FiM – Kocioł w Kotłowie

W Kotłowie wrze. Tutejszy proboszcz znalazł się za kratkami i o parafii jest głośno w całym kraju. Ludziska nie chcą księdza rozwodnika, który ma zastąpić proboszcza skandalistę.

O Kotłowie, wsi w pobliżu Ostrowa Wlkp., głośno było w kraju na początku lat siedemdziesiątych. 10 czerwca 1971 r. „doszło do schizmy oraz herezji w parafii kotłowskiej”– można przeczytać na tablicy informacyjnej w konkurencyjnej parafii rzymskokatolickiej. – Ksiądz Koralewski wraz ze znaczną częścią parafian przystąpił do Kościoła polskokatolickiego”.
– To była wówczas sensacja nie tylko w kraju! – wspomina jeden z mieszkańców Kotłowa. – Księdza Koralewskiego, który przez osiem lat sprawował wzorowo obowiązki wikariusza w naszym kościele rzymskim, spotkała olbrzymia krzywda. Gdy zmarł proboszcz Wacław Góra, chcieliśmy, aby jego następcą był właśnie on – młody, lubiany i niezwykle uczciwy. Tymczasem biskup Baraniak miał zupełnie inne plany, bo Koralewski bardziej trzymał z parafianami niż z kurialnymi urzędasami. Doszło do gorszącego buntu – 2,5 tysiąca ludzi poszło za młodym kapłanem i stworzyło w Kotłowie parafię Kościoła polskokatolickiego.
– Byliśmy w szoku – mówi pani Anna.
– Ludzie się podzielili, w jednej rodzinie ludzie należeli do dwóch kościołów. Dochodziło do kłótni, a nawet bijatyk. Na przykład podczas Wszystkich Świętych na wspólnym przecież cmentarzu obrzucano się zniczami i zgniłymi jajami.
– Z biegiem lat wszystko ucichło – mówi Jan Trzebski z Biskupic, były przewodniczący Rady Parafialnej polsko-katolików. – Zbudowaliśmy nowy kościół i plebanię, ludzie zapomnieli o kłótniach i animozjach. A wszystko to było zasługą biskupa Koralewskiego. Takiego drugiego kapłana długo tutaj nie będzie.

21 sierpnia br. ksiądz biskup Koralewski odszedł z tego świata. Żegnali go tłumnie parafianie nie tylko z Kotłowa, ale i wielu miejscowości spod Kalisza i Ostrowa. Jego ciało złożono w grobie znajdującym się przed wejściem
do świątyni. – To w dowód uznania i szacunku – podkreśla pani Anna.
– Już kilka miesięcy przed śmiercią kapłana zaczęło dziać się coś złego – mówi jeden z parafian. – Proboszcz chorował przez wiele miesięcy, a w tym czasie w parafii rządziła jego gospodyni. Ona trzymała kasę i podejmowała wiele ważnych dla ludzi decyzji. Stara rada parafialna, powołana jeszcze na początku lat siedemdziesiątych, nie miała nic do powiedzenia. W tej sytuacji niektórzy młodzi parafianie zaczęli się domagać wyboru nowej rady.

Następcą Koralewskiego został ksiądz Mikołaj Skłodowski, kierujący wcześniej znacznie mniejszą parafią w Ostrowie Wielkopolskim. Wydawało się, iż wszystko idzie w dobrym kierunku, bo zniknęła też wreszcie znienawidzona gospodyni zmarłego proboszcza. Niespodziewanie jednak wybuchła bomba – następca bpa Koralewskiego znalazł się za kratkami. Dla parafian był to prawdziwy szok.
– To niemożliwe, by ksiądz Mikołaj był winien – mówi sklepowa z pobliskiego Strzyżewa. – To zapewne jakaś prowokacja!

W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie twierdzą, że o żadnej prowokacji nie może być mowy. – Kapłanowi przedstawiono zarzut dotyczący wykorzystania seksualnego małoletniego – mówi rzecznik prasowy prokuratury Maciej Kujawski. – Grozi mu kara pozbawienia wolności do lat 10.

Ta bolesna prawda dotarła wreszcie do kotłowian. Ten i ów zaczął składać w całość fakty i przypomniano sobie, że już na początku lat osiemdziesiątych za molestowanie seksualne usunięto ks. Mikołaja z… Kotłowa. Podobne „grzeszki” miał na sumieniu także podczas pobytu w jednej z parafii w pobliżu Dukli.
– Oszukiwał nas – mówi jeden z parafian.
– Nie po raz pierwszy zresztą. To właśnie on bezprawnie przekazał samochód biskupa jego kuzynowi. A przecież pojazd był własnością naszej parafii.

Gdy ordynariusz diecezji włocławskiej bp Wiesław Skołucki bez jakichkolwiek konsultacji „zafundował” im nowego proboszcza, Bogdana Skowrońskiego, zaprotestowali ostro i powiedzieli, że nie chcą w Kotłowie księdza rozwodnika. – Nie dość, że zostawił żonę, to jeszcze porzucił dwójkę dzieci – mówi zdenerwowana jedna z parafianek. – Dla takiego kapłana nie ma miejsca w Kotłowie.

Biskupowi nie pozostało więc nic innego, jak pomyśleć o kolejnym kandydacie, bo kotłowscy parafianie zagrozili buntem i okupacją świątyni. A że przed laty, jeszcze za czasów Koralewskiego, był tam młody zdolny wikary, który przez jakiś czas przebywał w Ameryce, postanowiono go ściągnąć…
– Zbyt wiele wycierpieliśmy w przeszłości – mówi jedna z parafianek. – A ponadto pamiętamy wciąż słowa biskupa Koralewskiego: „Nie dajcie zaprzepaścić Kościoła polskokatolickiego, bo tylko on podał nam rękę w potrzebie”.

Polsko-katolicy z Kotłowa mają już dość perturbacji ze swoimi księżmi. Wielu twierdzi jednak, że ostatnie skandale zapowiadają nie koniec, a początek jeszcze poważniejszych kłopotów

[2002] FaktyiMity.pl Nr 48(143)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: