FiM – Dewiant

Psychiatra pracujący dla kościelnych trybunałów potrafi człowiekowi wystawić wariackie papiery, nie oglądając go na oczy. Wystarczy, że delikwent lubi  urozmaicony  seks  i  nie  życzy  sobie, żeby facet w sutannie właził mu z buciorami pod kołdrę.

Niektórzy ludzie, zwłaszcza prowadzący ryzykowny tryb życia, płacą ciężkie pieniądze, żeby załatwić sobie tzw. żółte papiery, które w krytycznych sytuacjach pozwalają zasłonić się rzekomą chorobą psychiczną. Tymczasem człowiek całkowicie zdrowy na umyśle może zostać oficjalnie uznany za „psychola”, bez swojej wiedzy oraz woli, a nawet choćby przelotnego kontaktu ze specjalistą. Jak to możliwe? Wystarczy oddać się w łapska sędziów i ekspertów Sądu Biskupiego w Łowiczu…

Robert miał 24 lata, kiedy po roku narzeczeństwa „wziął sobie za żonę” w katedrze łowickiej starszą o pięć wiosen Beatę (imiona zmienione). Po upływie kolejnego roku doszli do zgodnego wniosku, że decyzja o ślubie była wysoce niefortunna. Dzieci nie mieli, świecki sąd rozwiódł ich bez orzekania o winie.

W listopadzie 2001 roku Beata złożyła w Sądzie Biskupim wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Robert już rozwód miał, więc gdy otrzymał od kościelnej Temidy zawiadomienie o powództwie wraz z żądaniem, aby odniósł się do argumentów byłej żony, uprzejmie acz stanowczo poinformował wielebny trybunał, że całą tę sprawę olewa ciepłym moczem. Gdy wezwano go po 2 miesiącach do kurii na przesłuchanie – poszedł. Z czystej – jak mówi – ciekawości.

Śledztwo w sprawie unieważnienia małżeństwa prowadził ksiądz prałat Franciszek Śliwonik, proboszcz parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Żychlinie, pełniący w łowickim Sądzie Biskupim funkcję „obrońcy węzła małżeńskiego i rzecznika sprawiedliwości”, czyli takiego niby prokuratora i obrońcy w jednym. Przepytał Roberta całkiem uprzejmie, bez jakiegoś krzyżowego ognia pytań czy ściskania jąder szufladą.

Przy okazji przesłuchania Robert dowiedział się, że dowodem, który najbardziej obciąża go w sprawie, są zeznania Beaty ujawniające tajemnice małżeńskiej alkowy… A ściślej – jego szatańskie namowy, żeby w łóżku trochę pofiglować, nie tylko „po bożemu”…

Po kilku miesiącach małżonkowie (dla Kościoła wciąż jeszcze nimi pozostawali), każdy z osobna, otrzymali wezwania do Warszawy. W tamtejszym Sądzie Metropolitalnym mieli przejść badania psychologiczne.
– Tym razem nie pojechałem, bo ciekawość kosztowałaby mnie 200 zł. Taką kwotę powinienem uiścić na miejscu, napisano w wezwaniu. Moja nieobecność nie przeszkodziła jakiemuś biegłemu – jego nazwiska, niestety, nie pamiętam – w sporządzeniu opinii. Wynikało z niej między innymi, że jestem wykolejonym dewiantem seksualnym. Przesłali mi to domu, więc wybrałem się do kurii i wygarnąłem księdzu Hubertowi Wiśniewskiemu (tzw. wikariusz sądowy, a na co dzień proboszcz parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Nieborowie – dop. red.), który był przewodniczącym składu sędziowskiego w Łowiczu, co myślę o podobnych praktykach. Ten odparł: „Trzeba było jechać na badania do Warszawy”. Wychodziłem z jego gabinetu, a on jeszcze groził palcem i wołał za mną: „Już ja ci to wszystko udowodnię!” – opowiada nam Robert.

No i trzeba przyznać, że ks. dr Wiśniewski słowa dotrzymał: „Nie był zdolny [Robert] do bycia normalnym mężem i potencjalnym ojcem. Jego zachowanie, również w sferze seksualnej, ubliżało żonie jako kobiecie. (…) Pozwany miał cechy osobowości nieprawidłowej. (…) Również moralizatorski ton i styl pouczania Sądu Biskupiego świadczą o pewnych nieprawidłowościach rozwoju psychicznego osoby pozwanego”– czytamy w dokumencie zatytułowanym „Wyrok. W imię Pańskie! Amen” Sądu Biskupiego w Łowiczu, orzekającego 25 kwietnia 2005 r. pod przewodnictwem wspomnianego ks. Wiśniewskiego, z księżmi Dariuszem Krokockim oraz Stanisławem Plichtą (kanclerz kurii) w roli ławników oraz notariuszem Iwoną Filecką dodającą (?) powagi spektaklowi.

Sprawa Roberta i Beaty trafiła – zgodnie z obowiązującą w prawie kanonicznym procedurą – do sądu II instancji, czyli Trybunału Metropolitalnego w Łodzi, gdzie wkrótce zostanie rozpoznana.

Niestety, bilety dostępne są już tylko u „koników”…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 39(291)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: