FiM – Pedofilski fortel

12 godzin zabrakło amerykańskiemu sądowi, by  zmusić  katolicką diecezję  Delaware  do  zapłacenia milionów dolarów odszkodowań  dla  molestowanych  przez księży dzieci. Ale pół doby dla adwokatów  zboczeńców  w  sutannach to wieczność.

Dwa tygodnie temu, w poniedziałek,  miał  się  rozpocząć  proces  60-letniego  księdza Francisa DeLuki.  Późnym  wieczorem  w  niedzielę jego  zwierzchnicy  w  purpurowych sutannach  wymknęli  się  sprawiedliwości.  Przynajmniej  w  części  dotyczącej finansów. Zwrócili się bowiem do  sądu  o  ogłoszenie  bankructwa swojej  diecezji  Wilmington,  która obejmuje  stan  Delaware  (bajecznie bogaty amerykański raj podatkowy) i kawałek stanu Maryland.

Miejscowa  struktura  kościelna skupia 230 tysięcy katolików (co trzeci mieszkaniec stanu), zaś jej finanse  są  –  jak  to  w  podatkowym  raju – zupełnie nieprzejrzyste. Ściślej mówiąc, nie wiadomo dokładnie, ile ma na kontach i gdzie. Z Delaware wolno  bowiem  transferować  aktywa w dowolne miejsce na świecie. Nawet na konta numeryczne.

Na  razie  diecezja  wypłaciła ofiarom  molestowania  6  milionów dolarów,  ale  hierarchowie  słusznie spodziewali  się,  że  to  ułamek  tego, co w wyniku kolejnych wyroków przyjdzie im zapłacić. Teraz, po sprytnym wybiegu z bankructwem, będzie tak:
# wbrew  groźnej  nazwie  „bankructwo” diecezja wcale nie przestanie istnieć ani działać;
# od  chwili  ogłoszenia  bankructwa sąd przejmuje pieczę nad aktywami  diecezji  (konta  i  nieruchomości) i  to  on  decyduje,  w  jakiej  wysokości wypłacić odszkodowania, tak by… diecezja nie upadła (sic!). Przypomina to trochę  tzw.  upadłość  konsumencką. Gdyby proces rozpoczął się, bankructwa już by nie można było ogłosić.

Jak  opłacalne  jest  bankructwo, można zobaczyć na przykładzie diecezji  stanu  Waszyngton,  która  też – przerażona widmem milionowych odszkodowań  dla  ofiar  księży  pedofilów – ogłosiła w roku 2004 upadłość.  No  i  wygrała  na  całego,  bo adwokaci pierwszej tylko grupy ofiar domagali się dla nich co najmniej 76 milionów  dolarów.  Sąd  upadłościowy uznał natomiast, że całkowita suma (!) odszkodowań dla wszystkich przeszłych i ujawnionych w przyszłości ofiar nie może przekroczyć 38 milionów, bo inaczej „biedna” diecezja przesłałaby normalnie funkcjonować. Nic – tylko molestować!

Wspomniany  wcześniej  Francis DeLuca był księdzem w diecezji Delaware od 35 lat. 3 lata temu został aresztowany za współżycie seksualne z nieletnim kuzynem. Zeznania dziecka były jednak na tyle drastyczne, że śledczy doszli do przekonania, iż tak zboczone  skłonności  musiały  drzemać  w  wynaturzonym  księdzu  dużo wcześniej.  Nie  mylili  się.  Przez  dwa lata  odnaleziono  22  kolejne  ofiary pedofila w sutannie. Niektóre z nich zboczeniec dopadł trzy dekady temu, gdy były czteroletnimi dziećmi.

Następnie  detektywi  zaczęli  zastanawiać się, jak to możliwe, że taka  czarna  owca  mogła  ukrywać  się tyle  lat  wśród  innych  duchownych i nie wzbudzić ich podejrzeń. I znów gruchnęła  kolejna  bomba.  Okazało się, że DeLuca działał… wśród swoich. Takich samych jak on księży dewiantów, którzy pomagali sobie, kryli się wzajemnie, a nawet wymieniali  adresami  dzieci.  Odnaleziono  co najmniej  dziewiętnastu  pedofilów i blisko setkę ich ofiar (dziś są w większości  dorosłymi  osobami).  Śledczy nadal  jednak  zakładają,  że  sprawa jest rozwojowa. Stąd ucieczka hierarchów Delaware w bankructwo.
–  Nie  miałem  wyboru,  musiałem  tak  postąpić  –  z  rozbrajającą szczerością przyznał biskup diecezji Francis Malooly.
– To wstrętny i desperacki krok, by ukryć prawdę i opóźnić wypłacenie  odszkodowań  starzejącym  się ofiarom  –  odpowiada  ich  adwokat Thomas Neuberger.

Przypomnijmy: gigantyczna afera  pedofilska  wewnątrz  amerykańskiego  Kościoła  katolickiego  ujrzała na dobre światło dzienne po publikacji w „Boston Globe” (2002 rok). Lawina ruszyła, gdy dziennik opisał sprawę  księdza Johna  Geoghana, który przez 30 lat molestował 67 dzieci  (tyle  mu  udowodniono).  Casus Geoghana  (został  zamordowany w  więzieniu  przez  współwięźniów) wywołał rzekę pozwów ofiar księży, które do tej pory milczały.

W  wyniku  wszczętych  śledztw przestępstwo pedofilii udowodniono ponad  4  tysiącom  amerykańskich księży  (większość  przyznała  się  do winy).  Różne  diecezje  USA  –  i  te, które uciekły w bankructwo, i te, które próbowały walczyć przed sądami –  wypłaciły  do  dziś  ofiarom  swoich księży ponad 3 miliardy dolarów. Na przykładzie  Delaware  widać,  że  to na pewno nie koniec.

Nie  koniec,  bo  szykują  się procesy  daleko  istotniejsze i  ciekawsze  niż  te  dotyczące obrzydliwych zboczeńców w czarnych sutannach. Te nowe mają posadzić na ławach oskarżonych przestępców w sutannach… purpurowych. Wiadomo, że hierarchowie (nie tylko  w  USA)  o  makabrycznym  procederze doskonale wiedzieli i tolerowali go. Czasem nawet wspierali. A gdy gdzieś tam zupa się wylewała,  robili  wszystko,  by  skandal  tuszować, a winnych ukrywać.

Mało  tego,  ostatnio  amerykański  sąd  orzekł  prawomocnie,  że w  stan  oskarżenia  można  postawić nawet  Watykan,  bo  nie  tylko  jego prominentni koryfeusze, ale i szefowie Kościoła katolickiego (w tym jeden żyjący) o zboczeniach doskonale wiedzieli. Przez co najmniej 20 lat. Co robiono z dewiantami? Awansowano ich. Nieraz do rangi biskupiej!

Niewykluczone  zatem,  że  przyjdzie  taki  czas,  kiedy  to  na  ławach oskarżonych  będzie  nie  tylko  czarno i purpurowo, ale także… biało!

[2009] FaktyiMity.pl Nr 44(504)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: