FiM – Kościół na chama

Ludzie w Kielcach – chyba z głodu i bezrobocia – postradali rozum całkowicie. Nie chcą nowego kościoła! Na szczęście mają księdza Skotnickiego, który wie, co dla jego owieczek jest najlepsze.

Rodziny z ulic Urzędniczej i Słonecznej w Kielcach już od kilkunastu lat walczą o niewielki plac przy swoich blokach, który służył im jako teren rekreacyjno-wypoczynkowy. W okresie PRL-u, w ramach tzw. dogęszczania miał stanąć tu budynek dla partyjnych prominentów. Jednak mieszkańcy gotowi byli własnymi piersiami bronić swojego kawałka wolności, więc ludowa władza podwinęła ogon pod siebie, a ówczesny wojewoda wydał decyzję, która wykluczała budowę jakichkolwiek obiektów w tym miejscu. Ponadto architekci udowodnili, że teren byłby zbyt zagęszczony zabudowaniami.

Kolejną zwycięską batalię o plac mieszkańcy stoczyli w 1986 r., kiedy to Spółdzielnia Mieszkaniowa „Armatury” chciała tam postawić blok mieszkalny. Po kilkunastu latach spokoju sprawa wróciła.

Do ataku przystąpiła teraz persona daleko potężniejsza niż jakiś tam sekretarz PZPR: miejscowy ks. proboszcz Edward Skotnicki mianowicie. Pleban wpadł na pomysł, by pomiędzy bloki wcisnąć jeszcze kościół. Mimo iż dotychczasowy stoi zaledwie w odległości 200 m. – Jedynym argumentem proboszcza jest bliskość istniejącej już plebani, dzięki czemu ksiądz będzie mógł w bamboszkach przechodzić do nowego budynku – śmieją się ludzie, choć jest to śmiech przez łzy.

Skotnickiego nie wzruszają argumenty parafian, że dzieci stracą plac zabaw i boisko, że nie będzie gdzie wyjść na spacer, wytrzepać chodnika, nie mówiąc już o waleniu w dzwony obok balkonów, czy zaciemnieniu ich mieszkań przez kościelną bryłę. Nie obchodzi go los 200 rodzin, które przez kilka lat będą żyły dosłownie na placu budowy, a następne spędzą w kościelnym getcie dźwięków i gwaru. Zdesperowani ludzie chcieli się nawet opodatkować, byle proboszcz rozbudował istniejący już budynek kościoła, a nie zabierał skrawka przestrzeni wokół ich mieszkań. Na próżno. Wielebny nie zgodził się też na kilka innych lokalizacji kościoła, które mu sugerowano.

Głuchy na prośby parafian, jak gdyby nigdy nic właśnie poświęcił plac i przystąpił do budowy świątyni. Zdaniem mieszkańców, pozwolenie na jej budowę wydane przez władze miasta było bezprawne. Uważają, że kościelne dzwonienie odbije się na ich zdrowiu. Ludzie mają też podstawową wątpliwość, czy kościół jest zwykłym budynkiem mieszkalnym, czy też usługowym, jak to zapisano w planach zagospodarowania przestrzennego i pytają, dlaczego wydano decyzję na tak bez odpowiednich planów i pozwoleń. Cała nadzieja w wojewodzie i Naczelnym Sądzie Administracyjnym, który może odpowiedzieć na skargę złożoną przez mieszkańców pozytywnie i cofnąć zgodę na sakralną inwestycję.

Plebanowi bardzo się spieszy. Ogrodził już teren, wprowadził ciężki sprzęt i robotników. No i co? No i stanie kolejny maszkaron architektoniczny, wbrew woli społeczności, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew prawu, na chama. Parę kieleckich kółek różańcowych obmodli mury i załatwi frekwencję. Niepokorna reszta zostanie wciągnięta na nowe kartoteki parafialne i spacyfikowana groźbą pozbawienia posług duszpasterskich. Stopery do uszu, łyknąć se relanium i ani mru-mru!

[2002] FaktyiMity.pl Nr 40(135)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: