FiM – Wiele(je)bni

„Pozbawcie Kościół godnego małżeństwa, a napełnicie go konkubinatem, kazirodztwem oraz wszelkimi rodzajami niewysłowionych występków i nieczystości” – tak przestrzegał przed celibatem średniowieczny teolog Bernard z Clairvaux. Choć został później uznany za świętego, we współczesnych seminariach duchownych wolą go nie cytować…

Jak Polska długa i szeroka, księża katoliccy – bardziej lub mniej skrycie – żyją z kobietami (jeśli nie są gejami), miewają z nimi potomstwo i zupełnie nie przejmują się łamaniem celibatu, bo – jak sami powiadają – „przed naturą się nie ucieknie” lub „wszyscy tak robią”.

A oto co pisze były dominikanin David Rice w głośnej na Zachodzie książce „Shattered Vows. Exodus from the Priesthood” („Strzaskane śluby. Exodus z kapłaństwa”): „Kilka lat temu zaprzyjaźniłem się z grupą polskich księży studiujących w Irlandii. Choć od dawna byłem już żonaty, ci młodzi mężczyźni byli rozbawieni moją naiwnością w kwestii celibatu. Ich zdanie było takie, że nikt dziś nie traktuje celibatu poważnie. Pozostajesz księdzem, robisz, ile dobrego możesz, i dyskretnie korzystasz z gotowości oddanych, pełnych admiracji kobiet, by czynić siebie dostępnym seksualnie”. Kilka lat po tej rozmowie Rice zapytał innego z polskich księży – wielce doświadczonego w łamaniu celibatu – czy zdarzyło mu się zastanowić, co czuje kobieta w takim zakazanym przez kat. Kościół związku.

„Przecież wie, w co się pakuje. Tak jak kobieta, która zadaje się z żonatym mężczyzną. Wie, że nie możemy się żenić i pakuje się w to z otwartymi oczami. Więc zasługuje na to, co dostaje” – usłyszał.

Bełchatów, jedno z większych (ok. 65 tys. ludności) miast regionu łódzkiego. Na tyle duże, że ksiądz Stefan i Roksana (imiona zmienione) mieli nadzieję na anonimowość. Jak się za chwilę okaże, nadzieję całkiem płonną…

On (dla przyjaciół „Stanik”) jest zakonnikiem z kilkunastoletnim „stażem”, ona pracuje w instytucji finansowej.

Przyglądamy się dyskretnie ich losom od ponad roku. Wtedy to ksiądz M., jeden z bełchatowskich kolegów po fachu „Stanika”, opuszczając zakon dla ukochanej kobiety, która miała zostać matką jego dziecka, podzielił się w gronie przyjaciół (w obecności dziennikarza „FiM”) wrażeniami o „skunksach”, którzy nie mają odwagi uczynić podobnie…

Ale nas nurtowało coś innego. Nie „męska” postawa, lecz pytanie, czy i jak reaguje na księży romans katolickie społeczeństwo, przed którym – co czas pokazał – nawet w takim mieście jak Bełchatów nic się nie ukryje.
– Już jako młody ksiądz był znanym w okolicy lowelasem i dziewczyny zmieniał jak rękawiczki. Gdy przez parę lat siedział na placówce w K., to i tak do nas przyjeżdżał, tylko że noc spędzał u kochanki, a dopiero rano szedł na parafię i opowiadał proboszczowi bajki, że samochód się po drodze zepsuł. Jak po powrocie do Bełchatowa zaczął przychodzić do tej Roksany, jej babcia z góry wiedziała, że łobuz wnuczce nie przepuści. No ale co miała robić, przecież to ksiądz… – mówi nam pani Maria, dziarska staruszka, która przyjaźni się z babcią Roksany.

Atmosfera w domu dziewczyny stała się na tyle nieznośna, że za namową i z pomocą finansową ks. Stefana dziewczyna wynajęła samodzielne mieszkanie. Po kilku miesiącach znowu grunt zaczął im się palić pod nogami. Ktoś począł rozsyłać anonimy do Roksany i jej rodziny, ale adresowane również do ks. Ryszarda, ówczesnego przełożonego „Stanika”.
– Zwrócił Stefanowi uwagę, żeby się nie afiszował, i tyle. Mamy w prowincji pewną równowagę strachu. Wiadomo – ten lubi chłopców, tamten ma dziecko… Najważniejsze to nie wywołać skandalu. Jeszcze nie słyszałem o kapłanie, którego by za dyskretne ciupcianie na boku spotkały jakieś dotkliwe sankcje biskupa czy przełożonych zakonnych. A zwykli ludzie? Trochę poplotkują, ale niewielu to w gruncie rzeczy obchodzi do takiego stopnia, żeby wszczynać wojnę. Bo wtedy to już jest wojna z Bogiem i Kościołem – twierdzi były zakonnik z Bełchatowa.

###

„Jest wielu księży, którzy pełnią posługę kapłańską, mając kobiety. Istnieje społeczne przyzwolenie, by kapłan prowadził podwójne życie, akceptuje się tajny konkubinat. To jest poniżające dla kobiety”– przyznaje w książce „Przed Bogiem” znany jezuita, ojciec dr hab. Stanisław Obirek, który pod koniec 2005 r. postanowił definitywnie opuścić zakon.

Również Rice zauważa taką prawidłowość: „W Polsce ksiądz decydujący się na małżeństwo z kobietą, którą kocha, jest odrzucany wraz ze swą partnerką. Jeśli jednak nic nie mówi, życie biegnie jak dawniej, a jego dzieci chodzą do szkoły wraz z innymi dziećmi z tej samej wsi. Wszyscy po prostu akceptują tę sytuację. Biorąc pod uwagę lepszy nawet niż CIA »wywiad« Watykanu, nikt nie może powiedzieć, że papież o tym nie wie. Qui tacet, consentit (milczenie znakiem zgody). Czyż standardy mogą być bardziej dwuznaczne?”.

„Praktyka Kościoła, w tym również polskiego, jest taka, że jeśli wyjdzie na jaw, iż ksiądz nie dochowuje celibatu, biskup stara się go nakłonić do powrotu na drogę wstrzemięźliwości, niż spieszy z odsunięciem od duszpasterzowania” – mówi o tajemnicy poliszynela jezuita, o. Wacław Oszajca, redaktor naczelny „Przeglądu Powszechnego” i wykładowca na Papieskim Wydziale Teologicznym.

###

Kiedy nowi sąsiedzi Roksany (wśród nich aktywistka kółka różańcowego) zaczęli zbyt głośno i natarczywie komentować nocne u niej wizyty księdza, ta ponownie zmieniła mieszkanie. Nie pomogło. Co ciekawe, w nieustannie towarzyszących jej anonimach to właśnie ona, „kurwa parafialna”, była winna, że odciąga wiele(je)bnego od świętego Kościoła.

Z pomocą finansową „Stanika” kupiła wreszcie nowe lokum w blokowisku, gdzie ludzie prawie się nie znają. Młoda kobieta – dodajmy, że bardzo atrakcyjna – ma chwilę oddechu…

A oparcie w „swoim” mężczyźnie, który przez kilka lat nauki w seminarium oraz późniejszych praktykach parafialnych, świetnie wyszkolił się w opętywaniu umysłów?
– Pamiętaj, kochanie, że ja sutanny nie zrzucę. Moje miejsce jest w zgromadzeniu. Gdybyś, nie daj Boże, zaszła w ciążę, będę musiał stąd wyjechać i tylko na tobie spocznie opieka nad dzieckiem – przestrzegał Roksanę „Stanik” po „wpadce” zakonnego konfratra, ks. M. Chwała mu za to, że z góry nie skazywał dziewczyny na aborcję.

###

Kilka lat temu przeprowadzono wśród polskiego duchowieństwa katolickiego anonimową ankietę w sprawie celibatu. Za zniesieniem opowiedziało się 40 proc. badanych, za utrzymaniem – 10 proc. Pozostali byli zdania, żeby „zostawić tak, jak jest”…Czyżby ludzie świeccy aż tak bardzo przesiąknięci byli obłudą kleru?!

Ciekawiło nas, do której grupy zaliczyłby się ks. Stefan: – Jestem zakonnikiem i nie wolno mi oficjalnie wypowiadać się dla mediów bez zgody przełożonego. Tym bardziej że jesteście dosyć kontrowersyjną gazetą – zauważył ostrożnie.

Zaproponowaliśmy anonimowość: – Celibat jest rzeczywiście ważkim i skomplikowanym problemem, wolałbym jednak nie zabierać w tej sprawie głosu. Proszę mnie zrozumieć – zaapelował do naszego sumienia.

Zrozumieliśmy, więc jako opinię zastępczą znów zacytujemy Rice’a, któremu pewien były ksiądz tak oto wyjaśnił powód zrzucenia sutanny: „Wyczuwałem atmosferę niesamowitej dominacji, bycia kontrolowanym na jawie i we śnie. Kontrolowali mnie, przykuwając do brewiarza, posuwając jak pionek, cenzurując wszystko, co pisałem, nawet moje listy do gazet, zakuwając mnie w czarny garnitur (a w Rzymie – nawet wtłaczając w sutannę i goląc głowę), nakładając koloratkę na szyję, tak bym nie mógł się utożsamiać z ludźmi i aby ludzie nie mogli się utożsamiać ze mną. Cały wagon zaczynał milczeć, gdy wsiadałem do pociągu. W końcu poczułem, że nie mogę oddychać, do dziś robi mi się niedobrze, gdy tylko widzę sutannę lub czarny garnitur (…). Wszystko jest okryte milczeniem (…), masz nad sobą dożywotnią władzę biskupów. Jeśli są niesprawiedliwi, nie ma się do kogo odwołać, nie ma sądu ani należnego procesu”.

A czy hierarchia kat. Kościoła pragnie dyskusji o celibacie?

„Na zajęciach z teologii moralnej tłumaczono nam zasadę funkcjonowania zapory wodnej. Że jak się w jednym miejscu zrobi dziurę, szlag trafi całą zaporę. To miało wówczas obrazować kwestię prezerwatywy: jak się Kościół zgodzi na prezerwatywę, to sypnie się całe nauczanie moralne Kościoła” – tak o. Obirek wspomina początki swojej zakonnej edukacji.

###

I choć celibat nie prezerwatywa, to w kwestii stabilności konstrukcji „nauczania moralnego” podobieństwa są oczywiste…

[2006] FaktyiMity.pl Nr 6(310)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: