FiM – Czarne faktury

Potwierdziliśmy nasze przypuszczenia, że długi kościelnego wydawnictwa „Stella Maris” w Gdańsku to zaledwie czubek góry lodowej. Już dziś wiadomo, że mamy do czynienia z okradaniem państwa na dziesiątki milionów. Złodziejami byli ludzie blisko związani z arcybiskupem Tadeuszem Gocłowskim.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. Na razie nie jest znana skala oszustw, ale mówi się o 60, a nawet 100 milionach złotych.

Prokurator apelacyjny w Gdańsku, Janusz Kaczmarek, nie chce mówić o szczegółach, zasłaniając się dobrem śledztwa, ale potwierdza, że ma ono charakter wielowątkowy. Z innych źródeł udało nam się dowiedzieć, iż w sprawę umoczonych jest m.in. dwóch byłych dyrektorów wydawnictwa: Tomasz Weiberger, rzutki biznesmen, a także ks. kanonik Zbigniew Bryk, proboszcz parafii św. Bernarda w Sopocie, niegdyś kapelan abp. Gocłowskiego, dziś prezes Fundacji im. Brata Alberta i dyrektor gdańskiego Radia Plus. Ten ostatni należy od wielu lat do zauszników arcybiskupa i realizuje najtrudniejsze zadania zlecone przez szefa. To właśnie ks. Bryk odpowiadał przed laty za przygotowanie papieskiej wizyty na Wybrzeżu.

„Stella Maris”, wyposażona za pieniądze wiernych w najnowocześniejsze urządzenia drukarskie i jako firma kościelna nie płacąca podatków, już od dawna rozpychała się łokciami na trudnym rynku poligraficznym, świadcząc typowo komercyjne usługi, które nie miały nic wspólnego z wiarą i religią, rujnując przy okazji wielu uczciwie pracujących drukarzy. Okazało się, że wielki szmal płynący z kręcenia tego interesu nie zadowalał jednak szefów wydawnictwa, a zapewne także ich pryncypałów. Dlatego postanowili zarobić na lewych fakturach. Na tym procederze „przewiozło” się już wielu oszustów, ale szefowie „Stella Maris” nie dopuszczali nigdy myśli, że w ich kościelnym biznesie może pojawić się jakaś cywilna kontrola. Kilkanaście miesięcy temu wydawnictwo znalazło się jednak pod lupą inspektorów „skarbówki” i policjantów z ABW. Arcybiskup Gocłowski, któremu podlega ten cały interes, szybciutko usunął z dyrektorskiego stołka ks. Bryka i poprzez swoich urzędników natychmiast ogłosił publicznie, że wszystko jest na dobrej drodze i że długi zostaną spłacone. Ostudziło to nieco nastroje, bo komornicy zaczęli już pukać do drzwi archidiecezji i kłaść łapę na majątku Krk. Archidiecezja wskazała też kozła ofiarnego – poprzednika ks. Bryka – Tomasza Weinbergera (syna znanego prawnika). Niektórzy mówią, że to właśnie on zainicjował szwindle, ale nie brak głosów, że przy ks. Bryku był on zwyczajną płotką. Czy rzeczywiście Weinberger zainicjował szwindle – wyjaśni zapewne śledztwo. Być może przy okazji uda się też ujawnić związki ze sprawą wielu innych osób, m.in. znanego w Gdańsku prawnika Janusza B.

Na czym polegały kanty archidiecezjalnego wydawnictwa? Otóż księża, szefowie „Stella Maris”, wystawiali (za godziwe łapówki) faktury innym
firmom na towary i usługi, których wydawnictwo wcale nie świadczyło. Tym sposobem kontrahenci „Stelli” zwiększali swoje koszty i odzyskiwali podatek VAT. Państwo (czyli my) traciło góry pieniędzy, ale Kościół – jak zwykle – nie tracił nic, bo nie musiał odprowadzać podatku od tych transakcji. Zwykły śmiertelnik o czymś takim może tylko pomarzyć.

Funkcjonariusze ABW rozpracowują teraz liczne firmy „kooperujące” z archidiecezjalnym wydawnictwem. Przeprowadzały one pojedyncze transakcje nawet kilkumilionowej wartości. Ksiądz dyrektor Bryk tak był pewien doskonałości procederu uprawianego w „Stella Maris”, że wypłacał pieniądze nawet firmom, które nie istniały. Jednemu z takich fikcyjnych dostawców papieru zapłacił ponad 20 mln zł, wypisując przy
okazji fikcyjną fakturkę. W papierach niby wszystko się zgadzało, ale upierdliwi kontrolerzy za nic nie mogli odnaleźć kooperanta…

Kto stoi za tym wszystkim? Można się domyślać, że pieniądze zasilały kościelną kasę, tak jak to się stało choćby w sławnej aferze ks. Halberdy z Elbląga. Jest prawie niemożliwe, by o tym procederze nie wiedział główny sternik archidiecezji.

Prokuratura apelacyjna zapowiada, że za kilka tygodni udostępni opinii publicznej pierwsze wyniki śledztwa. Czy odpowiedzą one na pojawiające się już dziś pytania? Z pewnością nie. Jak stwierdził oficjalnie wikariusz generalny kurii w Gdańsku ks. dr Wiesław Lauer, „nie ma powodów do obaw o przyszłość”. Słowa te miały uspokoić zarówno dłużników (m.in. Kredyt Bank SA w Gdańsku, domagający się zwrotu 14 mln zł), jak i tych, którzy oczekują na wyjaśnienie kulis kościelnych przekrętów. O szwindlach w „Stella Maris” abp Gocłowski wiedział już wiele miesięcy temu, było więc dużo czasu, by to i owo wyczyścić.

W poprzednim numerze „FiM” napisaliśmy, że „Stella Maris” umoczona jest też w pranie brudnych pieniędzy. Teraz uzyskaliśmy jasne tego potwierdzenie:
– Czy wydawnictwo zajmowało się tym procederem? – zapytaliśmy wprost gdańskiego prokuratora apelacyjnego, Janusza Kaczmarka.
– Tak!
– Czy chodzi o pieniądze z narkotyków?
– …

[2003] FaktyiMity.pl Nr 1(148)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: