Awantury na cmentarzu. Parafianie: Ksiądz jest zachłanny

Proboszcz wywiesił kłódkę, chciał wymusić opłaty. Potrzebna była interwencja biskupa.

Kilkanaście dni temu proboszcz podczas kolędy ominął dom Orłowskich. Wcześniej niepokornemu parafianinowi poświęcił jedno z niedzielnych kazań. Z ambony grzmiał, że swoje gniazdo kalać i bzdury wypisywać to grzech i wielki wstyd. Nikt nie miał wątpliwości, że duchowny na Orłowskim psy wieszał.
– Napisałam skargę do biskupa – przyznaje pan Adam. – Chcę, by wytłumaczył proboszczowi, że nie może pomijać biednych. Nawet wtedy, gdy nie mają pieniędzy, by zapłacić za pogrzeb matki.

Nie ma kasy, nie będzie pogrzebu

Adam Orłowski mieszka w Przerośli od dziecka. Mówi, że kiedyś niemal bez przerwy kręcił się przy kościele. Pomagał duchownemu porządkować obejście i parafialny, jedyny we wsi cmentarz.
– Stałem za proboszczem murem – opowiada. – Byłem przekonany, że to dobry gospodarz, oddany ludziom.

Zmienił zdanie w ubiegłym roku, gdy umarła mu matka. To oczywiste, że chciał ją pochować na miejscowym cmentarzu, obok grobu ojca. Poszedł więc do księdza, by prosić o posługę. Zdębiał, gdy usłyszał, że musi zapłacić 1400 zł.

– A to nie wszystko – zastrzega. – Do tego dochodził rachunek za pracę grabarza, też kilka stów. Dla mnie to były niebotyczne kwoty. Pracuję na części etatu, zarabiam kilkaset złotych miesięcznie, mam na utrzymaniu rodzinę. Przecież nie będę brał kredytu, by sprawić pogrzeb matce.

Uznał, że będzie nieco taniej, gdy grób wykopie we własnym zakresie. I tak się stało. Tyle tylko, że podczas pogrzebu, na cmentarzu, doszło do awantury. Proboszcz zorientował się, że podległy mu grabarz nie dostał kasy i zabronił zasypywania trumny. Padły ostre słowa. Z jednej i drugiej strony.

– Staliśmy tak kilkanaście minut, zupełnie nie wiedziałem co robić – opowiada Orłowski. – W końcu pracownicy firmy pogrzebowej zasypali trumnę.

Dzień później rozżalony Orłowski pojechał na skargę do biskupa. Ten obiecał z księdzem porozmawiać, wyjaśnić sprawę. I pewnie tak się stało, bo wkrótce, podczas niedzielnego kazania proboszcz nie pozostawił na Orłowskim suchej nitki. Mówił, że w kościele nie ma miejsca dla konfidentów. I że Bóg takich nie lubi.

– Nie czuję się winny – dodaje przeroślanin. – Nie tylko ja skarżę się na zachłanność księdza.

To prawda. Kilka tygodni temu w Przerośli znowu doszło do awantury podczas pogrzebu. Wówczas zmarła 94-letnia staruszka, która urodziła się i wychowała w tej wsi. Na tamtejszym cmentarzu istnieje rodzinny grób. Dlatego tam miała spocząć.

– Proboszcz zażądał 1400 złotych za posługę – opowiada Czesław Kraszewski, syn zmarłej. – Toż to majątek! Byłem pewny, że się przesłyszałem. Utrzymuję się z niewielkiej emerytury, większość pieniędzy wydaję na lekarstwa. Prosiliśmy księdza, aby trochę zszedł z ceny. Wtedy stwierdził, że kościół to nie targowica i wypchnął nas z zakrystii.

Kraszewski mówi, że mało nie umarł ze wstydu. Trumna stała na środku kościoła, ksiądz nie wychodził z zakrystii, bo czekał na kasę, a ludzie się niecierpliwili. Ostatecznie pożyczył pieniądze od krewnych i ceremonia się rozpoczęła.

– Dalej też nie obyło się bez nerwów – dodaje Kraszewski. – Proboszcz przyjechał na cmentarz bez święconej wody. Bałem się, że znowu zażąda pieniędzy.

Po pogrzebie mężczyzna napisał do Kurii Biskupiej w Ełku list. Jak mówi, nie chodzi mu o to, by skarżyć na proboszcza. Chce jednak, by zwierzchnicy plebana wiedzieli, co w Przerośli się dzieje.

– Jestem praktykującym katolikiem – zastrzega. – Nie chcę, by tego typu praktyki zniechęcały ludzi do Kościoła.

Kłódka na cmentarnej bramie

Ksiądz Janusz Chachulski rządzi parafią w Przerośli od czternastu lat. Nie omijają go skandale. Na przykład kilka lat temu przekazał na przetopienie dwa zabytkowe, pochodzące z XVIII wieku kościelne dzwony. Ich brak zauważyli pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Duchowny zapewniał ich, że dzwonów nie widział i nie ma pojęcia, co się z nimi stało.

Sprawa trafiła do prokuratury. W toku śledztwa wyszło na jaw, że ksiądz kłamał. Przyznał bowiem, że zabytki przekazał do ludwisarni w Taciszewie na Śląsku. Kazał je przetopić, bo były… zniszczone. Na szczęście do tego nie doszło i dzwony wróciły na swoje miejsce. Duchowny uniknął odpowiedzialności. Prokuratura nie przedstawiła mu zarzutów uznając, że nie działał z chęci zysku.

Niedawno na proboszcza przeroślańskiej parafii znowu posypały się gromy. Parafianie mieli żal o to, że na cmentarnej bramie zawiesił kłódkę. Chciał wymusić opłaty za pomniki.

– To nie opłaty, a haracze – denerwowali się ludzie. – Trzeba płacić dziesięć procent wartości płyty za jej ułożenie. Ale to nie wszystko. Później proboszcz chce ją wyświęcić, a to też kosztuje.
Kłódka zniknęła dopiero wtedy, gdy interweniował biskup.

Nikt nie lubi biedy

Ks. Antoni Skowroński, kanclerz Kurii Biskupiej w Ełku mówił nam, że proboszcz to zarządca. Musi pobierać opłaty, ponieważ potrzebuje pieniędzy, by regulować rachunki.

– Powinien jednak reagować na sytuacje rodzin – zastrzega. – A każda jest inna i wymaga indywidualnego podejścia.

A co na to zainteresowany?

– To nie pani sprawa – ucina pytania ks. Janusz Chachulski. – Jesteście zbyt gorliwi, wtrącacie się w nie swoje sprawy i siejecie ferment.

I dodaje, że nie musi nam się tłumaczyć. – Mam swojego przełożonego, biskupa i to wystarczy – rzuca i odkłada słuchawkę.

Biskup zapowiada, że znowu będzie z proboszczem rozmawiał. Tym razem zamierza wyjaśniać, dlaczego ksiądz nie złożył wizyty duszpasterskiej rodzinie Orłowskich.

– Dla mnie to jak policzek. Czuję się gorszy od innych, odtrącony – mówi pan Adam. – I to tylko dlatego, że jestem biedny.

[2013.02.17] Wspolczesna.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: