FiM – Duśpasterstwo

Kościołowi systematycznie przybywa kryminalistów. Biskupom nie ubywa dobrego humoru.

Rok i 4 miesiące więzienia w zawieszeniu na 4 lata, grzywna (2 tys. zł) oraz dwuletni zakaz pracy z dziećmi – na taką karę Sąd Rejonowy w Wejherowie skazał 7 czerwca ks. kanonika Mirosława B., pseudonim Kogut (proboszcz parafii w Bojanie koło Gdyni), uznając go za winnego rozpijania i molestowania seksualnego nieletniej. Przypomnijmy: duchowny zaprosił na plebanię przygotowującą się do bierzmowania 15-letnią gimnazjalistkę, w celu „kontynuowania” rozpoczętej dzień wcześniej w konfesjonale spowiedzi. Ponieważ rozmowa się nie kleiła, zaproponował drinka. Pili równo, więc po trzecim okrążeniu „Kogut” był zaledwie na rauszu, ona już nieźle wstawiona. Przyciągnął ją do siebie („Chodź, kochanie, do tatusia”) i posadził na kolanach… Opisywany już przez nas ciąg dalszy (por. „Szatan nie Kogut”, „Ręka prawie boska” – „FiM” 4 i 18/2010) znalazł potwierdzenie podczas procesu:

„Przemocą, polegającą na przytrzymywaniu jej w pasie, głowy, ręki oraz nóg, doprowadził do poddania się innej czynności seksualnej w ten sposób, że całował ją w usta, wkładał język do ust, całował ją po szyi, uchu”… – wyliczał sędzia Grzegorz Kachelw ustnym uzasadnieniu wyroku.

Mirosław B. nie jest jakimś tuzinkowym proboszczem, bowiem pełni odpowiedzialne funkcje w kurii archidiecezjalnej, będąc tam dyrektorem ds. Budownictwa Sakralnego oraz członkiem Komisji Wizytacyjnej – elitarnego 12-osobowego klubu zajmującego się przygotowywaniem odwiedzin biskupów w parafiach.

Co metropolita abp Sławoj Leszek Głódź zrobił ze swoim przybocznym po wybuchu afery? Udzielił mu miesięcznego urlopu od bezpośredniego zarządzania parafią, łudząc się zapewne nadzieją, że tyle wystarczy na ukręcenie łba sprawie. Proboszcz nie wyjechał z Bojana, lecz normalnie odprawiał msze, spowiadał, kontynuował kolędę, a konsekwencją decyzji arcybiskupa była zorganizowana presja aktywu kościelnego usiłującego zmusić dziewczynę i jej rodziców do wycofania zeznań. „Co ty odwalasz, niszczysz społeczność Bojana, mam ci wpierdzielić?” – atakowała nastolatkę nauczycielka religii. Do akcji mataczenia przyłączył się nawet ks. prałat Franciszek Rompa, dziekan z Kielna, sprawujący w imieniu Głódzia pieczę nad parafią w Bojanie. Gdy ten zbiorowy wysiłek okazał się nieskuteczny, Mirosław B. – już całkiem bez skrępowania i jak gdyby nigdy nic – podjął nie do końca przerwane wypasanie
owieczek. Popatrzmy na efekty:

# mimo toczącego się procesu grał pierwsze skrzypce podczas uroczystego otwarcia nowego budynku gimnazjum w Bojanie, w której to imprezie uczestniczyli m.in. pomorski kurator oświaty Zdzisław Szudrowicz, starosta powiatu wejherowskiego Józef Reszke, reprezentujący gdańską „Solidarność” Wojciech Książek (wiceminister oświaty w rządzie Jerzego Buzka) oraz ks. Rompa i dyrektor szkoły Andrzej Szaliński. Nie wiemy, jak się czuli w tak haniebnym towarzystwie;
# tuż przed wyrokiem, gdy kwestia winy była już praktycznie bezsporna (m.in. w świetle opinii biegłego psychologa weryfikującego zeznania ofiary oraz zabezpieczonych SMS-ów i billingów rozmów telefonicznych plebana), Głódź dopuścił się rzadko spotykanej nawet w Kościele bezczelności. Dotarliśmy do wydanego przezeń 21 kwietnia 2011 roku dekretu, w którym czytamy, że „dla większej chwały Bożej i pożytku duchowego wiernych, a w szczególności dla budowania wspólnoty kapłańskiej i pogłębienia ducha liturgii sprawowanej w świątyni, przy której została ustanowiona Rezydencja Arcybiskupa Metropolity Gdańskiego”erygował najbardziej obecnie w archidiecezji prestiżową Kapitułę Kolegiacką Staroszkocką, mianując „Koguta” jej kustoszem!

Po wyroku Głódź nabrał wody (wódy?) w usta, zaś pleban jak gdyby nigdy nic oczekuje w Bojanie na apelację. Czuje się świetnie, bo aktyw absolutnie nie wierzy w jego winę i chóralnie przekonuje, że „ktoś podstawił dziewczynę księdzu, żeby mu zaszkodzić”…

###

Sąd Okręgowy w Częstochowie uprawomocnił 2 czerwca tego roku wyrok sądu I instancji, podtrzymując karę trzech lat więzienia dla ks. Krzysztofa J., który będąc proboszczem miejscowej parafii, „pobił na plebanii swoją ofiarę, powodując u niej rozległe stłuczenia głowy i okolicy lędźwiowej, a następnie przemocą doprowadził do obcowania płciowego”. Dodajmy, że owego gwałtu dopuścił się na dotychczasowej partnerce seksualnej, gdy przyszła zakomunikować mu o definitywnym rozstaniu (oskarżony przyznał się do współżycia z poszkodowaną, ale utrzymywał, że nie stawiała oporu).

Skazaniec chlubi się medalem Mater Verbi przyznanym mu przez tygodnik katolicki „Niedziela” za „szczególny wkład w kulturę narodową, patriotyzm i ewangelizację”, był ulubieńcem metropolity abp. Stanisława Nowaka (por. „Orły Temidy”, „Powołanie do gwałtu” – „FiM” 6 i 16/2011).
Czy wciąż cieszy się poparciem hierarchy? Oto odpowiedź:
# Krzysztof J. spędził w areszcie zaledwie półtora miesiąca. I choć szedł w zaparte, a jego otoczenie mataczyło na potęgę (jedna z parafianek dostała pół roku więzienia w zawieszeniu za podżeganie do składania fałszywych zeznań), odzyskał wolność dzięki poręczeniu biskupa pomocniczego Jana Wątroby, po czym szefowie odesłali go „do odizolowanego klasztoru poza terenem województwa śląskiego”. Tak przynajmniej twierdzili;
# gdy zaczęliśmy szukać klasztoru, w którego zimnej celi gwałciciel odbywał już rzekomą pokutę, okazało się, że Krzysztof J. zapuścił dla niepoznaki brodę i za przyzwoleniem biskupów swobodnie grasuje po sąsiednich diecezjach, odprawia tam msze, spowiada, a nawet udziela brudnymi łapami komunii. W przerwach wpadał na kolejne rozprawy;
# po apelacji Wątroba łkał, że „to wielka rana zadana Kościołowi”. O brutalnie zgwałconej przez wielebnego kobiecie żaden z częstochowskich hierarchów nawet się nie zająknął.„Nikt nie odbiera księdzu J. (…) prawa do pokuty, nawrócenia i powrotu do pełnego uczestnictwa we wspólnocie Kościoła, łącznie z pełnieniem wcześniejszych funkcji” – pocieszył gwałciciela Wątroba.

###

Prawomocnym wyrokiem z 24 maja Sąd Okręgowy w Gliwicach skazał s. Bernadettę (w cywilu Agnieszka F.) i s. Franciszkę (Bogumiła Ł.) ze zgromadzenia boromeuszek odpowiednio na:2 lata bezwzględnego pozbawienia wolności, 800 zł grzywny, dożywotni zakaz pracy z dziećmi oraz 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, zakaz pracy z dziećmi przez lat osiem. Obie panie pracowały w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym prowadzonym przez zakon w Zabrzu (Bernadetta była dyrektorką) i zajmowały się tam przede wszystkim katowaniem podopiecznych oraz ułatwianiem starszym wychowankom gwałcenia dzieci (por. „Dzieci śmieci”, „Gwałty u zakonnic” – „FiM” 18/2008 i 39/2009). Gdy proceder wyszedł na jaw, kierownictwo zakonu wydało oświadczenie: „Zarząd Kongregacji wyraża ogromne ubolewanie z powodu rozpowszechniania przez media potwornie zniekształconych faktów, związanych ze sprawą molestowania seksualnego wśród wychowanków Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu. Ferowanie wyroków(…) wobec pracujących tam Sióstr jest nie tylko bolesne, ale głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące”– twierdziła s. Alberta (Barbara Groń), przełożona generalna.

Po wyroku w I instancji zabrzańska radna Anna Solecka-Bacia zapytała publicznie, czy to ładnie, że kapituła przyznanej Bernadetcie prestiżowej nagrody św. Kamila nie zajęła dotychczas żadnego stanowiska. Zakonnica poczuła się obrażona i oddała nagrodę, a dotknięte do żywego boromeuszki ogłosiły komunikat o wiekopomnych zasługach swojej koleżanki oraz niekompetencji ludzi niepotrafiących ich docenić. „Nikt, kto nie ma doświadczenia posługi takim dzieciom, nie ma pojęcia, jak trudna to praca” – gromiła wątpiących s. Alberta. Gdy gliwicki sąd „docenił” Bernadettę na 2 lata w kryminale, szefowa boromeuszek nie miała już nic do powiedzenia „takim dzieciom” gwałconym pod okiem mniszek…

###

W kolejce po wyrok oczekują obecnie: ks. Zbigniew R. (były proboszcz parafii w Kołobrzegu) i ks. Piotr D. (ostatnio kapelan Domu Opiekuńczo-Leczniczego Opatrzności Bożej w Pilaszkowie pod Warszawą) oskarżeni o molestowanie dzieci. Wciąż nie może się natomiast rozpocząć proces ks. Waldemara B. z diecezji bydgoskiej („inne czynności seksualne” z 9-latkiem), który na finiszu śledztwa całkiem się, zdaniem biegłych, rozkleił, więc trzeba cierpliwie czekać, aż dojdzie do siebie i będzie mógł przeczytać akta.

Na przeprosiny kogoś ważnego w polskim Kościele nikt już chyba nie czeka…

[2011] FaktyiMity.pl Nr 24(589)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: