FiM – Mikrośladowy megakant

Fakt, że samochód rzeszowskiego biskupa Edwarda B. miał uszkodzony zderzak i lusterko, nie jest dla prokuratury dowodem na to, że ksiądz biskup zabił dziecko. Zeznania świadków też nie.

Chodzi o 11-letnią Anię, która zginęła w miejscowości Połomia na Podkarpaciu. A zginęła, idąc do kościoła. Po kolejnych badaniach i ekspertyzach Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie nadal nie ustaliła, kto jest sprawcą, mimo że są zeznania świadków i jest uszkodzony samochód. Brakuje tylko… „mikrośladów”. I jeszcze „drobiazg”. W tej sprawie ślady prowadzą do klechy, i to wysokiego rangą. O okolicznościach pisaliśmy dość szczegółowo w „FiM” nr 20/2002.

Ania została potrącona, a sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Dziecko zmarło. Następnego dnia na policję zgłosił się ksiądz Tadeusz N. z Nowej Wsi. Swoją ucieczkę z miejsca zdarzenia tłumaczył szokiem, który to szok trwał u księdza kilkanaście godzin. Fakt, że w tym samym czasie spowiadał swoich parafian i wykonywał inne obowiązki duszpasterskie, nikogo zbytnio nie dziwi. Szoki bowiem – jak widać – są różne. W trakcie szoku ksiądz telefonował też kilkakrotnie i wszyscy dobrze wiedzą (z policją i prokuraturą na czele), do kogo dzwonił.

W końcu księdzu Tadeuszowi prokuratura postawiła zarzut spowodowania śmierci dziecka i ucieczki z miejsca zdarzenia.

Jednak w trakcie śledztwa ustalono, że ksiądz nie zabił dziewczynki, tylko najechał na leżące na jezdni dziecko. Natomiast sprawcą pierwszego potrącenia dziecka był kierowca samochodu, który jechał bezpośrednio przed autem księdza Tadeusza. Tak przynajmniej twierdzi prokurator rejonowy w Rzeszowie.

Ksiądz, który dziecka nie zabił, a tylko najechał, opowiada, że przed nim jechał tir i że zapewne to on przejechał dziecko. Kłamie jak z nut! Świadkowie, których przesłuchała prokuratura, kategorycznie temu zaprzeczają. Twierdzą natomiast, że przed samochodem księdza Tadeusza jechał, owszem, inny samochód, ale osobowy, nie tir, tylko polonez. Nie byle jaki polonez, skoro siedział w nim biskup Edward B.

Po ekspertyzach i badaniach okazało się, że samochód biskupa miał uszkodzony prawy zderzak i prawe lusterko. W tym przypadku śladów było za mało, mimo że w każdym podobnym – pewnie byłoby aż nadto. Organy ścigania wzięły się następnie do szukania tzw. mikrośladów na aucie (krew, drobiny odzieży, fragmenty skóry). To właśnie owe mikroślady  (i tylko one) byłyby, zdaniem prokuratora, dowodem, że samochód brał udział w wypadku. Prokuratura twierdzi też, że nie wiadomo, czy biskup jechał bezpośrednio przed księdzem. A my twierdzimy, że wiadomo jak najbardziej. Tak bowiem twierdzi znaczna część mieszkańców wsi wkurzonych niemiłosiernie próbą zatuszowania sprawy.

Okazało się, że kiedy nie ma cholernych mikrośladów (które mogą być takie mikro, że nie do zauważenia), to nie ma sprawcy. Jest tylko pamięć po zabitym dziecku! I koniec!

[2002] FaktyiMity.pl Nr 36(131)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: