Czy ksiądz uderzył dziecko w czasie rozdawania komunii?

Parafianie oskarżają proboszcza, że publicznie spoliczkował chłopca. Ksiądz zaprzecza. Rodzice skierowali sprawę do prokuratury.

Pierwszy piątek lutego, godz. 15.30, kościół w Piotrowie koło Szamotuł w Wielkopolsce. Do komunii przystępuje 10-letni Kuba Tomczak. Ksiądz proboszcz Józef Mikołajczak podchodzi do chłopca, trzymając hostię. Upuszcza ją, chce się schylić, podnieść. Kuba robi to samo. Według relacji wiernych ksiądz policzkuje dziecko.

– Kuba się rozpłakał, od razu poszedł usiąść w ławce, potem wybiegł z kościoła – opowiada kolega.

W domu Kuba mówi mamie, co się stało. – Byłem w pracy, kiedy zadzwoniła żona – relacjonuje Roman Tomczak, ojciec Kuby. – Postanowiłem zgłosić sprawę na policję.

Do księdza nie poszedł. Nie żądał wyjaśnień. – Po co? – pyta. – To on powinien przyjść do nas, po tym co zrobił.

Podkreśla, że przeciwko Kościołowi nie występuje.

– Moja rodzina jest wierząca, chcemy uczestniczyć w mszach.

Anna Tomczak, mama Kuby: – My naszego dziecka nie bijemy, nie stosujemy kar cielesnych. Uderzenie Kuby w twarz było nie tyle bolesne, ile upokarzające. Jakim prawem? On teraz boi się chodzić do kościoła, myślimy o posłaniu go do psychologa. Jesteśmy spokojną rodziną, nie mamy żadnych ukrytych motywów, żeby szkodzić proboszczowi.

Wierni: „Ksiądz szarpie dzieci oraz młodzież”

Wierni mówią, że w parafii Piotra i Pawła od lat nie dzieje się dobrze. – Chodziliśmy z dziećmi do kościoła, ale ksiądz wypraszał – a to dziecko kaszlnęło, a to zapłakało – mówi Rozalia Jechalik, matka dwójki dzieci.

16 lutego parafianie organizują pikietę pod kościołem. Przed budynkiem zbiera się kilkanaście osób. Rozwijają transparent z napisem: „Wszystkie dzieci należą do Kościoła”. Dziennikarzy jest więcej niż protestujących. Spośród tych drugich w oczy najbardziej rzuca się Alina Kramer, znajoma Tomczaków, która jako pierwsza podała informację o „policzku” na Facebooku. Codziennie zamieszcza na portalu nowe informacje – wrzuca linki do artykułów o księdzu, apeluje, żeby w następną niedzielę na tacę rzucać tylko groszaki. Chętnie wypowiada się dla mediów. – Od paru lat już nie chodzę do kościoła – opowiada. – Właśnie przez takich duchownych. Ta sprawa to skandal. Cała Polska powinna o niej mówić.

Pikietujący mają przy sobie skargę na proboszcza do metropolity poznańskiego abp. Stanisława Gądeckiego. Zaznaczają, że nie był to pierwszy incydent w karierze proboszcza: „Ksiądz słynie z agresywnych zachowań. Szarpie dzieci oraz młodzież, przerywa mszę tylko dlatego, że jakieś niemowlę zapłacze. Dzieci do kościoła chodzą w wielkim stresie” – czytamy. „Zapanowała wśród nas nerwowa atmosfera (…) osobę ks. proboszcza chcemy szanować i darzyć zaufaniem – w przypadku ks. Józefa Mikołajczaka nie jest to możliwe”. Z pisma wynika, że wielu parafian jeździ do okolicznych kościołów.

Za księdzem gnają dziennikarze, a on ich unika

Po pikiecie w czasie mszy ksiądz Mikołajczak wygłasza kazanie. Mówi w nim, jak Jezus stanął przed Kajfaszem, najwyższym kapłanem, a fałszywi świadkowie świadczyli przeciwko niemu. Na końcu mszy wygłasza oświadczenie. Dowodzi, że stał się ofiarą „nagonki medialnej” i „linczu”. Podaje też nazwisko świadka, który może potwierdzić, że dziecka nie uderzył – związanego z kościołem parafianina Michała Tomaszewskiego, ojca piątki dzieci.

Tomaszewski mówi, że niczego niepokojącego nie widział, a też przystępował do komunii.

Ksiądz wychodzi z kościoła, gnają za nim dziennikarze, on ich unika. Nazajutrz rozmawiamy na spokojnie, przy stole: – Była msza święta, dzieci, młodzież, nieliczna grupa dorosłych. Nie pamiętam niepokoju. Po mszy rozdałem dzieciom hasło pierwszopiątkowe i wszyscy rozeszli się do domów. W poniedziałek odebrałem telefon z Radia Merkury: „Czy ksiądz uderzył dziecko?”. Struchlałem. Nic takiego nie miało miejsca. Po tych telefonach – bo dzwoniło jeszcze TVN 24 – zacząłem szukać w pamięci, co mogło się zdarzyć.

Mikołajczak jest proboszczem od 15 lat, kapłanem od 38. Wie o krążącej w okolicy opinii, że nie lubi dzieci. Bo rzeczywiście: gdy dziecko na mszy zaczyna płakać, przerywa i czeka, aż zapadnie spokój.

– Tłumaczę ludziom, że warunkiem skupienia w modlitwie jest zachowanie ciszy – wyjaśnia.

„Mogłem powstrzymać je odruchowo”

Po naszej rozmowie i kolejnych telefonach od mediów ksiądz przypomina sobie, że podczas rozdawania komunii świętej upuścił hostię. – Dla księdza ochrona Najświętszego Sakramentu to ochrona skarbu, byłem skoncentrowany tylko na tym, by nie doszło do profanacji. Dziecko mogło się zaniepokoić, próbować go podnieść. Sięgając po Najświętszy Sakrament, mogłem w jakiś sposób powstrzymać je odruchowo drugą ręką. Mój gest mógł być przez to dziecko opacznie zrozumiany.

Skarga parafian została już doręczona arcybiskupowi. Wierni zebrali pod nią ponad tysiąc podpisów.

– Moi znajomi mówią, że mogą zebrać więcej głosów poparcia. Poprosiłem, by tego nie robili. Spotkajmy się i rozmawiajmy – apeluje proboszcz.

W najbliższych dniach prokuratura zleci przesłuchania świadków i chłopca, potem – księdza.

[2014.02.25] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: