„Pani jeszcze nie wie, co to jest piekło”

W najnowszym reportażu „Dużego Formatu” Justyna Kopińska opisuje dramatyczną historię wychowanków domu dziecka w Zabrzu, którym kierują siostry miłosierdzia. Z zebranego przez reporterkę materiału wynika, że zakonnice znęcały się nad podopiecznymi fizycznie i psychicznie oraz podżegały do gwałtów na wychowankach.

Martyna Wnęk/Onet: W reportażu najnowszego „Dużego Formatu” opisuje Pani historię wychowanków Ośrodku Wychowawczego Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Zabrzu. Co Pani czuła w trakcie dochodzenia, które Pani prowadziła? Odkrywanie nowych, na dodatek naprawdę szokujących faktów i układnie ich w jedną całość było na pewno długim i męczącym procesem.

Justyna Kopińska: Reportaż powstał, bo jeden z chłopców przeczytał moją rozmowę z Katarzyną, skazaną za podżeganie do gwałtu w ośrodku socjoterapeutycznym w Łysej Górze (opublikowaną na łamach Wyborczej). A następnie przesłał mi e-mail o treści: „Pani jeszcze nie wie, co to jest piekło”. To był wychowanek Sióstr Boromeuszek w Zabrzu. Chciał wypowiedzieć się do reportażu, ale miał silne myśli samobójcze. Bałam się, że moje pytania uaktywnią w nim kolejne wspomnienia. Więc zgłosił mi sprawę, a ja stopniowo szukałam innych osób, które wiedzą coś o ośrodku. Każdy naprowadzał mnie na kolejny ślad. Temat był bardzo trudny, więc zdecydowałam się przedstawić go z każdej ze stron – rozmawiałam z wychowankami, siostrami, nauczycielami, kuratorami, a także nieoficjalne z osobami obecnymi podczas procesów. Napisałam może jedną setną tego, co wiem, ale mam pewność, że na wiele sposobów sprawdziłam każdy szczegół tego tekstu.

Z materiału jasno wynika, że nad dziećmi, które tam przebywały, nieustannie znęcano się psychicznie i fizycznie. Jak to się stało, że pomimo, iż płynęły stamtąd niepokojące sygnały, nikt nie interweniował? Ani nauczyciele ze szkół, do których uczęszczały dzieci, ani lekarze ze szpitali, do których trafiali skatowani podopieczni lub ci po próbach samobójczych.

Siostra Bernadetta miała bardzo silną pozycję społeczną, przyjaźniła się z wpływowymi osobami w Zabrzu. Myślę, że to był jeden z powodów, dla których nauczyciele, lekarze oraz osoby kontrolujące placówki nie reagowały. Często określamy ludzi przez pozory – w tym przypadku „habit”, wpływy – nie chcemy zobaczyć więcej. U wielu osób uaktywnił się stereotyp, że placówki kościelne są z gruntu dobre. Została wyłączona czujność. Drugi powód jest jeszcze bardziej smutny – niektórzy nauczyciele oraz lekarze, zdaniem dzieci, traktowali ich jak inną kategorię ludzi. Dla nich to dzieci alkoholików i narkomanów, wręcz skazani na cierpienie. Rafał, wychowanek Sióstr Boromeuszek w Zabrzu mówi: „Dorośli nie myśleli o nas »dzieci« tylko »patologia«. A jedna z nauczycielek dodaje, że w takich dzieciach, nawet jak mają trzy latka, może tkwić diabeł”. Trudno było mi uwierzyć w to, jak okrutni byli niektórzy dorośli. Paweł mówi: „Powiedziałem o gwałtach do nauczycielki. Mówiła, że to sprawdzi. A potem zobaczyłem, jak rozmawia z siostrą Bernadettą na zebraniu. Śmiały się, żartowały. Czułem się przyparty do muru. Tak jakbym wybierał między śmiercią a życiem w ośrodku. Był taki jeden z braci. Silny. On zmuszał wielu. Siostry zamykały mnie z nim i jego bratem w pokoju na klucz. To jest taki strach, że już nie możesz myśleć ani czuć. Prosiłem siostrę Bernadettę, aby mnie przeniosła, bo mnie dotykają. Teraz myślę tylko, że Pan Bóg ma jej dużo do wybaczenia”.

Konsekwencje tego braku reakcji to ukształtowanie charakteru Tomasza. Wychowanek Sióstr Boromeuszek, po wyjściu z ośrodka, wspólnie z kuzynem zgwałcił i zamordował ośmioletniego Mateusza. Tomasz trafił do ośrodka jako kilkuletnie dziecko, od tego czasu był gwałcony przesz starszych wychowanków. Psycholog stwierdził, że nie ma zaburzeń pedofilnych i gdyby nie pobyt w ośrodku, mógłby rozwinąć zdrową osobowość.

Dom dziecka funkcjonował od 1893 roku, ale pierwsza kontrola kuratorium miała miejsce dopiero w 2007 roku, kiedy to Prokuratora w Gliwicach rozpoczęła sprawę przeciwko Agnieszce F., czyli siostrze Bernadetcie oraz wychowawczyni grupy chłopców Bogumile Ł. – siostrze Franciszce. Jak to możliwe, że nikt z kuratorium nie zainteresował się wcześniej tym, co dzieje się w ośrodku wychowawczym?

Kontrolę nad ośrodkiem, zgodnie ze statutem, sprawuje kurator oświatowy, ale on jedynie kontroluje poziom pedagogiczny, a nie całą działalność ośrodka. Za resztę odpowiedzialność biorą – w przypadku domów prowadzonych przez siostry zakonne – władze zakonu. A ponieważ kurator nie dostawał żadnych sygnałów, to do 2007 roku nikt do Sióstr Boromeuszek nie zaglądał. I koszmar dzieci trwał przez dziesiątki lat. O tym jak sprawa Zabrza przekłada się na ośrodki w całej Polsce piszemy dziś (tj. 11.04) w „Gazecie Wyborczej”. Dominika Wielowieyska z „GW” ustaliła, że takich ośrodków, które mogą być w praktyce domami dziecka, ale podlegają pod resort edukacji, jest dziś w kraju 45. Co tam się dzieje? Nikt nie wie.

Gwałty starszych wychowanków na młodszych, dotkliwe pobicia, znęcanie się psychiczne to tylko część dramatów, które rozgrywały się za zamkniętymi drzwiami. I w samym środku tego piekła dyrektorka, siostra Bernadeta, która nie reagowała na to, co się dzieje. Z Pani reportażu wyłania się obraz bezlitosnego, także skłonnego do fizycznej przemocy potwora, który sprawował piecze nad bezbronnymi dziećmi. Rozmawiała Pani z osobami, które miały z nią bezpośredni kontakt, jakie s. Bernadeta sprawiała wrażenie? Czy dzięki obrazowi samej siebie, który wykreowała, udało się jej oszukać wszystkich wkoło?

Wiele osób mówi o siostrze Bernadetcie jak o potworze. Wcześniej sprawiała wrażenie delikatnej, wykształconej kobiety, która bardzo łatwo nawiązuje kontakt. Jak określił to jeden z policjantów: „bardzo blada, szczupła, około 50 lat, roztaczała pewien czar osoby, która wie, co robi”. Jednak po zeznaniach wychowanków psycholog z trzydziestoletnim stażem płakała, bo jeszcze nie spotkała się z takim okrucieństwem.

Siostra dyrektor podczas procesu odmówiła składania wyjaśnień i nie przyznała się do winy. Nie skierowano jej na badania psychologiczne, ponieważ nie istniały podejrzenia o niepoczytalności. Jej adwokat nie nawiązywał do żadnych wydarzeń w jej życiu osobistym, które mogłyby tłumaczyć jej okrucieństwo. Dwukrotnie odmówiła rozmowy do reportażu. Podkreślano, że nigdy nie wyraziła skruchy, nie pokazała, że żal jej chłopców. Świadek obecny na obu procesach mówił: „Jedyne uczucia pokazała, gdy prokurator powiedziała do niej imieniem z dowodu: »Pani Agnieszko«. Zaczerwieniła się ze złości, krzyczała, by nazywać ją »siostrą dyrektor Bernadettą«”.

Dyrektorka dostała dwa lata w zawieszeniu, natomiast s. Franciszka osiem miesięcy. Po interwencji w sądzie apelacyjnym, wyrok zamieniono na dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. Uzasadnieni tego wyroku utajniono. Jak Pani myśli – dlaczego? Czy znowu zadziała tu zmowa milczenia?

W Sądzie Rejonowym w Zabrzu podkreślają, że cały proces był niejawny ze względu na dobro wychowanków, bo ich przeżycia były zbyt drastyczne. I dlatego utajniono też uzasadnienie. Skoro wychowankowie zdecydowali się ze mną rozmawiać, to w sądzie łatwiej było mi uzyskać informacje. Podczas moich rozmów w Zabrzu, Gliwicach i Rybniku bardzo często padało sformułowanie „zmowa milczenia”. Mówiono też, że ludzie nabrali „wody w usta”. Ale w rozmowie ze mną byli otwarci. Nawet osoby, które nie reagowały na przemoc. Myślę, że potrzebowali lustra swojego zachowania. Takim „odbiciem” stał się reportaż. Gdyby całkiem zamilkli tego tekstu nie udałoby się napisać.

Pyta mnie Pani o wyrok? Nawiążę do mojej rozmowy z Katarzyną z ośrodka socjoterapeutycznego w Łysej Górze. Dziewczyna została tam skierowana za wagary. Była w ośrodku parę miesięcy. Wychowawcy w Łysej Górze byli nieprzygotowani do pracy, zamykali się w pokoju na klucz ze strachu przed wychowankami. Doszło do gwałtu zbiorowego na wychowance ośrodka. Katarzyna została skazana za podżeganie do gwałtu na pięć lat więzienia. Trafiła od razu do aresztu. Siostra Bernadetta znęcała się nad wychowankami przez kilkadziesiąt lat. Przez wiele lat zamykała starszych mężczyzn z dziećmi w pokoju na klucz, wiedząc o gwałtach. I nadal jest na wolności. Odracza karę ze względu na podeszły wiek (ma 59 lat), stan zdrowia i działalność na rzecz Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia im. Karola Boromeusza. A siedemnastoletnią Katarzynę, która za wagary trafiła do ośrodka socjoterapeutycznego, posyłamy do więzienia na pięć lat. Gdzie tu sens?

Czuję, że jeszcze wiele tajemnic nie zostało ujawnionych, dlatego wszystkich, którzy chcieliby dodać swoje wspomnienia o ośrodku lub podzielić się opinią proszę o kontakt j.m.kopinska@gmail.com. Po publikacji przyszło kilkaset maili. Wiele z nich od osób z innych ośrodków. Cieszy mnie ta reakcja, bo według mnie rolą dziennikarzy jest oddanie głosu tym, którzy na co dzień go nie mają.

[2014.04.11] Onet.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: