Ksiądz: ‚Małe dzieci nie muszą chodzić do kościoła’

– Nawet podczas tej mszy, przed którą odbyła się skromna pikieta przeciwko mnie, na której był tłum dzieci, niech pani mi uwierzy: cisza w kościele była idealna – mówi ks. Józef Mikołajczak, proboszcz parafii w Obrzycku

Natalia Mazur: – Co się wydarzyło w piątek 7 lutego w kościele w Piotrowie?

Ks. Józef Mikołajczak, proboszcz parafii pw. Piotra i Pawła w Obrzycku: Była msza święta, brało w niej udział ok. 50 osób: głównie dzieci, młodzież gimnazjalna, nieliczna grupa dorosłych. Przedtem spowiadałem. Nie zarejestrowałem w swojej pamięci żadnego wydarzenia, żadnego niepokoju. Po mszy świętej rozdałem dzieciom hasło pierwszopiątkowe i wszyscy rozeszli się do domów. W poniedziałek 10 lutego odebrałem telefon z Radia Merkury: „Czy ksiądz uderzył dziecko podczas mszy świętej?”. Struchlałem. Nic takiego nie miało miejsca.

To skąd oskarżenie o pobicie?

– Po tych telefonach – bo dzwoniło jeszcze TVN 24 – zacząłem szukać w pamięci, co mogło się zdarzyć, co mogło wywołać niepokój? Przypomniałem sobie, że podczas rozdawania komunii świętej upuściłem Najświętszy Sakrament. Dla księdza ochrona Najświętszego Sakramentu to ochrona największego skarbu, byłem skoncentrowany tylko na tym, by nie doszło do profanacji. Podniosłem najświętszą hostię, odłożyłem na korporał, spożyłem, wracając do tabernakulum. Taka jest procedura. Żadne dziecko nie wybiegło z płaczem z kościoła. Do dziś nie przyszli też do mnie rodzice żadnego dziecka, z żadną wątpliwością, zapytaniem. Ponoć we wtorek udali się do prokuratury. A już wcześniej, w niedzielę po południu, ktoś, nie wiem kto, umieścił na którymś portalu społecznościowym wpis, że ksiądz podczas mszy świętej uderzył otwartą dłonią dziecko w twarz. Ponoć w internecie rozpętała się straszna nagonka. Moi przyjaciele mówią mi: „nie zaglądaj tam, bo się rozchorujesz”. A ja cały czas zastanawiam się, dlaczego nikt nie przyszedł do mnie, tylko wymyślił taką formułę, że uruchamia działania przeciwko mnie w mediach, jednocześnie kryjąc swoją twarz? Dopiero w ostatnią niedzielę 16 lutego rodzice dziecka pokazali swoje twarze w telewizji.

W ostatnią niedzielę podczas mszy mówił ksiądz, że coś się mogło wydarzyć właśnie wtedy, gdy spadła hostia.

– To, że hostia upadła, to zawsze wina szafarza. Ale dziecko mogło się zaniepokoić, próbować ją podnieść. Sięgając po Najświętszy Sakrament, mogłem w jakiś sposób powstrzymać je odruchowo drugą ręką. Mój gest mógł być przez to dziecko opacznie zrozumiany. Opowiedziałem parafianom, jak się sprawa przedstawia, bardzo spokojnie i dokładnie, z podaniem nazwisk osób dorosłych – uczestników piątkowej liturgii, m.in. małżeństwa z piątką dzieci, które też brało udział w piątkowej mszy, i wszyscy, oprócz najmłodszego dwulatka podchodzili do komunii. Oni też nic nie zauważyli.

Spotkał się ksiądz z rodzicami tego dziecka, próbował wyjaśnić sprawę?

– Dopiero w czwartek 13 lutego pan kościelny powiedział mi, o kogo może chodzić. Wcześniej nie kojarzyłem ani dziecka, ani jego rodziców. Nie wiem jednak, czy w sytuacji, gdy oni nie chcą do mnie przyjść, powinienem szukać tego kontaktu. Choć może to błąd. Jeśli komuś zależy na wyjaśnieniu sprawy, to rozmowa jest konieczna. Przypuszczam jednak, że nie o fakty w całej tej historii chodziło, skoro mnie od początku omijano.

„Głos Wielkopolski” cytował dziewczynę, która twierdzi, że jej siostra też została uderzona przez księdza w twarz.

– Nic takiego nigdy nie miało miejsca. To są informacje rozpowszechniane przez nieżyczliwych mi ludzi. Mam nadzieję, że takie rozpowszechnianie nieprawdy jest karalne.

Parafianie opowiadają też, że nie pozwala ksiądz płakać dzieciom podczas mszy.

– Jestem proboszczem parafii w Obrzycku od 15 lat i od początku dbam o ciszę podczas liturgii. Tłumaczę ludziom, że warunkiem skupienia w modlitwie jest zachowanie ciszy. Stąd ukuło się powiedzenie: ksiądz w Obrzycku nie lubi dzieci.

Co ksiądz robi, gdy dziecko płacze?

– Jeżeli to trwa dłuższą chwilę i widać, że rodzice nie reagują, przerywam na chwilę liturgię, żeby w ten sposób zwrócić im uwagę. Ten płacz przeszkadza nie tylko mi, ale też ludziom, którzy uczestniczą we mszy. 15 lat temu, kiedy przyjąłem taki kierunek postępowania, słyszałem głosy ludzi starszych: „No, wreszcie ktoś zwrócił uwagę, że msza święta wymaga pewnych warunków”. Jeden z wikariuszy, który był u nas krótko, bo dostał awans na probostwo, powiedział na pożegnalnej mszy świętej, że po raz pierwszy był w parafii, gdzie podczas nabożeństwa dzieci nie biegają po kościele, a ludzie w skupieniu słuchają. Dla mnie to był największy komplement. Jestem księdzem od 38 lat, wszystkie homilie przygotowuję pisemnie. Nie można gadać co ślina na język przyniesie, należy się przygotować, to wyraz szacunku do ludzi. Tym bardziej zależy mi, żeby ten przekaz odbywał się w warunkach optymalnych. Niektórzy mówią mi, że przerywanie mszy bardziej ich rozprasza niż płacz dziecka. Wiem jednak, że nie jestem jedynym księdzem, który oczekując ciszy w liturgii, przerywa mszę.

To gdzie jest w kościele miejsce dla dzieci?

– Są rodzice, którzy potrafią jakoś zapanować nad dziećmi. Albo jeśli warunki pozwalają, wychodzą na zewnątrz. Tam też jest nagłośnienie. Małe dzieci nie mają obowiązku i nie muszą przychodzić na mszę. Kiedy jest dobry moment, by zaczęły na nią chodzić? To kwestia wyczucia. Dopiero gdy dziecko rozumie sytuację i wie, że w tym miejscu trzeba być cicho, można je zabierać do kościoła. Dziecięca msza święta także kierowana jest do tych dzieci, z którymi można już nawiązać kontakt.

Wiem, że sprawa jest dyskusyjna, niektórzy twierdzą, że dziecko ma od maleńkości nasiąkać atmosferą mszy. W przypadku niemowlaka za wcześnie, żeby mówić o jakimś wpływie. Co więcej, niektórzy przychodzą na mszę świętą, żeby przy okazji pokazać dzieci, wnuki. Miałem parafiankę, z którą się na ten temat spierałem. Przychodziła na msze z małym wnukiem. Po jakimś czasie zmieniła zdanie. Przeczytała książkę o tym, czym jest Eucharystia i stwierdziła: „Miał ksiądz rację”. Cieszy mnie, że przynajmniej tę jedną osobę udało się przekonać. Wszystkich jest trudno.

Zrobiłem kiedyś specjalną mszę, zaprosiłem rodziców z najmniejszymi dziećmi. Powiedziałem: jeśli państwo biorą do kościoła niemowlę, musicie się nim cały czas zajmować. Nie ma więc mowy, żeby państwo naprawdę uczestniczyli we mszy świętej.

Zdarza się, że rodzice jeżdżą z dzieckiem w wózku po kościele, dają chrupki do jedzenia. Uważam, że to są zachowania niewłaściwe.

A co z rodzinami, które nie mają z kim zostawić dzieci?

– Można się wymieniać, jest przecież także sobotnia msza wieczorna. Rozumiem, że to jest trudne, jeśli konieczny jest dojazd do kościoła. Można przyjść z każdym dzieckiem na mszę, ale trzeba zachowywać się z wyczuciem. Zresztą nawet jeśli ja na chwilę przerwę nabożeństwo, to nie znaczy, że mam do kogoś pretensje.

Co z chrztami? Podczas chrztu dzieci często płaczą.

– I mają do tego pełne prawo. U nas w parafii chrzty odbywają się poza mszą święta. Jeżeli ktoś sobie życzy chrztu podczas mszy świętej, organizujemy osobne nabożeństwo, poza harmonogramem.

Swoją postawą naraził się ksiądz parafianom.

– Potrafię wskazać bardzo konkretne źródła niechęci. Przychodzi np. do kościoła kobieta z odkrytymi ramionami. Nigdzie w Rzymie, do żadnej bazyliki by nie weszła. Po mszy podchodzę do niej, mówię: „to strój nieodpowiedni”. Dyskretnie, tak żeby słyszała to tylko ta jedna osoba. Rezultat jest taki, że już jestem wrogiem.

Uważam, że pewne zachowania powinny być respektowane. Dbam o pryncypia. Może nad formą obrony zasad trzeba się w moim przypadku zastanowić.

Przyjęta przez księdza praktyka przynosi efekty?

– Bardzo dawno nie widziałem, żeby ktoś żuł gumę w kościele. Zdarza się to jeszcze na ślubach, na które przychodzą ludzie z zewnątrz, spoza parafii. Pamiętam, jak kiedyś zaprosiłem rekolekcjonistę. Wchodzimy do zakrystii, a rekolekcjonista mówi: „Słuchaj, nikt nie przyszedł. Nic nie słychać”. Mówię mu: „To wejdź do kościoła”. Cała szkoła siedziała grzecznie, cicho, było tylko słychać, jak muchy latają.

Może przeceniałem wartość tej ciszy? Może nie było warto tak bardzo o nią walczyć kosztem niechęci parafian? Rozumiem, że gdzieś musiałem popełnić jakieś błędy. Ktoś to niezadowolenie gdzieś w środku przechowywał. I to teraz wybuchło.

Tysiąc osób podpisało skargę na księdza do kurii, cała parafia liczy 5,5 tysiąca.

– Ten tysiąc można by przebić innym komunikatem. Moi znajomi mówią, że mogą zebrać 3,8 tys. głosów poparcia. Poprosiłem, by tego nie robili. Ja nie chcę dzielić parafian. Ludzie wypowiadający się negatywnie, to ludzie w jakiś sposób zranieni, zagubieni.

Domagają się usunięcia księdza z parafii.

– O tym, gdzie ksiądz pracuje, decyduje biskup. To, co się dzieje, to dla mnie ważne doświadczenie, motywacja do rachunku sumienia, sygnał, bym przemyślał swoją metodę duszpasterzowania. Coś musi być nie tak, skoro mogły powstać tak negatywne emocje. Przekonany do swoich racji, do swoich zasad, zostawiałem gdzieś z tyłu ludzi, którzy byli niezadowoleni. Byłem przekonany, że skoro postępuję w zgodzie z zasadami, wymagam tego, co wynika ze wskazań Kościoła, to nie ma tematu. A może trzeba było cierpliwie przekonywać, pochylić się, a nie tylko przekazywać i egzekwować?

Nie powiedział ksiądz tego dziennikarzom, którzy przyjechali na niedzielną mszę.

– Gdy wyszedłem z kościoła, otoczyło mnie grono z mikrofonami, z pytaniami poniżej pasa. Bo jeżeli ktoś pyta „dlaczego ksiądz bije dzieci?”, to ja nie wiem, co odpowiedzieć.

Co teraz ksiądz zamierza?

– Pewnymi sprawami powinien się zająć prokurator. Jeżeli ktoś do mnie nie przychodzi, tylko informuje internet, media, które potem mnie osaczają, to dla mnie to jest mechanizm nieuczciwy. Rozważamy z prawnikami, co z tym zrobić.

A co z parafianami? Spotka się ksiądz z nimi, porozmawia?

– Jestem otwarty na rozmowy, ale nie za pośrednictwem internetu, mediów. Spotkajmy się i rozmawiajmy. Nie mam żalu do nikogo, nie mam potrzeby rewanżu. Nie o to chodzi, by złe emocje potęgować. Trzeba się raczej zastanowić, jak je rozładować.

Myślę jednak, że z idei ciszy podczas liturgii nie warto rezygnować. A jeśli chodzi o to, co często jest podnoszone: że przerywam mszę i to przeszkadza, mówię: OK, nie będę przerywał. Wydaje mi się, że ludzie zrozumieli wartość tej ciszy. Nawet podczas tej mszy, przed którą odbyła się skromna pikieta przeciwko mnie, na której był tłum dzieci, niech pani mi uwierzy: cisza w kościele była idealna.

Co się wydarzyło w Obrzycku?

O parafii pw. Piotra i Pawła w Obrzycku k. Szamotuł zrobiło się głośno w pierwszy piątek lutego. W czasie mszy ks. proboszcz Józef Mikołajczak miał uderzyć 10-letniego Kubę. Świadkowie mówią, że w czasie komunii ksiądz upuścił opłatek, Kuba chciał go podnieść – i wtedy dostał w twarz. – My nie stosujemy kar cielesnych. Więc jakim prawem proboszcz uderzył naszego syna? – pytała Anna Tomczak, matka Kuby. – Syn teraz boi się chodzić do kościoła – opowiadała.

O sprawie od razu poinformowała na Facebooku znajoma rodziców. Ona też zaczęła organizować wśród parafian protest przeciwko proboszczowi. Pod skargą i apelem o odwołanie proboszcza jak do tej pory podpisało się 1069 osób. Pismo już trafiło do kurii.

Rodzice Kuby nie rozmawiali z księdzem. – Po co? – pyta ojciec Kuby. – Jeśli ktoś coś zrobi, to on powinien przyjść, wytłumaczyć się. Nie chodzi się do sprawcy z pytaniem: dlaczego? – mówi.

Tomczakowie zgłosili sprawę do prokuratury w Szamotułach. – Zawiadomienie ojca poszkodowanego wpłynęło do prokuratury. Po jego analizie uznałem, że należy wszcząć postępowanie z urzędu – mówi nadzorujący śledztwo prokurator Marek Piegat z Prokuratury Rejonowej w Szamotułach. Jak dodaje, sprawa będzie prowadzona na wniosek poszkodowanego, ale też z urzędu. – Podjąłem taką decyzję z uwagi na to, że czynu miała się dopuścić osoba zajmująca wysoką pozycję w społeczności, w miejscu publicznym, przeciwko małoletniemu – wyjaśnia prokurator.

W najbliższych dniach zostaną przesłuchani świadkowie zdarzenia, a także poszkodowany chłopiec. Następnie prokuratura przesłucha księdza. Jeżeli potwierdzi się, że ten faktycznie uderzył 10-latka, zostanie mu postawiony zarzut naruszenia nietykalności cielesnej.

[2014.02.25] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: