FiM – Śmierć u Rydzyka

Redemptoryści z Torunia mają gdzieś bezpieczeństwo robotników zatrudnionych przy remoncie klasztoru. Skandaliczne zaniedbania doprowadziły w październiku do śmierci dwóch budowlańców. Trzeci robotnik został ciężko ranny.

Na brak kasy redemptoryści toruńscy nie narzekają. Nic dziwnego, każda otumaniona babinka odda ostatni grosz na sukienkowych od Radyja Maryja. Ci zaś żyją jak pączki w maśle, rozbijają się zachodnimi autami i mają gdzieś ludzi, którzy ciężką pracą utrzymują siebie i swoje rodziny, a na dodatek ryzykują życiem.

Przesadzamy? No to posłuchajcie.

W klasztorze Rydzyka przy ulicy Grunwaldzkiej w Toruniu postanowiono wymienić kanalizację deszczową i przy okazji poprawić izolację fundamentu budynku. Sukienkowi zatrudnili do tych prostych prac dwie miejscowe firmy: „Rekon” i „Taurus”. Wzdłuż budynku zrobiono głęboki na 1,5 metra wykop. Robotnicy zdołali w nim popracować zaledwie kilka dni i doszło do strasznej tragedii.

Było to we wtorkowy poranek 22 października. Rury odwadniające w rowie zakładali dwaj mężczyźni: 54-letni Kazimierz L. i 25-letni Tomasz K. Nagle od krawędzi klasztornego dziedzińca oderwała się kilkusetkilogramowa, betonowa płyta. Nie było czasu na ucieczkę. Starszy robotnik dostał potężne uderzenie w głowę i kręgosłup. Zginął na miejscu. Młodszy miał „szczęście”: beton pogruchotał mu „tylko” nogi i miednicę. Ciężko ranny trafił do szpitala.

Na klasztornym dziedzińcu zebrał się tłum ludzi. Jednak do ofiar wypadku nie pofatygował się żaden z zakonników! Nikt nie pospieszył nawet z ostatnim namaszczeniem czy słowami pocieszenia. Cóż, każdy okazuje tyle miłosierdzia, ile go ma… Klechy tylko zza firanek obserwowali, co dzieje się na placu…

Inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy w Toruniu stwierdzili, że warunki, w jakich robotnicy pracowali u redemptorystów, to „czysty kryminał”. Nadinspektor Józef Bohuszk opowiedział, że na miejscu tragedii nie było żadnego zabezpieczenia, choćby deski, która mogłaby zatamować sunącą do rowu ciężką, mokrą ziemię. Na dodatek, brygadzista nadzorujący roboty nie znał nawet nazwisk swoich podwładnych, pracujących za grosze na zasadzie umowy o dzieło. Sam zaś w ogóle nie miał żadnej umowy o pracę. W Papalandzie to zresztą rzecz zwyczajna.

To nie pierwsza tragedia u toruńskich redemptorystów. Kilkanaście dni wcześniej z dachu budynku Radia Maryja spadł 49-letni robotnik firmy remontowej. On także poniósł śmierć na miejscu. Oba tragiczne wydarzenia bada teraz toruńska prokuratura. Ta jednak boi się Rydzyka, jak diabeł święconej wody, więc pewnie niczego nagannego nie stwierdzi.

Ot, śmierć nie wybiera.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 44(139)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: