FiM – Historia jednej znajomości

Pewien franciszkanin wykładający na KUL-u wybrał się w Londynie na garden party, czyli bankiet w krzakach, po czym wykorzystał napotkaną tam kobietę. Sporo z tego wyniknęło i Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze się zdarzy.
Ksiądz profesor Stanisław Wilk, nowy rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, już na starcie roku akademickiego natknął się na masę problemów, których nie rozwiązał jego poprzednik, ks. prof. Andrzej Szostek. O niektórych już pisaliśmy („KUL-awa uczelnia”, „Biskup straszy” – „FiM” 28 i 32/2004), a teraz zdarzył się skandal obyczajowy.

Otóż pani Joanna z Londynu złożyła oficjalną skargę do władz uczelni na brzydkie – jej zdaniem – postępowanie jednego z pracowników naukowych KUL-u. Nie zajmowalibyśmy tym uwagi naszych Czytelników, gdyby nie fakt, że ów pracownik to ksiądz W. z zakonu oo. franciszkanów, bezwzględny pasożyt, a na dodatek damski bokser, z powodu czego stracił resztkę naszej wyrozumiałości dla fanaberii, które są konsekwencją udręki celibatu.

Mimo wszystko nie będziemy drania do końca demaskować (ksiądz rektor zna jego personalia), bo i kobieta, którą przez lata zwodził i wykorzystywał, zdumiewa swoją skrajną naiwnością.

Przekonajmy się sami:
„Księdza W. poznałam w Londynie na party u mojej koleżanki w 1994 roku. W następnym roku latem przyjechał już do mnie i przebywał w moim mieszkaniu ponad 2 miesiące (…). Ciągle się żalił, jaki jest samotny, jak potrzebuje ciepła i przyjaciela. I niestety tak wyszło, że zostaliśmy kochankami i to wyłącznie z jego inicjatywy”– rozpoczyna swoją opowieść Joanna.

Ot, standardowy podryw klechy. Żeby się przekonać, wystarczy wejść na jakiś internetowy portal, gdzie toczy się dyskusja o celibacie. Biorące w niej udział kobiety bardzo podobnie opisują swoje doświadczenia z księżmi.

„Zaprosił mnie na sylwestra do Lublina (…). Nie było jego współbraci. W Nowy Rok odprawiał mszę dla zakonnic, na której i ja byłam obecna. Pozostałam w Lublinie kilka dni. (…) i muszę przyznać, że zakochałam się w W. szczerze. Zrobiliśmy sporo zdjęć
w tym czasie i je dołączam”.

No, nie przewidział chłopina, że przez te fotki jeszcze mogą być kłopoty…

„Na lato znowu do mnie przyjechał. Prowincja odmówiła mu pieniędzy na szkołę, a tym samym na wyjazd, więc ja załatwiłam zaproszenie (…) które mógł wykorzystać do swojego doktoratu”.

Wydawało się, że przy takim sponsoringu doczeka na KUL-u profesury. A przy okazji, zrobi habilitację z geografii:
„Następne lato znowu u mnie spędził. Na 2 tygodnie polecieliśmy do Tajlandii. Podróżowaliśmy też po całej Europie. W 1998 roku W. został wysłany do Niemiec (…). Mieszkał w domu parafialnym przy kościele, gdzie odprawiał msze. Byłam tam 2 razy. Oczywiście spędziliśmy miłe chwile w łóżku w jego pokoju. Drugi pobyt to objeżdżanie Niemiec moim samochodem dla zdobywania materiałów do jego doktoratu – Marburg, Karlsruhe, Monachium. Reszta, to już nasz urlop – Luksemburg, Baden-Baden, Strasburg, Heidelberg. Ja płaciłam za benzynę i za hotele. Liczył się tylko jego doktorat”.

A gdy już go obronił, zaczęła mu przeszkadzać. „Nie znam pani” – mówił, gdy telefonowała…

„Domyślam się, że będzie kłamał do końca. Już mnie uprzedził, żebym sobie darowała cokolwiek, bo jego koledzy są teraz u władzy i już mnie o nich uprzedził. Załączam więc listy, które do mnie pisał, zdjęcia, które robiliśmy razem (…). Zdjęcia są autentyczne i mam ich tysiące, większość negatywów też”.

„To se nimi wytapetuj chałupę” – odpowiedzą zapewne władze zakonne i Joanna to świetnie rozumie. Zwraca się więc do ks. Wilka:

„…stracone 10 lat życia i to straszne upokorzenie (być pobitą przez człowieka, którego się kochało i pomagało) to na pewno powód do olbrzymiej frustracji. W. nie jest godny pracy na KUL-u, bo tylko dlatego tam się znalazł, że jest franciszkaninem. A co to za franciszkanin, co żyje z kobietami i żyje z kobiet. Ojcze rektorze, bardzo proszę o pomoc i sprawiedliwość”.

Ten oczywiście może jedynie wyrazić współczucie, ale zdesperowanej kobitce to nie wystarczy. Ma straszną ochotę udostępnić „FiM” zarówno listy, jak i fotki, tylko po cóż nam one? Radzimy wezwać łobuza przed sąd i zażądać zwrotu kosztów. To go na pewno zaboli. A wszystkie Szanowne Panie przestrzegamy, niech nie żyją z zakonnikami i dla zakonników. A co to za katoliczki, co tak robią…

PS Wszelkie podobieństwa opisywanego zakonnika do o. dr. Waldemara Klinkosza, asystenta w Katedrze Psychologii KUL, są przypadkowe…

[2004] FaktyiMity.pl Nr 49(248)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: