FiM – Szatan w szóstej klasie

Księża katoliccy to wybitni specjaliści od seksu, który jest ich największą pasją. Pewnego kapłana z Wielkopolski bardzo interesują chłopięce siusiaki. Zapewne wyjaśni prokuratorowi, że to zwykła troska o wychowanie do życia w rodzinie.

Ksiądz kanonik Alfred Wittke to nie byle kto w archidiecezji poznańskiej. Jeszcze do niedawna pełnił obowiązki referenta Wydziału Prawnego i Dyscypliny Sakramentów Kurii Arcybiskupiej; wciąż pozostaje sędzią Metropolitalnego Sądu Duchownego w Poznaniu. Musi wszakże mieć w papierach jakiegoś haka, bo biskup – zamiast dać 69-letniemu kanonikowi „tłuściutką” parafię – zamelinował go na peryferiach diecezji w liczącej raptem 1400 dusz wsi Wilkowice (gm. Lipno, powiat leszczyński), gdzie ks. Alfred jest proboszczem parafii pw. św. Marcina. Zbyt wiele roboty tu nie ma, za dziećmi wprost przepada. Zatrudnił się więc dodatkowo jako nauczyciel religii w lipnieńskim gimnazjum oraz wilkowickiej szkole podstawowej. No i napytał sobie przez to okropnej biedy…

Nauczycielka z Wilkowic ujawnia „FiM”: – Od drugiego półrocza wprowadzono u nas lekcje wychowania do życia w rodzinie dla piątej i szóstej klasy. Prowadzi je pani Katarzyna Frach (na zdjęciu powyżej), która na stałe pracuje w szkole podstawowej w Górce Duchownej. W czerwcu, krótko przed końcem rok szkolnego, temat lekcji w szóstej klasie brzmiał: „Zły i dobry dotyk”. Chłopcy, w większości ministranci od księdza Wittkego, opowiedzieli nauczycielce takie rzeczy, że ta oniemiała. Okazało się, że proboszcz na basenie obmacywał dzieci, zachwycał się ich siusiakami i temu podobne. Pani Frach zaalarmowała swoją koleżankę ze szkoły w Górce, Ewelinę Juśkiewicz (na zdjęciu z prawej), która – zarówno tam, jak i u nas – jest pedagogiem. Ta zaś o całej historii powiadomiła dyrektorkę Dorotę Urbańczak. I nagle wokół sprawy zapanowała zmowa milczenia. Nawet mnie to specjalnie nie dziwi, bo pani Urbańczak jest gorliwą parafianką.

Ponieważ nam gorliwe parafianki nie straszne, poprosiliśmy panią dyrektor o rozmowę: – Nigdy nie słyszałam, żeby w mojej szkole wydarzyło się cokolwiek nagannego obyczajowo. Ksiądz? Zachowania seksualne? Bzdura! Nic mi o tym nie wiadomo – odparła, zapytana przez dziennikarza, czy do kierownictwa szkoły docierały sygnały o molestowaniu uczniów przez ks. Wittkego.

Przyjęliśmy tę deklarację do wiadomości, zapewniliśmy Dorotę Urbańczyk, że wierzymy jej jak rodzonej matce, ale na pożegnanie zagadnęliśmy jeszcze, czy słyszała o ubiegłorocznej aferze w Połoskach k. Białej Podlaskiej. Szczegółów nie znała, więc przypomnieliśmy, że oprócz księdza Zbigniewa S., skazanego za molestowanie seksualne uczennic podczas lekcji religii, na ławie oskarżonych zasiadł także Jan F., dyrektor szkoły podstawowej, oskarżony o to, że choć był informowany o przestępstwie, usiłował je ukryć i nie zawiadomił ani policji, ani kuratorium. I nagle zdarzył się cud – pani Dorocie wróciła pamięć: – To było dwa tygodnie przed końcem roku szkolnego. Gdy się dowiedziałam o relacji chłopców z wyprawy na basen, poprosiłam panią Juśkiewicz, żeby delikatnie ich podpytała o szczegóły. Ona stwierdziła, że muszę koniecznie rozmówić się z księdzem. Później uczniowie pojechali na wycieczkę, przygotowywaliśmy się do rozdania świadectw i nie zdążyłam nic więcej w tej sprawie zrobić. Nie wiem, dlaczego ksiądz pojechał z szóstą klasą na basen, bo jest regułą, że dzieciom towarzyszy tylko wychowawca. Faktycznie, niektórzy rodzice byli oburzeni zachowaniem księdza i zapowiedzieli, że już nigdy nie pozwolą, aby ich synowie brali udział w imprezach z jego udziałem. Sama nie wiem, co teraz zrobić. Jestem przecież katoliczką, chodzę do kościoła, spowiadam się u księdza Wittkego… On tyle dobrego zrobił dla parafii. Nie wolno zdeptać jego dobrego imienia! Jak mam go o ten incydent zapytać? – zastanawiała się na głos wyraźnie zdesperowana dyrektorka szkoły.

Nas też zastanowiło, że pedagog z wieloletnim stażem ma kłopot z rozróżnieniem, co jest ważniejsze: bezpieczeństwo dzieci czy dobre imię plebana.

Udało nam się porozmawiać z matką tegorocznego absolwenta szkoły w Wilkowicach: – Jedna z nauczycielek opowiadała mi, że chłopcy z szóstej klasy krzyczą czasem za księdzem „Jasia” czy jakoś tak, w każdym razie nazywają go żeńskim imieniem. To są już dwunastolatkowie i myślę, że oni dobrze odczytują homoseksualne zachowania. Dla nikogo tu nie jest tajemnicą, że proboszcz lubi obmacywać chłopców, ale przecież nikt z rodziców nie pójdzie na policję, bo wieś by takiego wyklęła. Syn wypłakał mi się kiedyś, że podczas spowiedzi musiał temu draniowi odpowiadać, czy lubi bawić się ptaszkiem i czy ma już na nim włoski – twierdzi kobieta.

Cytowana na wstępie nauczycielka dodaje: – Starsi chłopcy faktycznie podśmiewali się z księdza Wittkego, ale – jak się teraz okazuje – nie bez powodu. Myślę, że właśnie dlatego nie chciał prowadzić lekcji religii w szóstej klasie. Wziął sobie tylko drugą, żeby – jak twierdził – przygotować dzieci do komunii. Nawiasem mówiąc, nie rozumiem, dlaczego pani dyrektor dała mu te godziny, skoro świecka katechetka Arleta Zalewska musi dorabiać do pełnego etatu zajęciami świetlicowymi, a on pobiera normalną emeryturę nauczycielską. Dziewczyna ma bardzo chore dziecko, a proboszcz utrudnia jej życie i szpieguje. Potrafi stać pod drzwiami klasy i podsłuchiwać, jak Arleta prowadzi lekcję.

No cóż, teraz „podsłucha” go prokurator. Zawiadomiliśmy organa ścigania z nadzieją, że Wilkowice nas jednak nie wyklną. Być może przekona mieszkańców wsi nadesłany do „FiM” list, którego obszerne fragmenty publikujemy:

„Uważam, że stałym i całkowicie bezkarnym rajem dla księży pedofilów są tak zwane spowiedzi święte. Pamiętam swoje z lat dziecinnych. Spowiedzi, w trakcie których była prostacko i brutalnie łamana moja naturalna intymność. (…) Gdy wkraczałem w wiek dojrzewania, spowiednicy szczegółowo wypytywali o najdrobniejsze fizyczne detale (…). Parę lat później, pamiętając przebieg tych rozmów, zorientowałem się, że informacje, które wówczas ode mnie, jako jeszcze dzieciaka, pozyskiwali, były im do niczego nie potrzebne. Jako dorośli mężczyźni powinni doskonale wiedzieć, o co chodzi. Nie dam głowy, czy w trakcie spowiedzi lub potem, niektórzy nie onanizowali się.Wiedzieli, że małolat nikomu się nie poskarży, bo się będzie wstydził. Dopiero, gdy już stałem się dorosły, praktyki te ustały, jako że z dorosłym już nie na wszystko można sobie pozwolić. Jednak chodziłem do spowiedzi coraz rzadziej, by z czasem w ogóle zaprzestać, uznając to za bezsensowne. (…) Jestem pewien, że identyczne praktyki mają miejsce w wielu parafiach po dziś dzień. Wszystko wygodnie kryje tajemnica spowiedzi, nic nie da się udowodnić. (…) Dlatego niech kościółkowi moraliści nie pouczają innych, niech najpierw wejrzą we własną mroczną seksualność, całkowicie wynaturzoną”…

[2005] FaktyiMity.pl Nr 28(280)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: