FiM – Panny na wydaniu

Klasztor z majątkiem idącym w setki milionów złotych zamienia się w nędzny przytułek, ale kard. Dziwisz nie rozpacza. Gdy schorowane siostry wymrą, cała kasa trafi do rąk purpurata…

Krakowskie norbertanki są jednym z najbogatszych w Polsce zakonów żeńskich ślubujących ubóstwo. W klasztorze kontempluje obecnie 25 mniszek, których średnia wieku przekracza 65 lat, a połowę załogi stanowią mocno już zniedołężniałe staruszki. Dowodzi nimi 62-letnia przeorysza s. Paula (w „cywilu” Zofia Torczyńska – na zdjęciu: z prawej), sprawująca również funkcję ekonoma (klasztorny „minister finansów”), i w niczym nie przeszkadza jej fakt, że drastycznie narusza kodeks prawa kanonicznego stanowiący, iż „w każdym instytucie życia konsekrowanego powinien być ekonom, różny od wyższego przełożonego” (kan. 636).

Abstrahując od detali: s. Paula trzyma wszystko w garści i samodzielnie decyduje o losie sióstr oraz szacowanym na co najmniej 140 mln zł majątku (w gotówce i nieruchomościach przekazanych decyzjami Komisji Majątkowej), nie licząc dóbr sprzed nadań III RP. Jej formalną zastępczynią (subprzeoryszą) jest 73-letnia s. Dorota (Bernarda Goldstrom – na zdjęciu: z lewej), ale faktyczną prawą ręką i najlepszą koleżanką szefowej jest 43-letnia s. Laurencja (Teresa Budarz). Przypomnijmy, że obie panie łączyła do niedawna tak głęboka więź duchowa, że choć sypiają w oddzielnych celach, to kupiły sobie jednakowe łóżka i pościele, nosiły identyczne majtki oraz staniki, razem chodziły kąpać się pod natryskiem i dokładnie w tym samym czasie korzystały z toalety…
– Nie mogą wytrzymać bez siebie nawet kwadransa. Tylko one dwie mają „komórki” i gdy jedna znika drugiej na kilkanaście minut z oczu, natychmiast szukają się po klasztornych zakamarkach przez telefon. Słyszałem od pozostałych sióstr wiele skarg na temat gorszących je relacji Pauli z Laurencją – żalił się przed kilkoma miesiącami naszemu dziennikarzowi ksiądz, utrzymujący duszpasterskie kontakty z norbertankami (por. „Co jest za tym murem” oraz „Dziewczyna kardynała” – „FiM” 32/2008 i 23/2009).

A jak sprawy mają się dzisiaj?

Dotarliśmy do krakowskiego księdza, który wyjaśnił nam, jakim cudem Paula wydębiła od kard. Stanisława Dziwisza bezterminową nominację na stanowisko przeoryszy, gdy przed zbliżającym się nieuchronnie końcem kadencji straszyło ją po nocach widmo dymisji, a w ciągu dnia widziała w oczach mniszek, że nie ma najmniejszych szans na reelekcję.

Pamiętnego 29 listopada 2007 r. przeorysza ogłosiła koleżankom hiobową wieść, że żadnych wyborów nie będzie, bowiem kard. Dziwisz tylko ją widzi na stanowisku szefowej i nie życzy sobie żadnych zmian. „Żeby nie było to tamto, kwit jest do wglądu” – oznajmiła Paula. Jedna z sióstr odważyła się sprawdzić, bo przecież w kodeksie kanonicznym stoi jak byk nakaz, żeby „przełożeni ustanawiani na określony czas, nie sprawowali urzędów, z którymi łączy się władza rządzenia, przez dłuższy okres bez przerw” (kan. 624), ale faktycznie „nie było to tamto”: w dokumencie wyraźnie napisano, że Paula zachowuje posadę, do kiedy tylko zechce, a papier opatrzono pieczęcią i oryginalnym podpisem Dziwisza…
– Dla sióstr Stasiu jest niemalże Bogiem, więc nawet nie miauknęły. Tymczasem ten dokument przygotował na prośbę Pauli były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa Marek P., który pilotował wówczas nasze sprawy dotyczące odzyskiwania nieruchomości. Stasiu tylko podpisał nominację. Paula obiecała Markowi P., że sowicie go wynagrodzi, jeśli wymyśli jakiś fortel, żeby zachowała stanowisko. Wydeptywał ścieżki w kurii, pociągał za sznurki i wreszcie załatwił. Był organizatorem i wykonawcą tej operacji w każdym jej szczególe. Wymyślił nawet wysłanie przez kurię do klasztoru wizytatora, żeby spacyfikował nastroje i przekonywał siostry, jak bardzo Paula nadaje się na przeoryszę. Co dostał w nagrodę? Trudno powiedzieć, ale myślę, że znacznie więcej niż tylko siedzibę biura w kamienicy norbertanek przy ul. Włóczków – zauważa prałat z Krakowa.

A co dostał w nagrodę kardynał?
– Paula sprezentowała mu ok. 50 hektarów gruntów w Luboczy, oddanych pannom norbertankom przez Komisję Majątkową. To astronomiczny majątek. Atrakcyjna okolica, obręb Krakowa… Jeśli podzieli się na mniejsze działki, wartość sięgnie 80–100 mln zł albo i więcej – ocenia duchowny.

Nasza publikacja o sytuacji w zakonie wywołała ogromne poruszenie w kurii oraz na krakowskim Salwatorze, gdzie klasztor jest oczkiem w głowie tubylców.
– Sprawa s. Pauli jest tragikomiczna. Kardynał najpierw podpisuje jej nominację, a później próbuje przekonywać, że siostry mu nie podlegają i on nie ma żadnego wpływu na personalia. Myśli, że trafił na głupców. Przecież one już od XVI wieku są pod jurysdykcją biskupów krakowskich – irytuje się pracownik sąsiadującej z norbertankami parafii Najświętszego Salwatora.

Kapłan, mający okazjonalnie bezpośredni kontakt z mniszkami, opowiada nam o scenach mrożących mu krew w żyłach…
– Klasztor zamienił się w „Dom Ponurej Starości”. Brudne cele, schorowanymi siostrami nie ma kto się opiekować czy choćby je umyć oraz zmienić pościel. Pralnia obsługiwana niegdyś przez s. Klarę jest nieczynna, a zatrudniona w klasztorze na wysokiej pensji siostrzenica Pauli, pani Dominika, zajmuje się duperelami. Doszło już do tego, że Paula załatwiła sobie u kardynała specjalne pozwolenie i od kilku lat osobiście udziela najstarszym siostrom komunii! Gdyby jeszcze mieszkały gdzieś w buszu, ale mają pod bokiem parafię. Księża systematycznie odwiedzają klasztor i przecież wcale nie są aż tak zniedołężniałe, żeby nie móc ich doprowadzić z celi. Sęk w tym, że trzeba by je było na tę okazję umyć i przebrać. Gołym okiem widać, że u norbertanek bardzo źle się dzieje, bo już trudno zliczyć, ile kanonów kodeksu kanonicznego i artykułów konstytucji zakonnej tam złamano. Nie pojmuję, dlaczego kard. Dziwisz toleruje ten stan rzeczy. W sytuacji, gdy nie ma absolutnie żadnych nowych powołań, jedynym sensownym wytłumaczeniem wydaje się być cicha zgoda na zaplanowane wyniszczenie zakonu i przejęcie jego gigantycznego majątku – wnioskuje wielebny.

Przywołuje m.in. przykład niedawnych rekolekcji powołaniowych, na które zapisało się początkowo 8 młodych dziewcząt, lecz ostatecznie – po wstępnych rozmowach z Paulą i Laurencją – żadna z kandydatek nie pofatygowała się, żeby w nich uczestniczyć.

Nasz informator z zakonu sercanów dodaje:
– We wrześniu ubiegłego roku mój kolega prowadził u norbertanek rekolekcje i miał okazję z nimi porozmawiać. Siostry z rozrzewnieniem wspominały poprzedniczkę Pauli, ukochaną śp. matkę Immaculatę, która przez ponad 30 lat była ich przeoryszą. Wybierały ją na każdą kolejną kadencję nawet wówczas, gdy była już schorowaną staruszką. A dzisiaj? Kolega nie wierzył własnym uszom, słysząc, że w ramach dyscyplinowania załogi Paula zapowiadała siostrom… koniec świata, jeśli będą jej nieposłuszne. Toż to wypisz wymaluj Jadwiga Ligocka, szalona szefowa betanek z Kazimierza! Ba, Paula nawet wskazała 2016 r. jako konkretną datę ogólnoświatowej zagłady, a te nieszczęsne kobieciny szczerze przeoryszy uwierzyły, bo podobno miała wizję. Obawiam się, że rekolekcjonista nie do końca je przekonał, aby porzuciły obawy. Ludziom z drugiej strony murów podobne historie wydają się niewiarygodne, ale u norbertanek tak niestety jest i w krakowskim Kościele nie ma mądrego, który by tym średniowiecznym klimatom chciał zaradzić. Zakonnik załamuje ręce.

A co słychać u drugiej z klasztornych femme fatale, czyli s. Laurencji – uroczej przybocznej przeoryszy?
– Po waszych artykułach siedzi cicho i potulnie, choć wydaje się wściekła, że Paula nie dała jej funkcji ekonomki. Jest niegłupia i z pewnością rozumie, że „przyjaciółka” chce ją w ten sposób całkowicie od siebie uzależnić. Zajmuje się teraz formowaniem 26-letniej s. Benedykty, jedynego w ostatnich latach nowego nabytku norbertanek. Ta dziewczyna jest obecnie na etapie trzyletniego junioratu, czyli ostatniego etapu formacji zakonnej, a Laurencja jest jej tzw. mistrzynią. To również stanowi ciekawostkę, bo według klasztornych reguł, powinna nią być subprzeorysza. Odbierając s. Dorocie tę rolę, Paula ewidentnie chciała ją upokorzyć. W efekcie owej nietypowej formacji Benedykcie zdarza się już zaniedbywać liturgię godzin (absolutnie obowiązkowe modlitwy –dop. red.). Oby jej to nie wyszło bokiem, podobnie jak niegdyś Laurencji, której mistrzynią była Paula. Siostry opowiadały mi w zaufaniu, że w 1997 r. przepadła w pierwszym tajnym głosowaniu decydującym o dopuszczeniu do ślubów wieczystych. Czarnych kuleczek w urnie było wówczas zdecydowanie więcej niż białych… – ujawnia nam tajemnice zakonu jeden z duchownych.

Może i są mistrzyniami, ale prawdziwym arcymistrzem w tej grze jest kardynał…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 41(501)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: