FiM – Pięć stów za duszę

Sobota, 28 stycznia, godzina 17.15. Zgasło życie 63 osób. Niespodziewanie, tragicznie. Odeszli. Dzieci i dorośli. Pozostał przerażający ból i cierpienie najbliższych. Ale dla niektórych to widocznie za mało…

To, co boli najbardziej, to śmierć osób, które dopiero zaczynały swoje życie. 7-letni Tomek Knosala odszedł wraz z rodzicami. Ocalał jego 9-letni brat. Daria Gadzińska, 9 lat – niewiele zabrakło, aby przeżyła. Zaledwie dwa metry. Adrian Michalczyk, 17 lat – zginął wraz ze swoim tatą. Kamil Ważyński, 18 lat – przyjechał na targi, by pomóc w prowadzeniu stoiska wystawowego. Kamila Bartkiewicz, 23 lata – niedawno straciła rodziców, teraz nie ma też jej. To tylko kilka osób, które miały życie przed sobą. Równie mocno żal tych, którzy nagle zostali pozbawieni najbliższych.

###

Pani Teodozja w chorzowskiej katastrofie straciła męża i syna. Pozostała sama z 9-letnią córką Moniką. Mąż Mirosław (41 lat) pracował w mysłowickiej kopalni węgla kamiennego. Był wielbicielem gołębi. Swoją pasją zaraził syna. Adrian miał 17 lat. Był uczniem liceum, uczył się świetnie. Mówił po niemiecku, więc tłumaczył rozmowy z obcokrajowcami w czasie imprezy. Chciał zostać prawnikiem. Oboje na targach mieli swoje stoisko. Czekali na nie z radością od wielu miesięcy. Kiedy hala zaczęła się walić, ojciec pobiegł ratować syna, którego dosięgło już spadające żelastwo – opowiadają świadkowie. Nie udało się. Żaden z nich już nie wyszedł.

Formalności pogrzebowe udowodniły, że to nie koniec bólu. Proboszcz Eugeniusz Grzyb oznajmił wprost, że sprawę pogrzebu potraktuje „promocyjnie”, tzn. tysiąc złotych za dwie dusze. Oznajmił oschle i formalistycznie, bez cienia litości i słowa pociechy. Podczas gdy niemal cała Polska ruszyła z pomocą finansową poszkodowanym, ksiądz chciał zarobić na tak wielkiej tragedii! Po fakcie kłamał jeszcze, zaprzeczając, i pokrętnie się tłumaczył. Rzecznik diecezji sosnowieckiej ks. Jarosław Kwiecień najpierw próbował sprawę łagodzić, a później pracę dziennikarzy nazwał… żerowaniem na nieszczęściu ludzkim. Przy okazji nie omieszkał przypomnieć „o olbrzymiej pomocy, jaką ta rodzina i inni poszkodowani otrzymali ze strony Kościoła”. Dziwne, bo rozmawialiśmy z „tą rodziną” i nikt o żadnej pomocy nie słyszał. Diecezja oświadczyła ponadto, że proboszcz parafii nie chciał żadnej ofiary za pogrzeb. Ale chciał, tylko zrezygnował, gdy sprawą zajęli się „żerujący na nieszczęściu dziennikarze”. Pani Teodozja nie życzyła sobie jego obecności w czasie pogrzebu.

A oto jak to zdarzenie skomentowali internauci… Roman: „Tysiąc złotych to niejednokrotnie miesięczny zarobek w tym chorym kraju”; Cezar: „Pazerność niektórych księży nie zna granic”; Marek: „Dojdzie do tego, że księża będą znienawidzeni bardziej od polityków”; Jarecki: „A czego się ci ludzie spodziewali? Miłosierdzia? Oj, naiwni, naiwni”. „Darmo daliście, darmo dawajcie – dla księży to puste słowa, choć wyrzekł je sam Chrystus. Mamona i władza, a owieczki i tak zapłacą”– podsumował Wierzący.

Na szczęście nie udało nam się natrafić na podobnie haniebny przykład jak w Sosnowcu. Po publikacjach prasowych może już się nie powtórzy. Dotarliśmy między innymi do ks. Stanisława Wąsika z Nowej Wsi na Opolszczyźnie. Pochował kilka ofiar z wypadku w Chorzowie. Na pytanie, ile wziął za pogrzeb, odpowiedział, że nawet nie godziło mu się o to pytać.
– Przy tak wielkim dramacie tych ludzi to niegodne i niemoralne brać pieniądze. Jeśli będzie trzeba, zorganizuję w parafii pomoc, ale na razie nie ma takiej potrzeby – stwierdził ten dobry pasterz.

Byliśmy w Sosnowcu na pogrzebie pana Mirosława i jego syna Adriana. Panującej wtedy atmosfery nie da się opisać. Bo to nie była zwykła uroczystość. Świadomość, że w stojących obok siebie trumnach leży ojciec i syn, którzy zginęli tak nagle i niepotrzebnie… Trudno było pohamować łzy. Płakali wszyscy. My też.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 3(310)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: