FiM – Kolekcjonerzy dzieci

Pedofil na pedofilu i pedofilem pogania… W każdym innym kraju na świecie taki urodzaj księży zboczeńców spowodowałby wielki, ogólnonarodowy skandal.

Oddelegowany czasowo do krzewienia katolicyzmu w Boliwii i Paragwaju 53-letni ojciec Ryszard Ś. z krakowskiej prowincji franciszkanów miał liczne grono znajomych. Utrzymywał z nimi ożywione kontakty za pośrednictwem poczty elektronicznej. Pisali do siebie listy, dzielili się ploteczkami oraz wymieniali fotkami. Na tych zdjęciach były rozebrane do naga dzieci. Cudze dzieci. Czasem także ze zwierzętami liżącymi ich narządy płciowe. Jeśli zaś chodzi o liściki wysyłane przez zakonnika koleżkom, to brzmiały one przykładowo tak:
# „Wysyłam ci trzy lesbijki. Podobają się? Teraz ty mi przyślij. Najmłodsze, jakie masz. Mogą być 8–9-letnie. Czekam na fotki”;
# „Ruchałeś się ostatnio z jakąś młodziutką? Opisz coś!”;
# „Ostatnio udało mi się zwalić parę małych. Bardzo świetna była Monika”.

Mnicha rozpracowali funkcjonariusze Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji zajmujący się bywalcami witryn internetowych z pornografią dziecięcą, a właściwa dla miejsca stałego zameldowania o. Ryszarda Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze wszczęła śledztwo, zarządzając poszukiwania właściciela kolekcji pornografii z udziałem 10–12-letnich – jak się okazało – dziewczynek oraz zwierząt. W połowie 2007 roku franciszkanin przyjechał do Polski na zasłużony urlop i 29 grudnia został zatrzymany przez policję w jego rodzinnym domu w K., tuż przed zaplanowanym na 4 stycznia wyjazdem do Paragwaju (por. „Dzieci brata mniejszego” – „FiM” 2/2008). Usłyszał zarzut, że „w okresie od 31 lipca 2006 r. do 1 kwietnia 2007 r., działając czynem ciągłym, za pomocą swojej poczty elektronicznej posiadał w celu rozpowszechniania treści pornograficzne z udziałem małoletnich poniżej lat 15 i posługiwaniem się zwierzętami”, czym wypełnił znamiona przestępstwa z art. 202 par. 3 k.k. (zagrożone karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8), po czym trafił do aresztu, gdzie spędzić miał co najmniej 3 miesiące.

###

O. Ryszard Ś. ma piękny kościelny życiorys i uchodzi za nadzwyczaj bogobojnego kapłana. Od 12 roku życia był ministrantem, a po ukończeniu Wyższego Seminarium Duchownego pracował m.in. we franciszkańskiej parafii św. Karola Boromeusza we Wrocławiu, gdzie katechizował 7–8-letnie dzieci, a później w Lubomierzu koło Mszany Dolnej, nadzorując tam tzw. duszpasterstwo powołaniowe. Po wyjeździe z Polski sprawował eksponowaną funkcję specjalnego delegata prowincjalnego na Amerykę Południową oraz gwardiana klasztoru w Asunción (Paragwaj), gdzie osobiście formował młodych kandydatów do zakonu.

Był ulubieńcem przełożonych zakonu, więc trudno się dziwić, że decyzją Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze już 8 stycznia 2008 roku o. Ryszarda uwolniono z aresztu za osobistym poręczeniem o. Kazimierza Malinowskiego, prowincjała franciszkanów (sprawującego też funkcję Przewodniczącego Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce), oraz kaucją w kwocie… 5 tys. zł.

###

W śledztwie wielebny Ś. poszedł w zaparte i stanowczo odmówił składania jakichkolwiek wyjaśnień. Ujawnił jedynie, że w lipcu 2007 r. poddał się dwutygodniowym konsultacjom psychiatrycznym spowodowanym „wycieńczeniem psychicznym związanym z długotrwałym pobytem na misjach”. Pismem z 10 stycznia 2008 r. fakt ten potwierdził wikariusz prowincjalny o. Zenon Szuty, zapewniając prokuraturę, że władze zakonne wysłały konfratra na leczenie do kliniki w Krakowie, bo ostatnimi czasy wydawał się im jakiś „dziwny” i „trudno było się z nim porozumieć”.

Tymczasem rodzinie mnich robił wodę z mózgownic.

„Brat mówił mi, że padł ofiarą grup satanistycznych, których członkowie podszywają się pod niego” – zeznała w prokuraturze siostra podejrzanego.

Jednak nie wszyscy dali się omamić, bowiem na wieść o aresztowaniu wujka zgłosiła się do prokuratury i podzieliła traumatycznymi wspomnieniami bratanica o. Ryszarda.

„Miałam 5–6 lat, gdy przychodził w nocy do mojego pokoju, wkładał rękę pod kołdrę oraz usiłował obmacywać. Zaciskałam kurczowo nogi, żeby nie wkładał dalej i wtedy odchodził” – zeznała 5 stycznia 2008 r. pod przysięgą dorosła już kobieta. Ujawniła również treść SMS-a wysłanego jej przez mnicha w sierpniu 2007 r., tuż po zakończeniu konsultacji psychiatrycznych: „Tu wujek Rysiek, podaj adres, chcę ciebie dzisiaj”. Niestety, upływ lat sprawił, że „wujek Rysiek” skorzystał w tej sprawie z dobrodziejstwa przedawnienia…

Franciszkanie nie żałowali pieniędzy, wynajmując konfratrowi najdroższych w Jeleniej Górze adwokatów, którzy zażądali od prokuratury powołania biegłych psychiatrów „posiadających odpowiednią wiedzę i doświadczenie w pracy z osobami duchownymi”. Powód? No cóż, pierwszemu z brzegu specjaliście byłoby zapewne trudno zrozumieć kapłana… W aktach sprawy znalazły się dwie opinie sądowo-psychiatryczne:
# „Chciałem ewangelizować ludzi przez internet, zaniepokojony rozmiarem agresji, wulgarności i złej seksualności” – przekonywał zakonnik biegłą Renatę Ostrowską, szczycącą się zaufaniem Sądu Kościelnego Diecezji legnickiej (także tam sprawuje funkcję biegłej).

Jej konkluzje nie do końca były jednak pomyślne dla o. Ryszarda. Choć kobieta odnotowała, że badany „wchodził w środowiska erotyczne celem szerzenia kultury chrześcijańskiej”, to uznała go za całkiem zdrowego, stwierdzając, że „przyjął postawę obronną na przedstawienie siebie jako ofiary zdarzenia”;
# wyznaczony przez prokuraturę seksuolog dr Wiesław Ślósarz orzekł bez ogródek, że preferencje seksualne kapłana „zmierzają do pedofilii lub/i zoofilii”.

###

Przed Sądem Rejonowym w Jeleniej Górze o. Ryszard Ś. już zmienił taktykę. „Ściągnąłem kilka zdjęć z ciekawości, a ona zaczęła mnie później pogrążać. Choć przyznał się do posiadania pornografii dziecięcej i fotek z udziałem zwierząt, przytomnie zaprzeczył, jakoby miał je rozpowszechniać. Ot, po prostu wysyłał je znajomym.

„Zgłosiłem się w charakterze świadka na osobistą prośbę prowincjała” – przyznał w sądzie o. Ryszard Jarmuż, który stanął w obronie konfratra. Cóż ważnego miał do powiedzenia? Że oskarżony był ostatnio bardzo nerwowy i zauważył u niego dziwne tiki. „To nie był ten sam ojciec Ryszard, którego znałem wcześniej” – mówił świadek zdający się podtrzymywać wersję o satanistycznym spisku na swojego świątobliwego druha…

Do rozstrzygnięcia o winie i karze wystarczyły dwie rozprawy. Choć prokurator domagał się 2,5 roku bezwzględnego więzienia oraz 8-letniego zakazu pracy z małoletnimi, wyrokiem z 10 października 2008 r. sędzia Jarosław Staszkiewicz uznał, że o. Ryszard Ś. „zasłużył” na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, a zakazywanie mu duszpasterstwa dzieci i młodzieży jest zbędne, skoro nałoży się na niego obowiązek leczenia u specjalisty seksuologa.

„Sąd uznał za wiarygodne wyjaśnienia oskarżonego, że posiadane zdjęcia i filmy wykorzystywał on na własne potrzeby lub też do wymiany z osobami poznanymi za pośrednictwem poczty elektronicznej” – dowiedzieliśmy się z uzasadnienia.

13 listopada 2008 roku prokuratura złożyła apelację, żądając uchylenia tego werdyktu i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania z uwagi na „błędy w ustaleniach faktycznych i rażącą niewspółmierność kary”. Wkrótce przekonamy się, czy o. Ryszard, zażywający obecnie wypoczynku w klasztorze usytuowanym w znanym kurorcie, stanie ponownie przed sądem, skoro uchylono mu zakaz opuszczania kraju…

###

18 lutego 2009 r. przed Sądem Rejonowym w Suchej Beskidzkiej rozpoczął się proces księdza Łukasza K. z archidiecezji krakowskiej (do niedawna wikariusz parafii w Łętowni i nauczyciel religii w miejscowym Zespole Szkół im. Jana Pawła II) oskarżonego o molestowanie seksualne swojej 12-letniej uczennicy, za co w myśl art. 200 par. 1 k.k. grozi mu kara pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Prokuratura zebrała dowody, że w okresie od 4 stycznia do 18 kwietnia 2008 r. oraz w dniu 25 kwietnia 2008 r. wielebny zwabiał dziewczynkę na plebanię, całował ją „z języczkiem”, ściągał bluzkę i dotykał w miejscach intymnych.

Pedofilskie zapędy wikarego wyszły na jaw, gdy matce wpadł w ręce pamiętnik córki, a ta potwierdziła podczas przesłuchania zapisane w sztambuchu relacje.

W śledztwie ks. Łukasz twardo obstawał przy wersji, że to nie on, lecz nastolatka molestowała go seksualnie, uporczywie nachodząc plebanię i usiłując dopaść bogobojnego kapłana w zaciszu sypialni.

Na jego nieszczęście do rozwikłania tej zagadki powołano biegłych psychologów niemających żadnego „doświadczenia w pracy z osobami duchownymi”, którzy jednoznacznie stwierdzili, że dziewczynka jest absolutnie wiarygodna, a doświadczenia z ks. Łukaszem K. fatalnie odbiją się na jej dalszym życiu emocjonalnym.

„W realizacji mojego powołania ważna była i ciągle jest praca nad sobą, nad własnymi słabościami i ciągłe rozwijanie się pod różnymi aspektami i w różnych etapach swojego życia, bo przecież człowiek uczy się przez całe życie”– pisał diakon Łukasz K. w swoim pamiętniku we wrześniu 2005 roku, gdy był jeszcze alumnem szóstego roku seminarium duchownego.

Co zrobił kardynał Stanisław Dziwisz z tak dobrze zapowiadającym się kapłanem?
– Schował go do parafii we wsi P. niedaleko Chrzanowa. Co więcej: początkowo pozwolił mu nawet nauczać religii w miejscowej szkole podstawowej i dopiero gdy akt oskarżenia trafił do sądu, kardynał odsunął księdza Łukasza K. od katechezy. A gdy tylko rozpoczął się proces, znowu go gdzieś ukryli – nie zaskakuje nas policjant z Suchej Beskidzkiej.

Z dniem 1 marca ks. Łukasz wziął nagle urlop zdrowotny i zniknął – mówi dyrektorka szkoły Dorota S.

Chcąc nie chcąc, ujawni się w piątek 20 marca, kiedy to w Suchej Beskidzkiej odbędzie się kolejna rozprawa przeciwko kolejnemu funkcjonariuszowi kat. Kościoła oskarżonemu o pedofilię…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 12(472)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: