FiM – Posunięty za milion

Życie księdza Eugeniusza Makulskiego, kustosza licheńskiego meczetu, inaczej by się potoczyło, gdyby nie odmówił Glempowi.

Sanktuarium Maryjne w Licheniu (woj. wielkopolskie) to kopalnia forsy. Darczyńcy gromadnie finansowali budowę tej siódmej pod względem wielkości świątyni na ziemi. Firmy (również te z udziałem Skarbu Państwa) prześcigały się w daninach. Kustosz ks. Makulski ani na moment nie utracił płynności finansowej.

Tymczasem mimo tych sukcesów z dnia na dzień, z trzydniowym terminem na spakowanie się i przekazanie klucza do skarbca, odwołano kustosza Makulskiego („FiM” 36/2004), co wywołało w Licheniu niezłe poruszenie; prawie uliczne zamieszki. Najgłośniej protestowali miejscowi kupcy, którzy przez okrągły rok robią tutaj znakomity biznes. Posunięty z posady ks. Eugeniusz był ich wielkim sprzymierzeńcem – oczywiście odcinał kupony, ale i im dawał zarobić. Wszyscy zastanawiają się, co takiego się stało, że Makulski musiał odejść. My wiemy! Otóż poważna firma z Wybrzeża, która wspiera Licheń od lat, gotowa była ponownie wpłacić około miliona złotych. Rozmowy w tej sprawie były już, jak to się ładnie mówi, zaawansowane, kiedy wtrącił się kard. Józef Glemp. Swoje stanowisko przedstawił mniej więcej tak: „Wy tam sobie w Licheniu radę dacie, zawsze jakoś sobie dawaliście, a ja potrzebuję tego miliona na budowę Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie” (sutannowi mają tam wielomilionowe długi u wykonawców). Makulski podobno oniemiał na taką propozycję, postawił się, odmówił, a więc natychmiast go odstrzelono.

W Licheniu powstał nieformalny komitet obrony byłego kustosza. Pierwszym jego działaniem stał się list do Białego Ojca w Watykanie. Zebrano ponoć kilkadziesiąt ważnych podpisów, w tym głównego architekta sanktuarium, Barbary Bieleckiej, no i oczywiście wspomnianych kupców.

Wystarczyło pospacerować po Licheniu, aby się przekonać, że atmosfera jest naprawdę gorąca. Mieszkańcy pamiętają słowa Makulskiego sprzed lat: „My budujemy, ale wy też budujcie”. Początkowo z wielką nieśmiałością przerabiano domy na pensjonaty dla pielgrzymów, budowano bary i restauracje. Prywatna infrastruktura była niezbędnym uzupełnieniem tej kościelnej. Z biednej podkonińskiej wiochy, gdzie kilkanaście lat temu stał tylko stary kościół, a dookoła rozciągało się ściernisko, powstało prawie San Francisco.
– Panie, ja nie ukrywam, że żyję z tych, co przyjeżdżają tutaj szukać szczęścia – wyznaje nam jedna z właścicielek pensjonatu. – Ksiądz Makulski nie był zdzirusem, zawsze powtarzał, że ograniczy własną bazę noclegową, żebyśmy i my mogli zarobić. Ale ten nowy to już jest typ, panie, podejrzany!

Owym typem okazuje się ks. Wiktor Gumienny, przyjęty przez społeczeństwo bardzo chłodno. Gumienny wraz z młodymi księżmi marianami ma najwyraźniej własną wizję maryjnego sanktuarium. Chce, jak rasowy biznesmen, postawić na dynamiczny rozwój i wzrost przychodów, bo Watykan nie ma już zamiaru dzielić się zyskami z licheńską gawiedzią. Dlatego mówi się o budowie kilku nowych domów pielgrzyma, własnej sieci tanich stołówek i bardziej ekskluzywnych restauracji dla ludzi ze strefy euro. Wyrosną również przeszklone salony z pamiątkami. W tej sytuacji prywatna konkurencja jest bez szans.

Niestety, nie udało się porozmawiać o licheńskim przesileniu z nowym włodarzem. Gumienny był ponoć w stolicy (może zawiózł Glempowi tę dużą bańkę?!), zaś główny ekonom i rzecznik prasowy ks. Zbigniew Krochmala na samo hasło „FiM” ukrył się chyba w jednej z tutejszych grot.

[2004] FaktyiMity.pl Nr 38(237)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: