FiM – Makulski – reaktywacja

Słynny budowniczy Lichenia – wyrzucony z posady przez przełożonych zakonnych – dorabia sobie do emerytury. Rozsyła po Polsce listy informujące, że afery z kochankiem nie było, a pieniądze na sanktuarium… zbiera nadal.

Opisywaliśmy niedawno („Chlebuś powszedni” – „FiM” 44/2004) kulisy fatalnej dla księdza Eugeniusza Makulskiego wpadki (setki tysięcy złotych ofiarowywane przez wiernych przeznaczał na zaspokajanie fanaberii kochanka), skutkującej błyskawicznym odsunięciem kapłana – znanego w świecie ze świątobliwości – z funkcji kustosza Sanktuarium Maryjnego w Licheniu. Jak informowaliśmy, szefowie ks. Makulskiego ze Zgromadzenia Księży Marianów usiłowali jeszcze niewiernego kochanka uczynić szantażystą. Niestety…

„W związku z umorzeniem postępowania w sprawie zmuszania do określonego zachowania księdza kustosza Sanktuarium w Licheniu Eugeniusza Makulskiego (…) Prowincja nie zamierza w żaden sposób polemizować procesowo z powyższym orzeczeniem Prokuratury (…). Pragniemy przy tym poinformować, iż przeprowadziliśmy wewnętrzne postępowanie wyjaśniające w sprawie sygnalizowanych przez środki masowego przekazu rzekomych nadużyć finansowych w Sanktuarium. W toku tego postępowania wszystkie wysłuchane osoby zdecydowanie zaprzeczyły jakoby jakakolwiek niegospodarność miała miejsce (…). W celu zapobieżenia jednak pojawieniu się jakichkolwiek podobnych podejrzeń w przyszłości Prowincja zmieniła system gromadzenia i zarządzania środkami finansowymi Sanktuarium. Powołano też do nadzorowania powyższych zadań nowe osoby, aby nie było wątpliwości co do uczciwości, rzetelności i przejrzystości działania systemu”– czytamy w specjalnym oświadczeniu ks. Dariusza Mażewskiego, sekretarza prowincji.

A jak system działa teraz?

Otóż ks. Makulski na otarcie łez dostał honorowy tytuł kustosza seniora, co jest bardziej elegancką nazwą emeryta. Przyzwyczajonemu do spania na workach z pieniędzmi zajrzało w oczy widmo normalnej, ludzkiej egzystencji. Ale łeb do interesów mu pozostał, więc korzystając ze swojej bazy adresowej, już od kilku tygodni rozsyła po Polsce listy-życzenia na Boże Narodzenie 2004, tłumacząc, że nigdzie nie odszedł, tylko nieco się przesunął, żeby do trudu sprawowania władzy dopuścić ks. Wiktora Gumiennego.

„Ogrom prowadzonych prac i coraz nowych zadań w dynamicznie rozwijającym się sanktuarium zaczął już przerastać moje słabnące siły”– pisze ks. Makulski.

Oczywiście nie po to człowiek wykosztowuje się na znaczki, żeby tylko złożyć życzenia, toteż legenda Lichenia nalega na nieustający sponsoring.

„W dalszym ciągu jako Kustosz-Senior (…) zbieram dobrowolne jałmużny i wykańczam różne obiekty” – zapewnia.

A podłe insynuacje w Polsacie i „Faktach i Mitach” o samochodach dla kochanka i kupionej mu hacjendzie?

No przecież nawet głupi powinien dostrzec, że „to wyrafinowana zemsta szatana za wybudowanie świątyni i wielką cześć Maryi”, co ks. Makulskiemu już jakby spowszedniało, bo – jak pisze – „Władze Polski Ludowej trzy razy uszykowały zamach, aby mnie zabić, ale ocalałem”.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 49(248)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: