FiM – O tych, co nigdy nie odmawiają…

Jeśli – przejeżdżając przez Sanok – usłyszysz pisk, to wiedz, że nie jest to dźwięk wydawany przez produkowane tu niegdyś opony. Tak piszczy bieda, bo w mieście brakuje już pieniędzy na wszystko. Z wyjątkiem forsy na prezenty dla Kościoła.

Mechanizm jest prosty: najpierw – bez jakiegokolwiek pozwolenia – w atrakcyjnym miejscu, na górce, wyrastają mury kościoła, potem ksiądz proboszcz z wianuszkiem parafian łaskawie zgadza się na płacenie dzierżawy za użytkowaną ziemię, a po latach realizuje ostatni etap zawłaszczenia, czyli występuje o przekazanie gruntu za symboliczną złotówkę. W większości przypadków ten scenariusz okazuje się nadzwyczaj skuteczny.

Już niejednokrotnie pisaliśmy o tej metodzie okradania społeczeństwa i budowania kościelnego imperium. Tak stało się niedawno w Tczewie i w Wolinie, a ostatnio w Sanoku, 40-tysięcznym mieście trapionym dziś przez nędzę i 18-procentowe bezrobocie, w którym funkcjonuje aż siedem kościołów. Miastem od lat rządzi prawica, której „urokowi” ulega nawet tzw. lewica.

28 maja br. Rada Miasta Sanoka podjęła decyzję o sprzedaży parafii Chrystusa Króla przy ul. Jana Pawła II działki o pow. ponad 9,3 tys. mkw. Gdyby parafia nabywała atrakcyjną działkę w podobny sposób, jak czyni to przeciętny śmiertelnik, nie byłoby problemu. Ale gdzież tam śmiertelnikowi do parafii…

Było tak: na początku lat 90. miejscowym przykościółkowym zamarzyła się jeszcze jedna świątynia. Mimo że ziemia nie należała do Krk, nic nie mogło stanąć na przeszkodzie, by wkrótce wyrosły na niej mury wyjątkowo brzydkiego „domu bożego”. Ponieważ tu i ówdzie dało się słyszeć bezczelne głosy o łamaniu prawa przez księży, dla świętego spokoju do kasy miejskiej wpłacali oni trochę pieniędzy tytułem dzierżawy.

Sutannowcy, by nie płacić miastu kasy, wystąpili do samorządu o sprzedaż gruntu. Słowo „sprzedaż” nie jest jednak w tym przypadku adekwatne. Ostatecznie Rada Miasta zdecydowała o sprezentowaniu – pardon – sprzedaży wspomnianej działki z… 95-procentową bonifikatą. Rzeczoznawca majątkowy wycenił grunt na 110 tys. złotych, więc parafia zapłaciła jedynie 5,5 tys. złociszy rozłożonych na dogodne raty.

Taki oto „interes” zrobiło miasto, pozbywając się atrakcyjnej działki i tracąc przy okazji kupę forsy, podczas gdy brakuje grosza na zapomogi dla bezrobotnych czy choćby łatanie dziur w jezdniach.
– To wstyd nie tylko dla radnych, którzy godzą się na dawanie ludziom 20-złotowych miesięcznych zapomóg, ale i dla księży okradających miasto – mówi mieszkaniec Sanoka Karol Wójcikowski.
– Pod uchwałą Rady Miasta Sanoka dotyczącą sprzedaży działki dla parafii Chrystusa Króla podpisał się SLD-owski przewodniczący Jan Pawlik – mówi Karol Kip.
– Nie będę głosować na takiego lewicowca. Decyzję rady firmuje również lewicowy wiceburmistrz Stanisław Czermek. Gwoli ścisłości, jako radny sprzeciwiał się on podjęciu wspomnianej uchwały, ale widocznie wyższe stanowisko zobowiązuje…
do wchodzenia watykańczykom w cztery litery.
– Działkę pod kościół Chrystusa Króla sprzedaliśmy w wieczyste użytkowanie, na wniosek parafian – wyjaśnia Czermek. – Nie mogliśmy odmówić parafianom, a wysokość ulgi – to wola radnych. Gdyby nie podjęto takiej decyzji, za działkę musieliby zapłacić parafianie, którzy już wcześniej wydali sporo pieniędzy na budowę świątyni. Nie mieliśmy sumienia obciążać ich dodatkowymi kosztami.

Wiceburmistrz Czermek nie dostrzega żadnego związku między 18-procentowym bezrobociem oraz biedą w mieście a „prezentem” dla parafii Chrystusa Króla.

W Sanoku, gdzie bezrobocie staje się zawodem, a bieda sposobem na życie, to nie jedyny prezent władz dla Krk. W dzielnicy Olchowce, w bardzo atrakcyjnym i eksponowanym miejscu na wzgórzu, stanąć ma jeszcze jedna świątynia. Biskup przemyski wystąpił już do władz miasta o „sprzedaż” 5-hektarowej działki. Jak należy się domyślać – także z potężną bonifikatą. Władzom Sanoka życzymy: Szczęść Boże!

[2002] FaktyiMity.pl Nr 38(133)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: