FiM – Sami swoi

Po wizycie kolegów biskupów ksiądz dopił do dna i wpadł w szaleństwo, próbując pobić siostrę Chryzantemę. To wcale nie jedyny kwiatek z diecezjalnej zamojsko-lubaczowskiej łączki…

Nasze ścieżki dosyć rzadko prowadzą do Zamościa i dalej – w stronę Ukrainy, ale jakoś tak niedawno wyszło, że zaprowadziły. Skorzystaliśmy więc z okazji, żeby przyjrzeć się sytuacji w tamtejszych filiach Watykanu, a ściślej rzecz ujmując – centrali diecezji zamojsko-lubaczowskiej, skąd już od dłuższego czasu dochodziły do „FiM” sygnały, że sytuacja jest całkiem do kitu, a kuria biskupia przeistoczyła się w przeżarty intrygami urząd, w którym wszystkie karty rozdają zausznicy szefa i personel, który załatwia za niego najtrudniejsze (czasem brudne) sprawy, oraz magicy potrafiący wyczarować dlań dużą kasę. Z ciekawości rozejrzeliśmy się tu i ówdzie oraz pokonspirowaliśmy z malkontentami, wśród których znalazła się nawet – o dziwo! – najprawdziwsza siostra zakonna…

###

Diecezją formalnie dowodzi od 2,5 roku biskup Wacław Depo, mający tam do pomocy bp. Wacława Leszczyńskiego. Na terenie diecezji mieszka też (aczkolwiek nie odgrywa już żadnej znaczącej roli) jej pierwszy ordynariusz bp Jan Śrutwa, który w 2006 r. w tajemniczych okolicznościach zrezygnował z funkcji i odszedł na kościelną emeryturę, zaszywając się w biłgorajskim Domu Księży Seniorów.

Hierarchia jest od tzw. wyższych, tj. pokazowych celów, natomiast za sznurki pociąga w diecezji świetnie ze sobą współpracujący tandem w osobach księdza kanclerza Adama Firosza i szarej eminencji ks. Andrzeja Niedużaka (fot. na dole) – omnibusa, który sprawuje funkcję dyrektora Domu Księży Seniorów w Biłgoraju, kapelana tamtejszego Domu Pomocy Społecznej dla Kombatantów, asystenta na KUL-u (Wydział Zamiejscowy w Tomaszowie Lubelskim) i diecezjalnego kapelana służb celno-skarbowych, co według naszych informatorów znakomicie wpływa na stan kurialnej kasy…
– Pomijam już fakt, że nowy biskup rozpoczął urzędowanie od kosztownych zakupów, zaopatrzenia się w luksusową brykę i podniesienia proboszczom o 100 proc. „podusznego” (odprowadzana do kurii comiesięczna danina, której wysokość uzależniona jest od liczby mieszkańców parafii – dop. red.), co na ubogiej Zamojszczyźnie, gdzie mnóstwo ludzi żyje poniżej minimum socjalnego, dość trudno udźwignąć. Mnie to akurat bezpośrednio nie dotyczy, ale znam wielu proboszczów mających ogromne dylematy, jak z biedaków wycisnąć kasę, żeby móc opłacić się naszym opływającym w dostatki wielmożom. Ja najbardziej sfrustrowany jestem przykrą atmosferą terroru i powszechnie znanym faktem zorganizowania przez kurię siatki donosicieli. Księża są niepewni jutra, boją się ze sobą rozmawiać i krytykować, gdyż w razie donosu młody może pożegnać się z myślą o jakichś awansach, a starsi są po prostu zdejmowani ze stanowisk i pozostawiani bez środków do życia, jak to się ostatnio przydarzyło proboszczom Markowi K. i Stanisławowi R., którzy nawet z zasiłku dla bezrobotnych nie mogą skorzystać – zauważa wikariusz z Zamościa.
– Niedużak manewruje kanclerzem, a ten biskupem. Pasterz wraz z Firoszem potrafią wieczorami bez żadnego zaproszenia robić naloty na plebanie wytypowanych do odstrzału księży i niemalże zaglądać im do łóżek, próbując przyłapać na jakichś dwuznacznych sytuacjach. W świetnie zorganizowanej za czasów biskupa Śrutwy diecezji zapanował chaos i bałagan. Zamiast zajmować się parafią, muszę rozgryzać układy, kombinować, ile włożyć w kopertę dla biskupa za posługę pasterską i jak przymilić się do Firosza, który faktycznie rządzi diecezją, a w sprawach personalnych kieruje się bardzo dwuznacznymi sympatiami osobistymi – sugeruje podteksty obyczajowe proboszcz z pewnego małego miasteczka.

###

W lipcu 2007 r. diecezję zamojsko-lubaczowską dotknęła tragiczna śmierć ks. Zbigniewa Antosza – 37-letniego notariusza kurii, który zginął w Alpach Szwajcarskich, schodząc ze szczytu Matterhornu. Organizatorem tej wyprawy był ks. Firosz, a uczestniczyli w niej jeszcze dwaj zamojsko-lubaczowscy księża: wikariusz parafii w Krasnobrodzie ks. Krzysztof Maj i studiujący w Mediolanie teologię moralną ks. Lesław Białek.
– Zbyszek trochę chodził wcześniej po górach, ale nie był zbyt doświadczonym alpinistą. Ksiądz kanclerz miał natomiast dużą praktykę, bo regularnie wyjeżdżał w Alpy razem ze swoim ulubionym klerykiem…(tu nazwisko wyświęconego niedawno kapłana). Moim zdaniem, ks. Firosz ponosi moralną odpowiedzialność za tę śmierć. W diecezji krążyły nawet pogłoski, że upadek Zbyszka ze skały nie był przypadkowy, że doszło tam do jakiegoś incydentu… Osobiście w to nie wierzę, ale… szkoda, że prokuratura w ogóle tej sprawy nie dotknęła i po ludziach wciąż kołaczą się raniące pamięć podejrzenia – twierdzi przyjaciel ks. Antosza.

###

Ks. Niedużak, główny obok ks. Firosza rozgrywający w diecezji, powiada o sobie, że jest kuzynem bp. Śrutwy. Jaka jest prawda, nie wiadomo, w każdym razie człowiek zdaje się być nietykalny.
– Po odwołaniu przez ordynariusza wspaniałego księdza Piotra Mazura biskup Depo w 2007 roku mianował Niedużaka dyrektorem naszej szkoły. Człowiek przychodził tylko po pensję, a wiem skądinąd, że w ogóle nie sprawdził się wcześniej jako nauczyciel religii. Odetchnęliśmy, gdy biskup wreszcie zdjął go ze stanowiska, choć żadnych innych sankcji nie nałożył – mówi nauczycielka Katolickiego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II przy parafii św. Marii Magdaleny w Biłgoraju.
– Atmosfera w zarządzanym przez ks. Niedużaka Domu Księży Seniorów jest fatalna. Pracująca tu kiedyś siostra Aneta K. ośmieliła się powiedzieć głośno o lekceważeniu przez księdza dyrektora swoich obowiązków. Natychmiast zwolnił ją z pracy i naprawdę bardzo się ucieszyła, gdy musiała wyjechać do naszego Ośrodka Wychowawczego w Puławach – zwierza się „FiM” zakonnica z obsługującego emerytów Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek.

###

O wyczynach pewnego kapłana diecezji zamojsko-lubaczowskiej – może nie najważniejszego kościelną rangą, ale w rankingu wpływów mieszczącego się w pierwszej piątce i grasującego na co dzień w okolicach Zamościa i Biłgoraja – krążą legendy. Z tzw. ostrożności procesowej nie możemy niestety wymienić człowieka z nazwiska, bo ktokolwiek godził się rozmawiać z nami na jego temat, błagał, żeby relacji złożonej „FiM” nie musiał powtarzać w sądzie.
– On by mnie zniszczył, gdyby wyszło na jaw, że wam coś o jego sprawkach opowiedziałam. To jest bezwzględny drań. Biskupów i Firosza ma w ręku, więc niczego się nie boi i z nikim nie liczy – przekonuje kobieta pracująca niegdyś u wielebnego.

Inna współpracownica świątobliwego męża opowiedziała nam, jak to jej pryncypał wraz ze znamienitym kurialistą i solidarnie dzieląc się złodziejskim łupem, upłynnili za kilkadziesiąt tysięcy złotych materiały pozostałe po budowie obiektu ogólnodiecezjalnej użyteczności:
– On nawet drzewa wycinał i wywoził w swoje rodzinne strony pod Tomaszów Lubelski. Sprzedawał na boku dary, handlował czym się dało… A później były balangi. Zawsze spraszał na nie wszystkich najważniejszych ludzi z kurii – dodaje kobieta.
– Siostra Chryzantema S. była świadkiem i ofiarą ekscesów, kiedy to po którejś tam z kolei wizycie biskupów ksiądz dopił wszystkie pozostałości i wpadł w jakieś szaleństwo, próbując ją pobić. Gdy uciekła, rozładował się na ławkach w kaplicy. Tam, gdzie przechowuje się Najświętszy Sakrament! Wszystko wywracał, demolował… Chryzantema poskarżyła się innym siostrom, a gdy wieść rozeszła się po mieście, ksiądz wyrzucił ją z pracy i kazał natychmiast wracać do zgromadzenia – wspomina zakonnica od benedyktynek misjonarek.

Ale najciekawszą opowieść usłyszeliśmy z ust przyjaciółki nałożnicy rzeczonego kapłana.
– Był z Anią przez wiele miesięcy. Regularnie zostawała u niego na noc, a gdy jej mąż zbytnio im dokuczał, biegając do biskupa ze skargami, wspólnymi siłami zamknęli chłopa w zakładzie psychiatrycznym w Radecznicy. Ksiądz (…) wysyłał Ance kilkadziesiąt obleśnych SMS-ów dziennie. Nawet gdy siedział w konfesjonale i spowiadał, pisał, co jej zrobi w nocy… Wiem, że raz zaszła z nim w ciążę. Pomógł jej w aborcji, załatwiając sprawę w (…), gdzie mieszka jego siostra. Rozstali się niedawno „za porozumieniem stron”. Ania opowiadała mi, że kanclerz kurii prosił go, żeby trochę pofolgował, bo wokół ich romansu zaczęło już być zbyt głośno, a dzieciaki w Biłgoraju wypisywały na samochodzie kochasia obelgi. Czasem spotykają się jeszcze na szybki „numerek”, ale on skupił się teraz na karierze. Podobno chce zostać biskupem – śmieje się kobieta.

I ani chybi zostanie – w tak znakomitym towarzystwie…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 9(469)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: