FiM – Świeccy mistrzowie – cd.

Redakcja „FiM” zamieściła w 41 numerze tygodnika ważki list pana Jana Cioska z Gryfic. Problem, który wskazał autor owego listu, jest bardziej skomplikowany, niż jemu samemu i wielu innym osobom może się wydawać, albowiem dotyczy zawodu, który tak de facto w polskiej nomenklaturze urzędowej nie istnieje.

Tak jest – nie istnieje. Wprawdzie wszyscy ludzie, których los zetknął ze śmiercią i wynikającą z tego faktu ceremonią pogrzebu, wiedzą doskonale, że taki ktoś bywa bezwzględnie potrzebny, ale i tak urzędnicza machina biurokratyczna tego nie dostrzega. Bez mistrza ceremonii pogrzeb traci na swej oprawie, powadze i podkreśleniu ważności chwili pożegnania bliskiej osoby. Ciężar smutku, jaki panuje w takim momencie w sercach rodziny i przyjaciół zmarłego, nie zawsze pozwala im na swobodne wyrażenie uczuć. Mowę pożegnalną może doskonale napisać i wygłosić zawodowy mistrz ceremonii! I tylko mistrz ceremonii zrobi wszystko, aby uroczystość pożegnalna była na jak najwyższym poziomie. Tym bardziej że w przeciwieństwie do pogrzebów wyznaniowych, które są zawsze takie same (drobne różnice zależne są od wysokości kwoty, jaką rodzina zmarłego ofiaruje parafii, czyli… zapłaci Kościołowi), każda ceremonia bezwyznaniowa jest inna. Inna – bo zawsze jest inne życie kolejnego zmarłego!

Bardzo wielu księżom (choć nie wszystkim), szczególnie katolickim, o ile nie zostali wcześniej odpowiednio zmotywowani do większego zaangażowania podczas ceremonii, nie bardzo zależy na dostojnym przebiegu ceremonii. Nader często śpieszą się, aby jak najszybciej ją „odwalić”. Zamiast przemówienia pożegnalnego, o jakie poprosi ich rodzina, zwykle wymruczą podsunięty tekst pod nosem. Mimo takich sytuacji kolejne rodziny zmarłych parafian, nie mając innego „wyjścia religijnego”, i tak przyjdą do kapłana, aby poprowadził pogrzeb. Także wtedy, gdy ksiądz robi to niedbale i byle jak, co setki (!) razy widziałem na cmentarzach. Zawodowy mistrz ceremonii nigdy sobie na to nie może pozwolić! Nie tylko z racji szacunku do rodziny i zmarłego, ale choćby z tej przyczyny, że nikt więcej nie poprosiłby go o poprowadzenie ceremonii. I to niezależnie od faktu, że w naszym kraju zawodowych mistrzów ceremonii z wyższym wykształceniem jest zaledwie kilku.

Firmy pogrzebowe, kierując się kwestią finansową, często proponują swoich własnych pracowników, pełniących na co dzień zupełnie inne obowiązki. Ci jednak często mają kłopoty z napisaniem odpowiedniego w formie i treści pożegnania i późniejszym jego wyartykułowaniem przy grobie zmarłego. Jest to istotny problem inhumacyjny, albowiem wokół pogrzebów bezwyznaniowych tworzy się niesprawiedliwa i nader krzywdząca opinia społeczna, że są ubogie w treści i celebrze. Nieprawdą jest, że świeckie ceremonie pogrzebowe są siermiężne i ubogie w swej oprawie. Jako mistrz ceremonii wiem, że cmentarna uroczystość może być i bywa – jeżeli prowadzi ją odpowiedni mistrz – bogatsza w swym ceremonialnym przebiegu, znacznie dłuższa w czasie i zdecydowanie bardziej rozbudowana niż liturgiczna, wyznaniowa.

Po ponad 10 latach pracy jako mistrz ceremonii świeckiej zauważam narastającą liczbę pogrzebów bez udziału księdza. I nie myślę tutaj tylko o pogrzebach świeckich, ale również o pogrzebowych ceremoniach modlitewnych, które odbywają się na przedśmiertne życzenie zmarłego, bez udziału kapłana. Ten ostatni rodzaj ceremonii zaczął się pojawiać najpierw sporadycznie, potem coraz częściej w ostatnich dwu, trzech latach.

W kontekście tego wszystkiego jest dla mnie rzeczą zupełnie niezrozumiałą, dlaczego o uregulowaniu zasad uprawiania tego absolutnie potrzebnego zawodu nie mówi się podczas obrad parlamentarnych, co skutkuje brakiem uregulowań prawnych. Osoba pełniąca funkcję mistrza ceremonii winna mieć licencję na wykonywanie zawodu, a nie tylko jakieś tam okolicznościowe przeszkolenie, o czym łaskawie wspomina pan Jan. Wrażliwość rodzinna w momencie śmierci kogoś bliskiego oraz podczas całej pogrzebowej ceremonii jego ostatecznego żegnania jest postawiona na najwyższym poziomie człowieczym i w takiej sytuacji mistrzem prowadzącym tę uroczystość nie powinien być ktoś przypadkowy.

W Stanach Zjednoczonych istnieją specjalne szkoły kształcące mistrzów ceremonii i dające im szeroką wiedzę, niezbędną do właściwego i na odpowiednim poziomie prowadzenia ceremonii pogrzebowych. U naszych południowych sąsiadów, Czechów, funkcjonują szkoły zawodowe przygotowujące do pracy przyszłych grabarzy. W Polsce, jak widać, tę ważną dla rodziny czynność może realizować każdy. Każdy, kto ma na to ochotę. Czas zacząć to zmieniać!

Odpowiem na każdy list, przesłany do mnie na adres Redakcji „Faktów i Mitów”.
Z wyrazami szacunku

Stefan Szwanke
mistrz świeckich ceremonii pogrzebowych

[2009] FaktyiMity.pl Nr 44(504)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: