Spłacają raty, choć kredytu nie dostali

Jak grzyby po deszczu powstają konsorcja, oferujące „szybkie i tanie” kredyty w tzw. systemie argentyńskim. „Trybuna Śląska” dotarła do szczegółów śledztwa dotyczącego działającej w takim systemie firmy „Prestige”, obecnie „Inwestor”. To największe tego typu śledztwo w Polsce. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa Katowice – Wschód. Do tej pory przesłuchano 12 tysięcy świadków, zabezpieczono kilkadziesiąt tysięcy dokumentów finansowych, zebranych w pięciuset tomach akt.

Liczy się pomysł

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że interes rozkręcił Krzysztof K., były ksiądz z parafii na os. Tysiąclecia w Katowicach. Zaczynał karierę w Tychach, pracując w jednej z firm zajmujących się systemem argentyńskim. K. nie miał pieniędzy na rozkręcenie własnego biznesu i poprosił o pomoc Mariana M. – doskonale znanego policji. Ten się zgodził i został wiceprezesem firmy. Interes ruszył w październiku 2000 roku. Kapitał zakładowy wynosił… 4 tysiące złotych.
K. zarejestrował działalność, a jej charakter określił m.in. jako finansowanie w systemie konsorcjum. Urząd skarbowy przyznał NIP i firma ruszyła z kopyta. Obroty rosły w błyskawicznym tempie, dlatego „Prestige” była zmuszona wynajmować coraz większą ilość biur. W ciągu roku powstawało kilkadziesiąt nowych.

Tysiące klientów

– Katowice, Piła, Radom, Kraków, Warszawa, Wrocław, Poznań, Piotrków Trybunalski, Elbląg, Lublin, Zamość, Rybnik. Mógłbym jeszcze długo wymieniać – mówi prowadzący sprawę prokurator Piotr Piekarski. Ustalono, że firma podpisała 16 tysięcy umów w całej Polsce.

– Przesłuchaliśmy już ponad 12 tysięcy klientów i wszyscy przyznali, że zostali przez pracowników wprowadzeni w błąd. Wmawiano im, że firma nie działa w systemie argentyńskim. Nie informowali o faktycznym terminie przelewu pieniędzy, ani o prawdziwych warunkach ich uzyskania – dodaje Piekarski.

Wśród poszkodowanych są zazwyczaj osoby starsze, emeryci i renciści, którym banki komercyjne odmawiały udzielania kredytów. Ale są i znani przedsiębiorcy, jeden z wysoko postawionych pracowników banku. Jest i policjantka z Katowic.

Firma wydawała potężne pieniądze na reklamę. Nie było w Polsce gazety, która nie reklamowałaby ich działalności. Od dużych dzienników, po małe, bezpłatne osiedlowe gazetki. Właściciele nie mogli w reklamach używać słowa kredyt, więc w anonsach tworzyli grę słów:

– Pisali małymi literkami „nie stać cię na”, a potem potężnym drukiem na całą stronę kończyli „kredyt”, i potem małymi literkami telefon. Ten patent opanowały teraz wszystkie nowe firmy działające w podobnym systemie – mówi jeden policjantów, znający kulisy sprawy.

Niewidzialne pieniądze

Firma „Prestige” tworzyła tzw. samofinansujące się grupy kapitałowe – stworzono ich 46. Każda liczyła po 330 klientów! Choć klienci byli zapewniani, że w ciągu kilku tygodni otrzymają pieniądze, teoretycznie mogli na to czekać nawet 10 lat.

– Ustaliliśmy, że na 16 tysięcy osób, tylko 30 osób otrzymało pieniądze – wyjaśnia Piekarski. Każdy klient płacił tzw. opłatę wstępną, która wynosiła 4 procent wartości pożyczki. Od 400 do 2 tysięcy złotych. Klient płacił raty, a gdy nie dostawał pieniędzy, trudno było zerwać umowę. – Zazwyczaj nie odzyskiwali wpłaconych pieniędzy, bo firma wplatała to w koszty administracyjne – wyjaśnia prokurator Piekarski.

Marian M. nie zdążył się nacieszyć pieniędzmi, bo został aresztowany w innej sprawie, prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach.

Pieniądze od klientów spływały na katowicki rachunek bankowy, należący do Krzysztofa K. Tylko on mógł nim dysponować. Z dnia na dzień stał się milionerem. Kupił kilka luksusowych samochodów, dom. Podlegało mu kilku tzw. dyrektorów regionalnych:

– To byli młodzi mężczyźni. Każdy odpowiadał za kilka województw. Dostawali potężne prowizje, w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przesiadali się ze starych maluchów na sportowe bmw – mówi jeden z policjantów.

Gdzie miliony?

Krzysztof K. już w 2002 roku trafił do aresztu.
– Zarzuciliśmy mu, że w okresie od 2000r. do listopada 2002r., jako prezes „Prestige” i „Inwestor” w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadził szereg osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Grozi mu do 8 lat więzienia. Przygotowujemy się do postawienia mu nowych zarzutów, ale ich treści nie mogę zdradzić – wyjaśnia prokurator Piekarski.

Obecnie K. przebywa na wolności. Wyszedł po wpłaceniu potężnego zabezpieczenia majątkowego. Ma zakaz opuszczania kraju.

Teraz K. nie posiada żadnego majątku. Wszystko przepisał na żonę. Na koncie firmy – według wyliczeń prokuratury – powinno być około 22 milionów złotych. Było 40 tysięcy.
– Nie wiadomo gdzie się podziały pieniądze. Sam podejrzany nie potrafi tego wytłumaczyć. Mówi, że wydawał olbrzymie pieniądze na reklamę – wyjaśnia prokurator Piekarski.
Jak udało nam się dowiedzieć, lista podejrzanych może się wkrótce wydłużyć. W zainteresowaniu prokuratury pozostają dyrektorzy regionalni i pracownicy firmy. K. nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchań dowodził, że działał zgodnie z prawem.

Barbara Papierok z Żor chciała pożyczyć w rybnickim oddziale firmy „Kapitał” 20 tysięcy złotych. Bez zbędnych formalności, problemów i żyrantów. – Chcieliśmy kupić okna do domu i wyremontować schody. Obiecano nam, że za 14 dni otrzymamy pożyczkę. Zamiast tego, dostaliśmy książeczkę, że do 10 każdego miesiąca musimy wpłacać raty – denerwuje się pani Barbara.

Papierokowie zapłacili 1000 złotych opłaty przygotowawczej. Podpisali umowę.

– Jak tak można ludzi oszukiwać. Gdybyśmy wiedzieli, że nie dostaniemy, w życiu bym się tam nie pojawiła – dodaje kobieta.

Oddała sprawę do rybnickiej prokuratury, która ją umorzyła. – Takich spraw notujemy rocznie kilkanaście. Ludzie podpisują umowy, ale ich wcześniej nie czytają. Poszkodowana może wygrać sprawę przed sądem cywilnym, bo czasem umowy zawierają niedozwolone klauzule, bądź też klienci nie są w sposób rzetelny informowani o wszystkich warunkach umowy, a w takich wypadkach i przed sądem można unieważnić ich treść – wyjaśnia prokurator Bernadetta Breisa, szefowa rybnickiej prokuratury.

Sądy bardzo często w takich sytuacjach zwalniają poszkodowanych z opłat sądowych.

Fakty i liczby

Na Śląsku obecnie działa kilkanaście firm działających w tzw systemie argentyńskim. Do największych należy m. in. Krajowa Agencja Nakładów Finansowych „Kapitał” i „Gwarancja”, „Skarbiec”, „Euro 2000”, „Grosz”.

– Prowadzimy dochodzenie w sprawie Krajowej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości „Grosz”. Przesłuchujemy osoby poszkodowane. Prezesowi zostały postawione już zarzuty oszustwa. Grozi mu do 8 lat więzienia – mówi komisarz Magdalena Szymańska – Mizera z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach. Tymczasem niedawno katowicka prokuratura Centrum-Zachód zakończała śledztwo w sprawie działalności firmy „Euro 2000”. – Tam zarzuty oszustwa otrzymał cały zarząd. Akt oskarżenia przeciwko nim poszedł już do sądu. Cały czas trwa postępowanie w sprawie „Prestige” – dodaje komisarz Mizera.

Jak poinformowano nas w katowickiej prokuraturze, wielu byłych klientów „Prestige” odzyskało już pieniądze w sądach cywilnych. Jednak nadal naiwnych nie brakuje. Gdy jedna z telewizji pokazała program, ostrzegający przed ich ofertą, następnego dnia firma przeżyła prawdziwe oblężenie nowych klientów.

[2003.10.07] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: