FiM – Sądowa pralnia

Jeśli masz sporą nielegalną kasę, to najpierw daj się złapać z forsą na granicy, a później stań przed sądem, który forsę ci odda i – co więcej! – zalegalizuje. Jest mały drobiazg… musisz być księdzem.

Już od dłuższego czasu polskie służby graniczne w Kudowie przyglądały się podejrzliwie temu podróżnemu w koloratce. Coś ten proboszcz parafii rzymskokatolickiej w Tyńcu za często pojawiał się na granicy. Ale w końcu sam tłumaczył swoje stałe podróże… powinnością misyjną polegającą na wskrzeszaniu słusznej wiary  u naszych południowych, jakże często bezbożnych pobratymców. Ksiądz Zbigniew B. ostatni raz wybrał się w podróż do kraju na początku listopada ubiegłego roku. Bez problemu przejechał granicę i nie upłynęła doba, kiedy ponownie jego auto pojawiło się w Kudowie. I tu już zaczyna się kolejny odcinek porucznika Columbo. Proboszcz nie miał pojęcia, że tymczasem do Straży Granicznej – a wiemy to od starego pogranicznika właśnie – nadesłano anonim, odsądzający polskiego proboszcza z czeskiego Tyńca nie tylko od czci, ale i wiary – no, paszkwil po prostu. Paszkwil paszkwilem, ale coś musiano z tym pismem zrobić. I dokładnie 5 listopada ubiegłego roku proboszcz zbaraniał, kiedy – zamiast uniesionego, jak to było do tej pory w zwyczaju, szlabanu – zobaczył grupę celników osaczającą jego pojazd. Najpierw wyraził święte oburzenie na niegodne poczynania pogan w mundurach, przeszukujących jego naprawdę skromny bagaż. W miarę rozkręcania się tej czynności nie potrafił już ukryć zdenerwowania. Zwłaszcza kiedy kontrolujący natknęli się na pękatą, sporych rozmiarów saszetkę. Proboszcz pospiesznie zaczął wyjaśniać, że ma w niej pieniądze na budowę kościoła w Czechach, tylko, nieborak, zapomniał o tym zgłosić odpowiednio wcześnie. Skrupulatnie mu tę skórzaną skarbonkę przeliczono. Zbigniew B. miał przy sobie, bagatela, 10 168 USD, 111 749 DM, 120 000 lirów, 48 060 szylingów austriackich oraz 85 100 koron czeskich. Wedle krajowych walorów płatniczych, stanowiło to kwotę 263 388 złotych. Nieźle, jak na biednego proboszcza z czeskiego pogranicza. Oczywiste jest, że nie mógł on przedstawić żadnych dokumentów, które uwiarygodniłyby ten stan posiadania. Pieniądze zabezpieczono w celnym depozycie, a ksiądz proboszcz stanął ostatnio przed Sądem Rejonowym we Wrocławiu, odpowiadając za nielegalny wywóz walut z kraju. I dalej mamy rzecz ciekawą. Otóż podczas rozprawy ksiądz Zbigniew B. tłumaczył, że skonfiskowaną walutę przekazała mu niemiecka fundacja Reno Vabis na budowę parafialnego kościoła. Na dowód tego przedstawił świstek papieru, na którym darczyńca potwierdza prawdziwość tego oświadczenia. Pieniądze podobno przekazano mu w Czechach, ale duchowny nie złożył ich na koncie, bo… obawiał się kradzieży i wolał je mieć przy sobie – nawet podczas podróży do kraju. A nie zgłosił o tym służbom granicznym podczas wjazdu i wyjazdu, bo „nie znał przepisów i w ogóle o tym wszystkim nie myślał!”.

Ludzie, dacie temu wiarę? Sąd dał! I zwrócił oskarżonemu duchownemu całą zabezpieczoną kwotę. Z małym wszakże wyjątkiem. Proboszcz zapłacił za swoje gapiostwo… 3000 zł tytułem grzywny. A nas interesuje jeszcze jedna sprawa. Czy Zbigniew B. wpłacił ten depozyt do banku, a następnie wyciągnął go z powrotem, by uzyskać wymagane zezwolenie na wywóz waluty do Czech? Bo przecież to jedyny sposób na zalegalizowanie całej operacji. Mógł to uczynić, bo przecież dysponował prawomocnym wyrokiem sądu honorowanym przez bank. I w ten sposób pieniążki stały się już czyściutkie!

[2002] FaktyiMity.pl Nr 26(121)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: