FiM – Sławojki

Gdy Głódź zapowiedział, że Kościół będzie wskazywał kandydatów w wyborach samorządowych, natychmiast stawiła się u niego cała śmietanka Trójmiasta, żeby wesprzeć budowę nowej rezydencji.

Abp Sławoj Leszek Głódź zorganizował 7 grudnia ściśle tajne spotkanie integracyjne trójmiejskiego establishmentu. Pretekstem była „uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod przyszłą siedzibę metropolity gdańskiego”. Tak to właśnie określał, osobiście telefonując do swoich wybrańców, żeby przypadkiem któryś z nich nie odważył się odmówić. Przed kilkoma miesiącami ujawniliśmy kulisy planów przeprowadzki Głódzia z pałacu w Oliwie (historyczna siedziba biskupów gdańskich) do intensywnie remontowanego zabytkowego budynku w dzielnicy Stare Szkoty („Pasterz pasterzowi wilkiem” – „FiM” 15/2009).

Przypomnijmy, że wielebnemu nie chodziło bynajmniej o przestrzeń życiową, bowiem usytuowany przy katedrze oliwskiej pałac (fot. 1) jest obiektem idealnym dla arcybiskupa, czyli takim, w którym można zorganizować kolonie dla setki dzieci. Ma on jednak tę zasadniczą wadę, że stoi na widoku (tuż obok seminarium duchownego i vis-à-viskurii) i wciąż zamieszkuje tam abp Tadeusz Gocłowski. Krótko mówiąc: nie przyjedzie tu niepostrzeżenie rządowa limuzyna, a tym bardziej taksówka z jakimiś rozrywkowymi gośćmi, podczas gdy położona na dyskretnym uboczu przyszła siedziba (nieopodal wiodącej do miasta krajowej „jedynki”) wprost idealnie będzie się komponować z upodobaniami towarzysko-gastronomicznymi ekscelencji…

Na wezwanie Głódzia pokornie stawiła się w Starych Szkotach (w godzinach urzędowania) cała samorządowa śmietanka Trójmiasta, a więc: marszałek Jan Kozłowski i jego zastępca Mieczysław Struk, wojewoda Roman Zaborowski, wiceprezydent Gdańska Wacław Bielawski (prezydent Paweł Adamowicz miał nieszczęście przebywać akurat w Izraelu), prezydent Sopotu Jacek Karnowski i prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Nie zabrakło wojskowej generalicji, najbogatszych proboszczów i kurialistów, oraz kilku biznesmenów. Impreza rozpoczęła się przy zapadającym zmroku, co skutecznie uniemożliwiło identyfikację wszystkich uczestników, zaś każda próba zbliżenia się do posesji osoby postronnej groziła „wylądowaniem w kanale Raduni”, jak ostrzegali wynajęci przez kurię ochroniarze.

A jak było w środku?
– Oczywiście, chodziło przede wszystkim o kasę, bo sama ceremonia ograniczyła się do złożenia podpisów pod aktem erekcyjnym i wmurowania go z aktualnymi numerami jakichś gazetek kościelnych oraz symboliczną monetą jednego euro, sprezentowaną przez marszałka Kozłowskiego. Już nie tak „symboliczne” grube koperty dawali włodarze podczas późniejszej popijawy, więc nie widziałem, czy Głódź też je zamurował – śmieje się kierowca prominenta obecnego na bankiecie.

Gdańscy księża gorzko płaczą nad najnowszym pomysłem Głódzia:
– Mamy problem, bo ten remont jest niesłychanie kosztowny, a dla nikogo nie jest tajemnicą, że pasterz chce przeprowadzić się do nowej rezydencji (fot. 3), bo jego wilczury Maks i Aza nie mogą sobie w pałacu swobodnie pobiegać. Miasto oraz konserwator zabytków nie dali mu dotychczas ani grosza, więc choć łupi parafie aż trzeszczy, to i tak musi dokładać z kasy kurii, przez co zaczyna go już pomału szlag trafiać. Podczas „wmurowania” zebrał od gości ponad 100 tys. zł, ale to doprawdy kropla w morzu jego potrzeb. On już wie, że jest nielubiany (np. twarda postawa konserwatora zabytków, gdy arcybiskup próbował robić remont według własnego widzimisię) i nikt nie da mu pieniędzy na piękne oczy, więc zaczyna obłaskawiać decydentów przy kieliszku. Starą metodą sprawdzoną w ordynariacie polowym– zauważa nasz znajomy gdański proboszcz.

Jeśli chodzi o te „metody”, to warto przypomnieć dygnitarzom z Trójmiasta historię nabycia przez Głódzia budynku po zlikwidowanej szkole (z działką o powierzchni 4,5 tys. mkw.) w jego rodzinnej wsi Bobrówka („Muzeum Flaszki”, „Jaśniepan Głódź”, „W służbie Bogu i mamonie” – „FiM” 13/2006, 11/2007, 40/2007).

Sławoj zapłacił za tę nieruchomość 60 tys. zł (wcześniej – kosztem ok. 50 tys. zł – gmina wymieniła więźby dachowe oraz zainstalowała nowoczesne ogrzewanie) i urządził sobie w Bobrówce taki pałac (fot. górna i fot. 2), że i prymas by się nie powstydził. Wszem i wobec przekonywał, że za wszystko płacił z własnej krwawicy, podczas gdy dziennikarze „FiM” wykryli, iż faktury na najdroższe materiały wystawiano mu na… Caritas!

Rozbudowie kolejnej hacjendy w kolekcji Głódzia będziemy się zatem przyglądać nie tylko na zdjęciach…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 51(511)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: