni przez proboszcza wierni nie zważali na represje, które mogły ich spotkać ze strony władzy, nie szczędzili też czasu, własnej pracy i pieniędzy. Ich ciężko ciułane ofiary były wówczas jedynym źródłem finansowania powstających świątyń.

Dziś, kiedy materiały budowlane są powszechnie dostępne, a władza Najjaśniejszej Rzeczypospolitej z własnej woli oddaje publiczne place pod budowy świątyń, prawdziwą zmorą dla niejednego budowniczego w sutannie są pieniądze. A konkretnie – ich brak. Wierni nie czują potrzeby, aby tym, co zarobili w pocie czoła, dzielić się z Kościołem. A bez nich ani rusz, bo i wykonawcy nie chcą pracować za „Bóg zapłać”.

O tym, że budowa obiektów sakralnych nie jest dziś łatwiejsza niż w czasach PRL, przekonują kikuty niedokończonych świątyń straszące na miejskich osiedlach. I nic dziwnego, skoro postawienie przeciętnej wielkości kościoła to wydatek około 3–4 mln zł. Jeśli archidiecezja chce zaszaleć i ustawić coś bardziej reprezentacyjnego, musi zdobyć około 7–8 mln złotych. Do tego, na dzień dobry dochodzi olbrzymia plebania. Księża używają więc przeróżnych forteli, aby ukończyć budowy…

###

Na warszawskim Żoliborzu od kilku lat „jednoczy wspólnotę” budowa kościoła pw. Świętych Wyznawców Ojca Rafała i Brata Alberta (fot. 1). Plany były ogromne – pokaźne mury z czerwonej cegły nawiązującej do architektury gotyku. Całości miały dopełniać strzeliste wieże, dzięki którym świątynię byłoby dobrze widać nawet z odległości kilku kilometrów. Na razie wszystko, czym można by się poszczycić, to potężny stalowy krzyż – element ołtarza polowego ustawionego na Stadionie Dziesięciolecia w czasie drugiej wizyty JPII u rodaków. Reszta to regularny plac budowy, bez nadziei na rychłe zakończenie, bo plany proboszcza Grzegorza Jankowskiego przerosły możliwości finansowe parafian.

Z podobną sytuacją zmagają się budowniczy w innych miastach. W Gdańsku kościół św. Kingi proboszcz Wiesław Srogosz stawia piąty rok (fot. 2). A tworzona przez niego świątynia będzie raczej skromna – jednonawowa i z jedną 30-metrową wieżą. Ale i na to niełatwo zdobyć fundusze: – Trudno mówić o tym, kiedy zostanie zakończona budowa kościoła. To naprawdę zależy już tylko od Bożej Opatrzności. Jeśli udałoby się zdobyć pieniądze z zewnątrz, będzie można skończyć szybko, jeśli zaś oprzemy się tylko na mieszkańcach osiedla, z pewnością proces ten potrwa znacznie dłużej – stwierdził ks. Srogosz już na samym początku budowy. Jego słowa stały się ciałem, zaś na Opatrzność Bożą, która skądinąd też ma się nie najlepiej mimo wielomilionowych dotacji ze strony rządu – nie ma co liczyć.

Od 5 lipca 1991 r. powstaje parafia Matki Boskiej Fatimskiej w Płocku (fot. 3). Tego dnia biskup Zygmunt Kamiński dokumentem o numerze 1428/91 erygował nową parafię „ku chwale Boga Wszechmogącego, ku czci Matki Bożej Fatimskiej, mając na uwadze dobra duchowe wiernych”. Poinformował jednocześnie, że „przed nową parafią stoi zadanie budowy kościoła i budynków parafialnych”. Słów hierarchy nikt sobie do serca nie wziął, bo ksiądz kanonik Stanisław Górski do dziś nie może uzbierać odpowiedniej kasy, aby dokończyć dzieła.

###

To, że wierni przestali dawać, nie jest jedynym zmartwieniem duchownych. Często mieszkańcy po prostu kościoła – w dodatku z dzwonnicą – pod oknami nie chcą. Jak ci z poznańskiego osiedla Pod Lipami. Kościół św. Karola Boromeusza, który kuria planuje ustawić w miejscu jedynego osiedlowego parku, ma stanowić wotum dziękczynne za pontyfikat Jana Pawła II. Okoliczna ludność (a przynajmniej większość) nie odczuwa potrzeby dziękczynienia, ale z jej zdaniem nikt się nie liczy. Miasto podarowało park pod budowę kościoła (mimo pism protestacyjnych, jakie mieszkańcy kierowali do prezydenta Ryszarda Grobelnego), a jego przyszły proboszcz ksiądz Grzegorz Szafraniak zatknął krzyż i postawił wiatę, w której już odprawia nabożeństwa. – Kościołów w Poznaniu jest tak dużo, że z dowolnego miejsca w mieście można przynajmniej do jednego dotrzeć w ciągu kwadransa – tłumaczy jedna z mieszkanek osiedla, która po zwieńczeniu budowy będzie mogła wysłuchiwać mszy z okna, z czego bynajmniej nie jest zadowolona.

Kapłani chętnie korzystają z numeru na JPII. Tak jest na przykład na Podhalu, gdzie w ramach wdzięczności za pontyfikat górale stawiają… trzy kościoły (w Nowym Targu, Podsraniu i Długopolu), które tylko czekają, aż Wojtyła zostanie ogłoszony błogosławionym, aby przyjąć jego imię.

Na dobry marketingowo pomysł wpadli także księża z Rybnika. Tutaj, na osiedlu Nowiny, ma powstać nowa świątynia. Druga. Celowość inwestycji przyszły proboszcz ksiądz Marek Biernacki tłumaczy tym, że kościół ma powstać w jednym z najniebezpieczniejszych rejonów miasta, gdzie tylko w ostatnim roku policja interweniowała 309 razy. Bliskość świątyni miałaby te statystyki poprawić…

Polskojęzyczny kler watykański z rozrzewnieniem może zatem wspominać zapał i gorliwość wiernych sprzed 20–30 lat. Wtedy, rozpoczynając budowę świątyni, proboszcz mógł przy okazji z samych tylko datków postawić sobie dom na starsze lata i po drodze zmienić kilka samochodów. Obecnie nawet stare kościoły zaczynają świecić pustkami. Mimo to w kuriach, gdzie czas się zatrzymał, niezmiennie widać parcie na nowe budowy. Wygląda na to, że biskupi żyją wspomnieniami… o komunie.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 35(391)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: